|
Blog > Komentarze do wpisu
YMMV
Jakiś czas temu, za pomocą wpisu Dobra moneta namawiałem cię do przyjęcia wobec bliźnich i świata następującej postawy: "Wierzę, że chcesz mojego dobra i ja też chcę twojego dobra." Obawiam się jednak, że mój blog nie jest na tyle wpływowy, żeby dotrzeć do wszystkich i zmienić ich postawę życiową. Z pewnym smutkiem obserwuję przebieg dyskusji na niektórych forach internetowych. I nie chodzi mi tu o podnoszoną ostatnio kwestię braku wychowania, ale o ubrane w uprzejmość komentarze publikowane świadomie, bądź podświadomie w złej wierze. Praktycznie do każdej kulturalnej wypowiedzi można podejść na dwa sposoby:
Ta pierwsza postawa - powszechna na wielu forach anglojęzycznych (na przykład Zen Habits, czy The David Allen Company GTD Forums, czy Manager Tools Forums) oraz niektórych polskich (na przykład przelotnie-pobieżnie-przejściowo, czy Hau!, czy Poradnik internauty) - prowadzi do dyskusji w przyjaznej atmosferze, która w przypadku rozbieżności zdań kończy się pojednawczym YMMV (Your Mileage May Vary - czyli "być może masz inne doświadczenia, znajdujesz się w innej sytuacji lub po prostu masz inne zdanie"). Druga postawa kieruje rozmowy na tory niekończącego się czepiania o słówka, o interpretacje i o to, co kto komu w usta włożył. Charakterystyczne dla tego typu dyskusji jest bezwzględne domaganie się odpowiedzi na swoje pytania, żądanie "czytania ze zrozumieniem" i drobne uszczypliwości (przykłady takich wypowiedzi znajdziesz na wielu popularnych forach internetowych). A wszystko to zamaskowane fałszywą troską o precyzję i poziom merytoryczny wymiany poglądów. Rozszerzeniem tej taktyki są zawoalowane ataki personalne oraz niszczenie reputacji adwersarza za pomocą pozornie niewinnych przypuszczeń co do jego wiedzy i doświadczenia. Co zatem zrobić ze złą monetą? Wziąć ją za dobrą! Dopóki nie jest to uwłaczające godności lub nie krzywdzi bliźnich bierz udział w dyskusjach cały czas zakładając, że inni mają dobre intencje. Takie podejście jest wspaniałym filtrem - ci, którzy są nieufni tylko z obawy przed porażką, w końcu zrozumieją, że nie zamierzasz ich wdeptać w ziemię dla zaspokojenia swoich chorych ambicji, a ci, którzy mają swoje ukryte cele albo sami odejdą nic nie zwojowawszy, albo skażą cię na banicję, co w ogólnym rozrachunku też jest dobrym rozwiązaniem. Takie jest moje zdanie. YMMV. :-) wtorek, 25 sierpnia 2009, testeq
Komentarze
2009/08/25 13:55:16
@orest_tabaka: Powiem szczerze, że aż się dziwię, że gospodarz tamtego blogu tak łatwo daje się wyprowadzić z równowagi (lub - zgodnie z panującą tam poetyką - doznaje uczucia zniecierpliwienia :-) ). Generalnie uważam, że takie czepianie się drobiazgów nie służy dyskusji i porozumieniu. Nie podoba mi się też wytykanie komuś chwytów retorycznych i ich jednoczesne stosowanie. A już podpieranie się tendencyjnymi interpretacjami wizytówek blogowych lub danych z zumi uważam za objaw bezsilności.
Gość: Fan Club PW, abvx141.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/08/25 14:07:16
Dawaj dwie ostatnie części ZTD a nie opisujesz troll-e :) Zrobiłem sobie ten kurs od razu z notatkami przez 2 h i myślę ze tylko w całości ma sens. Wiec czekam.
Brakuje mi filmy takiego z praktycznego wdrożenia GTD lub ZTD ze ktoś by pokazał godzine pracy z systemem a nie tylko co ma na biurku i jaki jest fajny w czyszczeniu Outlooka :) Pokaż jak notujesz pokaż jak przeszkadzają telefony a Ty sobie radzisz:) ZTD jest fajne jak się siedzi w domu i żyje z pisania 2 art na bloga dziennie :) Ale praca w korporacji gdzie ważnych zadan jest 10 a co chwile przychodzi szef i ma coś pilnego do zrobienia ew. awarie rozwalaja cały plan dnia :) Eh siedzieć w domciu i se kreślić X na listach to jedno a życie w dużym mieście i praca w korporacji to drugie :) 2009/08/25 17:02:20
Niecierpliwość to zwykła słabość ludzka, którą rozumiem. Jednak zapewne Ty, tak jak i ja, nie chwalisz się publicznie (w internecie) swoim "know how"... a szczególnie ja nie mam zamiaru po takim stylu rozmowy :) Myśle, że o tym też warto pamiętać rozmawiając z kimś :)
Pozdrawiam radośnie, Orest 2009/08/26 07:04:39
@Fan Club PW: Wakacje się kończą i zgodnie z planem ( biz.blox.pl/2009/06/Wakacyjny-kurs-ZTD.html ) prawie wszystko w ramach kursu zostało już powiedziane.
We wrześniowych wpisach postaram się zająć kwestiami implementacyjnymi oraz moim poglądem na temat zastosowania ZTD w różnych środowiskach (praca na etacie, wolny zawód, nauka). Mówisz: materiały wideo? Dobry pomysł! To byłoby dla mnie nowe, ciekawe doświadczenie. @orest_tabaka: Jak zauważyłeś, nie podpieram się w ramach tego blogu listą firm, dla których pracowałem i z którymi współpracowałem. Nie uważam też, że forum publiczne jest właściwym miejscem dawania negatywnego feedbacku.
Gość: tom, 184.80-203-53.nextgentel.com
2009/08/26 07:12:14
@Testeq & Orest
Przykra sytuacja, ale tę konkretną sprawę widzę nieco inaczej niż przedstawiacie w ogólności tutaj i nie dziwię się jej przebiegowi (może to zumi było niepotrzebne). Spróbujcie przeanalizować całość spokojnie za jakiś czas. Można wiele nauczyć się, też o swoich 'blind spots'. Tu nie chodzi tylko o ostatnią dyskusję, czy niecierpliwość. Była ona raczej kroplą przelewającą całą czarę. Z pozdrowieniami
Gość: tom, acze92.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/08/26 09:13:45
Witam.
Z ciekawości przejrzałem przedmiotową dyskusję. Nie jestem z waszej branży (jestem prawnikiem) i nie orientuję się często w terminologii, ale już wcześniej zauważyłem na tamtym blogu, że gospodarz przejawia źle skrywaną mieszaninę irytacji i pobłażania w stosunku do osób, które mają nieco inne zapatrywania na niektóre sprawy. To co zaprezentował w stosunku do Pana i orest tabaki byłoby żenujące gdyby nie takie przykre.Histeryczna reakcja na ,,opublikowanie przekręconej i obciętej wypowiedzi'', i sam styl odpowiedzi na wpisy panów - pełne ogólników, wycieczek osobistych i chwytów poniżej pasa a na końcu ''wykluczenie" z forum świadczy samo przez się o wielkiej miłości własnej autora. W jednym ma jednak 100% racji - jest między wami ogromna ''różnica kulturowa". Jeżeli tak ma wyglądać interesujący w sumie ,,blog edukacyjny"( przetykany gęsto zawoalowaną autopromocją) to nie jest to jak się wydaje wzorcowy model. serdecznie pozdrawiam i życzę powodzenia Tomasz Karaś 2009/08/26 09:36:57
Tom:
Po prostu cieszę się, że mogłem się tam aktywnie udzielać przez prawie 1,5 roku. Dużo się nauczyłem, dużo okazji miałem, aby przemyśleć różne sprawy. Najwyraźniej to było mi potrzebne :) Więc wciąż każdego zachęcam do aktywności tam, z tymże, warto zachować dystans do siebie i do tego co tam się usłyszy :) Pozdrawiam radośnie, Orest 2009/08/26 10:28:44
@tom: Formułę swojego bloga definiuje jego autor. Wiele moich komentarzy wskazywało, że się z nim zgadzam. Problemem były te chwile, gdy nasze poglądy różniły się. Być może mentorski ton działa na wiele osób, ale nie na mnie.
@tom (Tomasz Karaś): Przyznam, że nie spodziewałem się takiej reakcji na próbę konfrontacji poglądów autora bloga ze zdaniem uczestników amerykańskiego, profesjonalnego forum dotyczącego poruszanej tematyki. Zauważam pewną prawidłowość polegającą na tym, że im większe są osobiste dokonania danego człowieka, tym bardziej gotowy jest on rozważać poglądy niezgodne ze swoimi. Na przykład David Allen jest bardzo ciekawy argumentów podważających zasadność poszczególnych elementów metodologii GTD. @orest_tabaka: Uczyć się mamy okazję cały czas - nie wszyscy jednak z tego korzystają.
Gość: Andromeda, afbx79.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/08/26 12:11:51
Pamiętam, jak mnie zszokowało, gdy na blogu mojej koleżanki po jakichś trzydziestu wpisach zażartej dyskusji okazało się, że praktycznie wszystkie wpisy niezarejestrowanych użytkowników (a licząc podpisy, było ich ok. pięciu) zostały napisane przez jedną osobę.
Zanim to wyszło na jaw, zauważyłam, że zaczynam w tej dyskusji używać naprawdę prostych sformułowań, bo "osoby" najwyraźniej zupełnie nie rozumiały, co miałam na myśli, kiedy pisałam normalnie. I oskarżały właścicielkę bloga i mnie, że to my wypaczamy sens ich wypowiedzi. Teraz myślę, że te "osoby" w ogóle nie interesowało, co mamy do powiedzenia, i chciały po prostu zdyskredytować nas w dyskusji, bo się nie zgadzały z nami, nie przyjmując do wiadomości, że ktoś może mieć po prostu inne zdanie. Czyli tej osobie udającej kilka osób zabrakło właśnie tego YMMV. Byłam tak zniesmaczona tą całą sprawą, że w ogóle przestałam zaglądać do tego wątku. Właścicielka bloga powiedziała mi potem, że ta osoba doszła w końcu do argumentów rodzaju "jesteś głupia jak but", co chyba samo świadczy o poziomie tej osoby. W każdym razie pierwszy raz spotkałam się z czymś takim i zrozumiałam, dlaczego na forach traktują nieufnie sytuacje, gdy z jednego komputera rejestruje się kilku użytkowników.
Gość: tom, 184.80-203-53.nextgentel.com
2009/08/26 19:44:36
@Testeq, piszesz:
"Problemem były te chwile, gdy nasze poglądy różniły się." Ależ oczywiście, bo wtedy dochodzi do dyskusji. Czy jednak uważasz, że kiedykolwiek problemem była sama różnica merytoryczna? Problemem jest wg. mnie tylko forma (sposób dyskusji, argumentacji itd), która jest czasami nieakceptowalna. Różne kręgi akceptują różne odchylenia. Co to ma wspólnego z tonem mentorskim? Jeśli autorowi blogu nie zależy zbytnio na zawartości merytorycznej komentarzy, to może zignorować wpisy mało wiarygodne, teoretyzowanie czy mętna retorykę. Jeśli zależy, to musi za każdym razem prostować takie 'strzały', co staje się uciążliwe w większych dawkach. Widziałem to w nadmiarze w przypadku Oresta, który wywody teoretyczne nie nazywał po imieniu - teoretycznymi czy domysłami, tylko dopytywał się dalej co w jego domysłach zgadza się z doświadczniami praktyka, a co nie. Zgadywanka? Jestem przekonany, że konfrontacja poglądów na innym forum nie była problemem, tylko samo sygnowanie nazwiskiem tekstu, który nie jest akceptowalny merytorycznie. Patrząc z boku i nie mając w tym własnego interesu nie widzę spraw tak jak Ty je przedstawiasz. Nawet więcej, będzie mi brakowało wielu Twoich komentarzy. Powiedz mi proszę gdzie tkwi błąd w moich obserwacjach? 2009/08/26 23:27:58
Tom (z nextgentel.com):
Zgodzę się z Tobą, że forma dyskusji tam była problemem. Dla mnie stała się w pewnym momencie uciążliwa. Co do merytorycznej części to zdecydowanie patrzę na wartości użyteczne spostrzeżenia a nie na dorobek, doświadczenie, tytuły, popularność itp. autora. Stąd przy wytknięciu mi braku doświadczenia (opierając się na kiepskim źródle jakim jest GL) byłem ciekaw które z moich spostrzeżeń wg autora blogu są wartościowe, a które nie. I tu nie chodzi o zgadywanke. PS: Nie muszę sprawdzać Twojego doświadczenia, aby wyciągnąć wartościowe rzeczy z tego co piszesz :) Nawet jakbyś miał 6 lat to nic by to nie zmieniło - dobre i wartościowe spostrzeżenie jest zawsze dobrym i wartościowym spostrzeżeniem. Kropka! :) Pozdrawiam radośnie, Orest
Gość: tom, 184.80-203-53.nextgentel.com
2009/08/26 23:57:04
@Orest
Jak ocenisz "wartości użyteczne spostrzeżenia", jeśli nie są sprawdzone (i to wielokrotnie) w życiu realnym pod kątem konkretnych rezultatów i w poważnych przędsięwzięciach? Zgrzyty zaczynają się coraz większe, gdy dodatkowo te spostrzerzenia kłócą się z konkretnymi doświadczeniami innych ludzi. Chętnie poznam Twoją definicję "wartościowego spostrzeżenia". 2009/08/27 07:24:55
@Andromeda: Opisany przez Ciebie przykład to już patologia i w takie dyskusje nie warto się angażować.
@tom: Pytasz o ton mentorski? Oto przykład (wyrwany z kontekstu, ale nie ma to nic do rzeczy, ponieważ chodzi mi o formę, a nie o treść): "2) co masz przeciwko napisaniu autorowi zestawienia blogów, które uważasz za pożyteczne, że uważasz je za pożyteczne? Tutaj mówiąc 'Na pewno nie mówiłbym o tym w kategoriach 'dużej i miłej niespodzianki' ...' odpowiadasz na zupełnie inne pytanie niż to, które zadałem. Fe!! Odpowiedź na pytanie 3 to kompletne pudło, spróbuj raz jeszcze" Nawet nie jest to ton mentorski, a raczej besztanie sztubaka. I to mi się nie podoba. Cieszę się, że uznałeś niektóre z moich komentarzy za pożyteczne. Nie ja podjąłem decyzję o odejściu mimo, że formuła rozmowy polegająca na 'domaganiu się odpowiedzi na swoje pytania i żądaniach "czytania ze zrozumieniem"' generalnie mi nie odpowiada. Było, minęło. YMMV. @orest_tabaka: Nie widzę powodu, żeby eksperyment myślowy nie mógł przynosić równie dobrych rezultatów, jak doświadczenie praktyczne. Dlaczego? Dlatego, że w eksperymencie myślowym możemy rozważyć wiele przypadków, które nie przytrafią nam się w życiu, a nasze doświadczenie (nawet w przypadku praktyka, kto regularnie musi dostarczać rezultatów w kilku porządnych firmach i pracuje z bardzo dobrymi ludźmi) obejmuje kilkadziesiąt-kilkaset konkretnych zdarzeń - niekoniecznie obejmujących wszystkie ciekawe przypadki.
Gość: tom, 195.204.181.13*
2009/08/27 09:15:45
@Testeq
Uważam, że dla podanego cytatu cały kontekst (dość rozległy) zmienia wydzwięk i odbiór wypowiedzi zasadniczo. "formuła rozmowy polegająca na 'domaganiu się odpowiedzi na swoje pytania i żądaniach "czytania ze zrozumieniem"' generalnie mi nie odpowiada" To sporo wyjaśnia. Twój wybór. YMMV.
Gość: tom, 195.204.181.13*
2009/08/27 09:24:41
Testeq, napisałeś jeszcze coś ciekawego do Oresta:
"Nie widzę powodu, żeby eksperyment myślowy nie mógł przynosić równie dobrych rezultatów, jak doświadczenie praktyczne. " Ja też. Nawet czasami z tego korzytam. Jednak dopóki nie zweryfikujemy go solidnie w świecie realnym, to należy wyraźnie nazwać go rozmyślaniami teoretycznymi, bo może to innych wprowadzić w błąd. 2009/08/27 11:39:13
Tom:
Spostrzeżenie ma wartość użyteczną wtedy, gdy ktoś może z niego skorzystać, dzięki niemu coś przemyśleć, wyciągnąć własne wnioski, podjąć odpowiednie działania. Pamiętając stale o Use Your Judgement nawet z teoretycznych rozważań można wiele wyciągnąć. Mnie inna rzecz zastanawia. Czy faktycznie trzeba mieć we wszystkim doświadczenie praktyczne (abstahując od tego czy mam czy nie), wszędzie fizycznie być, aby o czymś móc powiedzieć? Idąc tym tropem bezwartościowa jest astronomia, bo prócz garstki osób w na orbicie i garsteńki na Księżycu więcej nigdzie człowieka nie było. Spostrzeżenie, że słońce grzeje (wyzwala energię) byłoby bezwartościowe, bo przecież nikt na nim nie był, aby to sprawdzić ;) A jednak z tego korzystamy. TesTeq: Absolutnie zgodzę się z tym co piszesz. Dodatkowo wprawny obserwator rzeczywistości wyciągnie więcej wartościowych spostrzeżeń niż mało rozgarnięty praktyk. Swoją drogą bacznie obserwując wpisy autora można dostrzec, że na wielu płaszczyznach autor posiada więcej spostrzeżeń i obserwacji niż doświadczeń praktycznych. I czy to go skreśla? Absolutnie nie. Nawet bardzo cenię go za tę wnikliwość obserwacji. Pozdrawiam radośnie, Orest
Gość: tom, 195.204.181.13*
2009/08/27 14:07:59
@Orest
Nie jest moim celem przekonanie Cię do czegokolwiek. Twój świat i Twoje życie. Przy rozmowie z innymi warto byłoby tylko wyraźnie odróżnić i nazwać teoretyzowanie od rozwiązań zweryfikowanych. Ktoś może uwierzyć w to pierwsze jako prawdy życiowe i się mocno zdziwić. Dlaczego nie chcesz nazywać rzeczy po imieniu, takimi jakie faktycznie są? Tu nie chodzi o zaniechanie teoretyzowania. 2009/08/27 14:33:33
Nie mam pewności, o jakie "tam" chodzi... Może sprawdzę kiedyś, czy nie o miejsce, z którego Gospodarz BbS powinien był (skromnym zdaniem a cappelli) się definitywnie wycofać już w okolicach 16 czy 17 grudnia '07*...
Generalnie stale chodzi o to, co zwykle ;| - są ludzie (blogerzy), którzy się chcą w sieci podzielić z innymi jakąś swoją mocą, kompetencją, radością, autentycznym, unikatowym doświadczeniem, wątpliwością, pasją/obsesją życia, itd. Znajdziemy jednak i takich, którzy za wszelką cenę usiłują zbudować tu dla siebie jakąś kapliczkę... coś skompensować, stworzyć swą mniej lub bardziej udatną (spójną...) witrynę reklamową, dać ujście jakimś frustracjom, i tak dalej. Tych drugich należy omijać jak najszerszym łukiem. Szkoda naszego czasu. Jeśli mają się za coachów czy innych life-mentorów - omijać łukiem tym szerszym. I co najwyżej poradzić im na odchodnym, że kapliczki, i inne wota też najlepiej budować "z pozycji siły... - a nie na słabościach wszelakich, wychodzących jak szydło z worka w sytuacji, gdy wszystkie słowa trwają i będą trwały w takiej formie, w jakiej je wypowiedzieliśmy... i będą do analizy - także przez co bardziej pojętnych przyszłych (potencjalnych) klientów takiego pożal się Boże "coacha" No, napisała, a w październiku-listopadzie przekona się (mooooże), czy jej intuicje (zgadywanki) "miały słuszność" ;lol; ;| ___ *ach te mrożące krew w żyłach przeżycia!... - wchodzi człowiek po raz najpierwszy w życiu i obserwuje na żywo AKURAT TAKI SPEKTAKL... ;( ... i potem luty i okolice 1.4 '08... i odtąd jakoś... zero zaciekawienia - bodaj czysto "towarzyskiego" ;)... Mimo, iż wymieniam miejsce w mojej szerszej linkowni :) 2009/08/27 16:48:36
Tom:
:) YMMV I nie unikam nazywania rzeczy po imieniu - gdy coś zauważyłem, spostrzegłem to tak piszę... jak coś mi się wydaje to także to zaznaczam :) A-cappella: Nie widzę tego aż tak źle jak Ty. Jednym służy, innym nie musi, innym po pewnym czasie będzie służyć coś innego. Myślę, że ważne jest abyśmy wykorzystywali okazje do nauczenia się czegoś wszędzie tam gdzie są. Ja się nauczyłem - czas w dalszą podróż :) Pozdrawiam radośnie, Orest 2009/08/27 18:59:58
To dobrze , Oreście, że się nauczyłeś. Ja widocznie nauczyłam się troszkę wcześniej ;) bo wówczas, po efektach przedświątecznych '07 "przejrzałam" wszelkie deficyty i słabości gospodarza "witaj w NASZYM blogu" (podkr. moje, BM) na tyle, by BYĆ PEWNĄ, iż akurat mi nie ma on NIC do zaoferowania. A styczeń lub luty 08 oraz słynna primaaprylisowa kompromitacja* utwierdziły mnie w mojej wcześniejszej diagnozie. Więcej, znając kulturę niemiecką** także od strony problemów team work tam występujących, relacjonowanych przez różnych doradców rozwoju osobistego i organizacyjnego (dla których ja z kolei prowadziłam konwersacje angielskie ;)) - nabyłam już wówczas pewności, że jako członek zespołu, ów "pan witaj w NASZYM, etc..." byłby sam mega-problemem w wielu bolączkach, jakim usiłuje zaradzić jako "kołcz"...
- So, what's the point? - Przychodzi taki moment w życiu, gdy teoryjki nie wystarczają... Człowiek zaczyna szukać (i podziwiać... naśladować) spójne konstrukcje osobowościowe, jakie za nimi stoją... To i tylko to cię naprawdę interesuje... (W tajemnicy Ci powiem, że mnie tylko to interesowało także wówczas, gdy miałam lat 20...) ___ *mocne słowo, ale odpowiednie w ustach osoby, dla której kultura brytyjska jest pierwszorzędnym układem odniesienia w tych kwestiach... **apodyktyczność, branie życia zbyt serio, tendencja do bycia "systematisch" tam gdzie należy "pragmatic", częste śladowe zasoby autoironii, małe zrozumienie dla wolnościowego i autoekspresyjnego tudzież terapeutycznego znaczenia każdej dyskusji i ew. spięć w niej... - w istocie rzeczy dla istoty liberalnej demokracji --- Piszę to wszystko w kontekście demokracji brytyjskiej, którą znam kilka razy lepiej, niż niemieckojęzyczną... ale te kontrasty są uderzające a czasem i przygnębiające... A już Polacy z zapleczem tylko tej jednej kultury zachodniej bywają czasem jeszcze bardziej... pruscy, niż Prusacy. (Miałam szczęście mieszkać i pracować w Monachium... miejscu nie do końca "niemieckim" :)) 2009/08/27 19:03:24
P.S. Wszelkie stereotypy i inne publicystyczne przejaskrawienia złóż proszę na karb konieczności szybkiego przejścia przeze mnie w off-line.
...Ale wiemy wszyscy - w szczególności tzw. life-mentorzy - o znaczeniu pierwszego wrażenia i ocen powziętych na podstawie powierzchownych kontaktów... - Mega-gaf powinni się strzec zwłaszcza ci, którzy mają odwagę (czelność?) pouczać innych (za pieniądze... profesjonalnie...) 2009/08/28 07:11:39
@tom: Zgadzam się. Wolę rozmowy równorzędnych partnerów od odpytywania przy tablicy.
@orest_tabaka: To widać, że wykorzystujesz każdą okazję do nauki. Powodzenia w dalszej podróży. @a_cappella: Zabrakło mi intuicji? Zbyt wiele biorę za dobrą monetę? Zbyt często myślę życzeniowo? Być może. Dziękuję, że przypomniałaś mi ten prima aprilis '08. :-) 2009/08/28 09:40:49
Wyszedł interesujący post z wieloma ciekawymi punktami widzenia.
@Testeq Może faktycznie coś jest w tym 'odpytywaniu przy tablicy'. To pasuje bardzej na sesję treningową a nie partnerską rozmowę, gdzie nadawca czuje się odpowiedzialny za zrozumienie i spójność odbioru jego przekazu. @a_cappella " przejrzałam" wszelkie deficyty i słabości gospodarza "witaj w NASZYM blogu" " Możesz powiedzieć coś więcej na ten temat, please? :) 2009/08/28 12:21:03
A_cappella:
Tutaj wkraczamy w styl życia i styl bycia drugiej osoby. Jeśli to akceptujemy (a ja akceptuję) to nie ma problemu. Jeśli chcemy się czegoś nauczyć, to warto takie rzeczy zaakceptować - nie ze wszystkim się musimy się zgadzać, a każdy ma swoje życie. Przy okazji w wielu obszarach styl życia tej osoby bardzo mi odpowiada i wiele sam z niego czerpię. Jedynie styl rozmowy w pewnym momencie przestał mi odpowiadać... co zresztą jest tematem tego postu. Najwyraźniej nasze style się różniły na tyle, że w pewnym momencie uniemożliwiło to rozmowę. Szkoda. Ubolewam nad tym. Ale jak z tangiem - trzeba dwojga :) Jednak to nie odziera tego człowieka osobistych osiągnięć czy zasług dla mojego rozwoju. Pomimo tego zgrzytu komunikacyjnego wciąż mu wiele zawdzięczam i będę jego ambasadorem. Stąd każdemu polecam kontakt z tą osobą, bo jej spostrzeżenia czy rady są conajmniej warte przemyślenia, jak nie w wielu wypadkach wdrożenia do własnego życia. TesTeq: Dziękuję za życzenia powodzenia :) Pozdrawiam radośnie, Orest 2009/08/31 12:41:49
@Tom.cia: Ja widocznie nauczyłam się troszkę wcześniej ;) bo wówczas, po efektach przedświątecznych '07, "przejrzałam" wszelkie deficyty i słabości gospodarza "witaj w NASZYM blogu" (podkr. moje, BM) na tyle, by BYĆ PEWNĄ, iż akurat mi nie ma on NIC do zaoferowania.
- Z braku czasu teraz tylko zacytuję samą siebie. Kiedyś wrócę do tematu ("listopad"?... ;)) - ale wówczas będę sobie musiała przypomnieć detale i brzmienia expressis verbis. Serdecznie pozdrawiam! :) 2009/08/31 12:42:46
P.S. Oresta też oczywiście pozdrawiam. I Gospodarza, last but not least! :) :) :)
2009/09/07 09:42:36
Raczej nie warto... czas nie jest z gumy.
Chyba już napisałam wszystko nt "imoich mpresji względem przedmiotowego Autora"... Ewentualnie mogłabym dobitniej i na większej bazie danych - tyle, że to z pewnością nie jest właściwe ukierunkowanie energii... 2009/09/08 11:10:41
@a_cappella: Cóż, pozostaje nam przyjąć do wiadomości, że są osoby, które nas irytują, a ich naprawa jest poza zasięgiem naszych chęci. :-)
2009/09/09 12:40:20
@Testeq, a_cappella: wątek troche już przysechł, ale bardzo interesuje mnie poznanie podłoża Waszej opinii, bo widzę sprawy zupełnie inaczej. Może tylko miejsce i forma nie najlepsza.
Testeq, czy nie wykonałeś U-turn z dnia na dzień? Wygląda mi to na mocno niespójne w kontekście Twoich działań i opinii na przestrzeni ok. 2 lat 2009/09/09 21:25:43
@Tom.cia: Widzisz sprawy jak?... Pre-ci-se-ly, please! :)
Ja napisałam jedynie, że po negatywnych wrażeniach* (w datach wzmiankowanych) i poświęconej "objętości czasowej" ;) liczonej raczej w kwadransach, niż w godzinach --- wyrobiłam sobie zdanie. Co było ukierunkowane-powodowane stopniem mojego rozwoju oraz "kwestią smaku" --- poszukiwaniem na obecnym etapie wyłącznie mocnych i spójnych osobowości, wcielających w czyn prawa i warunki rozwoju ludzkiego, znane mi (dobrze!) od ponad 20 lat... ___ *Owszem, łatwo w zniesmaczeniu porzucić (dopiero zalążkowy) nawyk zaglądania do takiego czy innego blogu... i więcej doń nie wrócić?... Jednak gdy się wyraźnie przyznaje do osądu wrażeniowego, nie zaś dogłębnego, powodowanego szerszym, rzetelniejszym podejściem (czy kunktatorskimi strategiami, misją jakowąś lub jakimkolwiek innym zespołem publikacyjno-wirtualnych czynników... ) --- jest się moim zdaniem fair i nie lekceważy się trudu włożonego przez autora w części/aspekty jego dzieła, jakich się nie poznało... 2009/09/10 07:22:13
@tom.cia: Co rozumiesz przez stwierdzenie "czy nie wykonałeś U-turn z dnia na dzień"?
Moim błędem było zbyt długie tolerowanie arogancji gospodarza, który - w wielu przypadkach - deklarując pełną otwartość i gotowość do dyskusji w rzeczywistości nie ma na nie ochoty. Powinienem był wcześniej przestać odwiedzać tamto miejsce, ale z drugiej strony miałem okazję poznać tam takich ludzi, jak Paweł Urbański. @a_cappella: Okazuje się, że często to właśnie pierwsze wrażenie jest słuszne, a nie cała późniejsza otoczka myślowa wynikająca z wyrozumiałości i domniemania niewinności. 2009/09/10 21:48:10
@Testeq: właśnie zaskakuje mnie tak radykalna zmiana zdania i nie przedstawianie nawet cienia prawdziwych odczuć na bieżąco, chociażby wspomnianej "arogancji gospodarza", jeśli występują one od dawna.
"deklarując pełną otwartość i gotowość do dyskusji w rzeczywistości nie ma na nie ochoty" - to tylko jeden z punktów widzenia, który wg. mnie jest niezgodny z prawdą. Jestem przekonany, że powodem zakończenia dyskusji nie był brak ochoty prowadzenia jej na dany temat, lecz tylko sposób, nieakceptowalna strona techniczna dyskutowania. @a_cappella Fakt, z powierzchownego oglądu niektóre wątki mogą wyglądać dziwnie. Jednak rozbieranie tego dalej publicznie bez udziału samego Autora będzie not fair. Fajnie byłoby podyskutować sobie we trójkę na ten temat na żywo, może kiedyś się uda... Moje zainteresowanie Waszym punktem widzenia wynika z chęci weryfikacji, czy jest coś nie tak z moim myśleniem i analizą :) 2009/09/11 06:51:13
@tom.cia: Jak zapewne wiesz, zostałem stamtąd usunięty po raz drugi. Za pierwszym razem przedstawiałem swoje odczucia na bieżąco. Gdy wróciłem, wiele ze swoich ocen pozostawiałem dla siebie i to był mój błąd. Rzeczywiście mogło to prowadzić do wniosku, który wyciągnąłeś, że nagle zmieniłem swoje zdanie.
2009/09/16 14:45:38
Jednak rozbieranie tego dalej publicznie bez udziału samego Autora będzie not fair.
Tak, nie całkiem fair... Z drugiej jednak strony ten blog jest całkiem dobrze znanym forum publicznej wymiany myśli i ktokolwiek zechce - może w dowolnej chwili dołączyć do dyskusji... ...nie mówiąc już o oczywistym fakcie, że wciąż tu robimy reklamę Tamtemu Autorowi ;lol:... - Nie zapomnę, jak zwrócił uwagę Gospodarzowi BbS - niczym wielki profesor sztubakowi - (chyba to było w momencie "powrotu" TesTeqa do dyskusji, który zauważyłam ze zgrozą już w Polsce czyli w lutym '08), że bywaniem "w naszym blogu" robi sobie reklamę... brrrr, co za maniery!... Zatem teraz porobimy jeszcze przez chwilę reklamę tu* (i cóż, że nie po imieniu? ;D))) - aby choć w maleńkiej części spłacić tamten dług ;lol: A naprawdę serio - przydałaby się taka rozmowa: czego oczekujemy od prawdziwego mistrza: niech nim będzie i staromodny profesor i nowomodny "coach" czy mentor. Ja osobiście oczekuję, by była to "a person of integrity", z klasą, z mocą wewnętrzną albo bodaj opanowaniem technik pozwalających się nie bać niewygodnych dyskusji i dyskutantów... radzić sobie z nimi tak lub inaczej... nawet w przypadku braku czasu*... Radzić sobie też z tezami, punktami widzenia, manieryzmami, pewnością siebie dyskutanta dojrzałego... - to nie sztuka być "w tej branży" wielkim charyzmatycznym guru studentów z więcej i mniej znaczących polskich miast i ośrodków akademickich. A tak nawiasem - właśnie tego typu dyskutanci i różnice zdań "generują" (co za słowo! ;)) przyrost (czasem skokowy) zainteresowania blogiem/forum. I czynnego i biernego zainteresowania... - Czyli w kwestii promocji-reklamy - strzał w stopę ;(((( ___ *ach te Kanary, Karaiby czy inne Hawaje - w listopadzie, po sezonie gdy najtaniej... czy komukolwiek w Polsce można jeszcze tego typu "magią" zaimponować? 2009/09/16 20:02:49
@a_cappella: Może już nie obgadujmy za plecami "praktyka, kto regularnie musi dostarczać rezultatów w kilku porządnych firmach i pracuje z bardzo dobrymi ludźmi." ;-)
2010/07/20 12:33:56
Przekopując archiwum postów powracam tutaj, aby ponownie przypomnieć sobie o YMMV.
|
Napisz do mnie na adres:
Ten utwór jest dostępny na |
"(...) niszczenie reputacji adwersarza za pomocą pozornie niewinnych przypuszczeń co do jego wiedzy i doświadczenia." - czy też masz wrażenie, że to był najtańszy z chwytów merytorycznych zastosowany w tamtej dyskusji?