Pozostań przy zdrowych zmysłach i zachowaj życiową równowagę.
Blog > Komentarze do wpisu
Odklejeni od rzeczywistości

Generation Y
(photo by: andrewarchy)

"Skąd biorą się tak odklejeni od rzeczywistości ludzie?" - zastanawia się Robert z Katowic - właściciel firmy reklamowej, który - tak ja wielu innych pracodawców - nie może zrozumieć beztrosko aroganckiej postawy nowego pokolenia pracowników. Pokolenia, które uważa, że należy mu się godna płaca za... samą przyjemność obcowania z nimi w ściśle przez nich wyznaczonych przedziałach czasu. Bo oczywiście o 16-tej idą na basen, a w lipcu wybierają się w Himalaje. Konieczność zostania po godzinach to zamach na ich wolność osobistą. W ostateczności mogą na to przystać, ale żeby to się więcej nie powtórzyło! No i za to niezwykłe wyrzeczenie należą im się dwa dni wolnego plus specjalna premia.

Zamieszczony w ostatnim wydaniu "Dużego Formatu" (czwartkowy dodatek do Gazety Wyborczej) artykuł pod tytułem "Oburzonych zapraszam do pracy" zawiera wypowiedzi pracodawców przerażonych postawą pokolenia Y, składającego się w większości z ludzi, którzy są oburzeni, że nie przygotowano dla nich miejsc pracy, a właściwie miejsc realizacji ich aspiracji - przede wszystkim finansowych. Firma to dla nich miejsce wypłaty wynagrodzenia pozwalającego wygodnie przeżyć i rozwijać swoje zainteresowania. O to, skąd biorą się te pieniądze, niech martwi się pracodawca.

Ale niestety ten wredny pracodawca nie ma drukarni banknotów. Naga prawda jest taka, że to klient przynosi do firmy pieniądze - tylko wtedy, kiedy jej pracownicy sprawią, że będzie zadowolony z ich usług. Zadziwiające, że tak trudno to zrozumieć.

Wielu młodych ludzi nie chce tej prostej zasady przyjąć do wiadomości i wolą, z dumnie uniesionym czołem, głosić wszem i wobec, że:

Dla ludzi z ich wykształceniem w tym kraju nie ma pracy!

Ferdynand Kiepski - nieudacznik z polsatowskiego serialu - staje się dziś wzorcem dla młodego pokolenia. BRAWO!

Jakim wykształceniem? O czym my tu w ogóle mówimy?

Abstrahując od faktu, że wiele uczelni uczy na niby, a studenci studiują na niby, sama, nawet najgłębsza wiedza teoretyczna to zaledwie punkt zaczepienia do zdobywania doświadczenia zawodowego. A doświadczenie można zdobyć tylko prezentując aktywną postawę, podejmując nowe wyzwania, nie licząc co do minuty czasu pracy i starając się, żeby klient był autentycznie zadowolony z tego, co robimy. Kto tego nie rozumie, jest reliktem PRL-u.

Swoją drogą to ciekawe, że postawa "czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy" przetrwała zawieruchę zmiany ustroju i odżyła w nowej, konsumpcjonistycznej formie w mózgach pokolenia Y. A może po prostu jest to bezmyślność właściwa większości społeczeństwa, które uważa, że pracodawca powinien płacić, ale nie wymagać, bo wymaganie godzi w wolność osobistą człowieka.

Zastanówcie się nad tym, a szczególnie nad jedną banalną kwestią:

Skąd się biorą pieniądze, które wypłaca wam właściciel firmy?

poniedziałek, 21 listopada 2011, testeq

Komentarze
Gość: Inna Pani, 89-73-139-70.dynamic.chello.pl
2011/11/21 08:35:15
Dziwi mnie, że na tym blogu spotkałam się z takim tendencyjnym tekstem. Ci źli młodzi ludzie i ci dobrzy pracodawcy. Przecież w takich sytuacjach kij ma dwa końce i pisanie o jego jednym końcu jest półprawdą.
-
2011/11/21 10:20:37
@Inna Pani: Tak, to jest tendencyjny, subiektywny wpis. Jakiż miałby być ze strony pracodawcy znacznie częściej spotykajacego się z roszczeniową postawą pracowników niż z ich gotowością do pewnych wyrzeczeń dla dobra firmy, która co miesiąc wypłaca im godziwe wynagrodzenie. Nie zgadzam się z traktowaniem mojej firmy jako ośrodka pomocy społecznej. U mnie pieniędzy się nie drukuje - przynoszą je zadowoleni klienci, obsłużeni przez świadomych swojej roli pracowników.
-
Gość: Adam, ip-93.159.56.18.static.crowley.pl
2011/11/21 11:34:59
Oczywiście, że etos "czy się stoi..." przetrwał te 20 lat - mamy przecież związki zawodowe a związkowcy mają dzieci a dzieci mają kolegów - to ogromna ilość głów, które mogą z łatwością przyjąć takiego mema.

Po drugie pełno jest pracowników budżetówki, urzędników itp, których dzieci też dorastają z głową napakowaną podejściem do życia ich rodziców. Dla rodziców praca polega na piciu kawki i plotkach.

Całe szczęście nikt nie zmusza do zatrudniania takich ludzi, pracodawca po próbnym miesiącu może powiedzieć bye-bye a roszczeniowy pracownik może sobie tylko ponarzekać.

To oczywiście jedna strona medalu, są też pracodawcy faktycznie oczekujący pracy ponad miarę i wyrzeczeń. Jednak pogląd "biznesmen, pracodawca, kapitalista jest zły" jest dużo bardziej szkodliwy i trzeba z nim walczyć.
-
2011/11/21 12:33:07
Myślę, że mamy do czynienia z dwoma problemami. Pierwszy to ten co zdefiniowałeś. Zdarzało mi się przeprowadzać rozmowy kwalifikacyjne firmie, której pracuję. Wykształcenie młodych osób pozostawia wiele do życzenia. W chwili gdy dostają CV do ręki i przeczytam po jakiej kto jest uczelni to niestety z dużą dokładnością można powiedzieć co będzie reprezentował sobą na rozmowie. Co ma w głowie, co wie i co jest wart. Poziom wiedzy osób kształcących się na uczelniach prywatnych uważam za tragiczny. Najczęściej z taką osobą nie ma o czym rozmawiać. Oferuje niewiele lub nic w zamian za dużo pieniędzy. Chęć do poznawania i doskonalenia - zerowa.
Ale jest także druga strona - pracodawca.
Weźmy np. mnie. Ja nie siedzę równo 8 godzin. Czasami zostaje i na 10, czasami 9. Skończę zadanie to idę do domu. Ale zdarza się od czasu do czasu (jak to przy małych dzieciach) sytuacja awaryjna. Muszę wyjść wcześniej. To nic, że właściwie tą godzinę, czy dwie już dawno nadrobiłem. Jest problem. Pracodawca zgadza się niechętnie, są wielokrotne wymówki. Oczekiwałbym takiej samej elastyczności. Skoro ja bez problemu mogę zostać 10 godzin, które oczywiście nie są ekstra płatne, to również pracodawca mógłby wykazać zrozumienie w sytuacjach awaryjnych. Słyszę odpowiedź, że pracodawca nie może analizować takich sytuacji i nie będzie tracił na to czasu.
To także jest źródło przyszłych problemów pracodawcy. Trudno się dziwić, że wcześniej czy później usłyszy, że 10 to są już dwie płatne nadgodziny, że praca trwa od 8 do 16 a nie 18 itd.
Nie ma pracowników idealnych ani nie ma też pracodawców idealnych. Jeśli notorycznie do pracy zgłasza się taka sama grupa osób (ta sama mentalność) to zastanowiłbym się, czy przedstawiona oferta pracy właśnie nie przyciąga takich a nie innych ludzi.
-
Gość: sl, cerber.farmacol.com.pl
2011/11/21 12:35:49
G.W.o to gazeta bardzo mocno "zorientowana" na wielki biznes, więc nie ma co oczekiwać jakiegoś "nadmiernie" obiektywnego opisu. Jeśli masz jakieś własne doświadczenia z swojego biznesu to je opisz, bo na razie wygląda że bulwersujesz się "faktami" prosto z medialnego matrixu.
-
2011/11/21 13:33:25
Witam,

Mój wpis jest również subiektywny, ale szczery. Odpowiadając na Twój tekst zacytuję psychologa Fredericka Herzberga: "Jeśli chcesz, aby ludzie wykonali dla ciebie dobrą pracę, daj im dobrą pracę do wykonania." Dalsze wyjaśnienia przekraczają możliwości Blogu.

Krzysztof
-
Gość: maria, 77-255-58-192.adsl.inetia.pl
2011/11/21 16:31:55
Zastanawiam się nad tematem.

Niewątpliwie jest to problem coraz istotniejszy.

Ludzie wychowani w etyce pracy, rzetelności, uczciwości, odpowiedzialności, powoli odchodzą.
Nowe wzorce zachowań nie wytworzyły się w nowej rzeczywistości
Nie chodzi przecież o to aby jedna strona wykorzystywała drugą. Potrzebna jest równowaga.

Pracodawcy, ale też pracownicy.
Młodym ludziom nikt nie mówi, że mają być współodpowiedzialni za miejsce pracy - tak powinno być.
Z drugiej strony trzeba pracowników traktować jako współtworzących.

Wiadomo, szef, właściciel są napędem firmy.

Sukces jest zwykle zasługą ZESPOŁU.
No bo, cóż by osiągnęli Steve Jobs czy Bill Gates gdyby całe życie dłubali sami w garażu?

Mogę jedynie dodać, że cieszę się iż aktualnie nie muszę użerać się z pracownikami.

-
2011/11/21 16:35:58
@Adam & swiatwedlugleszcza: W zupełności zgadzam się z tym, że zarówno pracodawcy, jak i pracownicy (lub kandydaci do pracy) są różni. Zły pracodawca to znacznie gorszy przypadek, ponieważ zatruwa życie większej liczbie osób niż zły pracownik.

Cała niesprawiedliwość polega na tym, że dobrzy pracodawcy są wykorzystywani przez złych pracowników, a dobrzy pracownicy przez złych pracodawców. Najlepiej byłoby, gdyby swój trafiał na swego.

@sl: Ja też jestem zorientowany na biznes, więc ode mnie też trudno oczekiwać obiektywizmu.

Mam świetnych pracowników, którzy nie liczą godzin i robią takie rzeczy, że koledzy zza oceanu kupili licencję na ich opracowanie. I ci pracownicy nie uskarżają się na zarobki. Ale zdarzają się też tacy, którzy odbierają każdą minutę przepracowaną ponad 8 godzin - nawet wtedy, kiedy jest coś ważnego do zrobienia. A potem dziwią się, że ich zarobki są znacznie mniejsze.

Przychodzą też do mnie kandydaci, którzy z rozbrajającą szczerością oświadczają, że wysłali CV, bo im rodzice kazali!

@exporter.pl: Odpowiem Ci tak: najważniejszy jest dobór właściwych ludzi, ponieważ tylko niektórzy mają ochotę wykonywać dobrą pracę. Tych trzeba wyławiać i doceniać.
-
2011/11/21 16:41:03
@maria: Widzę, że w tej dziedzinie mamy bardzo zbliżone poglądy. To bywa naprawdę żenujące, kiedy trzeba tłumaczyć człowiekowi, dlaczego właściwe przybicie przez niego gwoździa jest takie istotne, że jest to warunek zarobienia przez firmę pieniędzy, z których część jest potem wypłacana w postaci pensji, część inwestowana w przyszłość, a część wędruje do kieszeni człowieka, który stworzył możliwość przybijania tego gwoździa.
-
Gość: maria, 77-255-58-192.adsl.inetia.pl
2011/11/21 16:47:20
Nie tylko:)

Zwłóczy z wykonaniem polecenia"bo wie lepiej"
Tyle, że to co on "wie lepiej" starcza do jutra, a wykonana praca ma starczyć na znacznie dłużej - weź tu i tłumacz od pokonu świata, jak czas pili.

Jesteś ZŁY i koniec
-
2011/11/21 18:37:49
@maria: W jakimś stopniu kontakt z takimi osobnikami rekompensują nam ci, którzy szczerze przejmują się losem firmy. Będąc dobrymi szefami staramy się to dostrzegać i wynagradzać. Jednak łyżka dziegciu psuje smak całej beczki miodu - jak mówi stare przysłowie.
-
2011/11/21 19:52:27
A ja se ne boim! --- część I
Kilka lat temu pisaliśmy o podobnym problemie. Dosyć ostro opisałem hołotę, która pracuje w większości firm. Zostałem za to zganiony przez Damę Blogową. I rzeczywiście - z punktu widzenia pracodawcy jest lepiej mówić o bezcennych siłach, które utrzymują firmę w ruchu :))). Za kogo on (pracodawca) ich ma - nie musi mówić; i to jest święto prowda.
Ale - w każdej firmie są pracownicy i zasoby ludzkie. Zasoby to jest ta część, która ma nikłe lub żadne umiejętności (chodzący przewód pokarmowy), łatwo zastępowalne przez inne jednostki z tego klastra. Wymagają bardzo dużo uwagi i nadzoru, sześć razy przytaknie, że rozumie, po czym tak schrzani robotę jak nikt przedtem. W poniedziałki potrzebuje urlopu na żądanie. Danie wypłaty w środku tygodnia to zezwolenie na kolejny urlop na żądanie do następnego poniedziałku. Zupełnie nieistotny jest tu poziom formalnego wykształcenia. Któryś z przedmówców pisał o mizerii absolwentów szkół prywatnych. Od 20 lat mam te same doświadczenia - absolwenci 85% kierunków wyższej szkoły gotowania na gazie czy ultrafioletowej pielęgnacji paznokci są ofiarami marketingu i braku rozeznania własnych rodziców. Im razem się wydaje, że jak zapłacą, to dostaną produkt, o którym myśleli/marzyli dla swoich dzieci. Tylko - ci rodzice nie mają pojęcia jak powinien ów produkt wyglądać - no bo skąd? Wałęsa miał im powiedzieć?
Nie pojawia się w małej główce wątpliwość dlaczego dzieci prawnika, lekarza, inżyniera startują do uniwersytetu państwowego i przechodzą ciężki egzamin wstępny?
Nie ma kalkulacji - albo korepetycje, żeby się dostać na UW czy inny UAM i potem pomoc materialna dziecku przez 5 lat albo tanie czesne w WYŻSZEJ SZKOLE CZEGOŚ TAM, zajęcia w soboty i niedziele i w perspektywie zmywak w Cork, jeśli dziecko opanuje "komunikatywnie" angielski. Wariant drugi to "sukces" polskiej prowincji. Wykołowanej i chcącej prostego obrazu świata "są chipsy, jest zabawa!"
No to kupują kolejną paczkę chipsów. A potem ma się 30 lat i pretensje do świata, że 10 ostatnich zostało zaprzepaszczone. Pytanie - dzięki komu?
Jeśli potrzebuje nowych pracowników z pojemnika "zasoby ludzkie", to daję ogłoszenie do prasy - otrzymuję 200 zgłoszeń (z tego 100 wysyłanych wszędzie, czesto nie z moim adresem). Selekcjonuję 40 - 50 --- na telefon odpowiada 20 -- spośród nich umawia się na spotkanie 15 osób. Przychodzi 5 - reszta nie ma świadomości, że niestawienie się na umówione spotkanie wymaga przynajmniej telefonu odwołującego. Z tych 5 osób 3 nie nadają sie do tej pracy, z pozostałych 2 po miesiącu zostaje jedna, bo drugiej np "mąż zabronił pracować na I zmianę! I to jest sukces rekrutacji!!!



-
2011/11/21 20:24:08
A ja se ne boim --- część II
Drugi gatunek to pracownicy - osoby rozumiejące ekonomikę firmy, zarządzające zasobami ludzkimi. Zazwyczaj wykształceni w uczelniach państwowych lub samorodki wyselekcjonowane w procesie rekrutacji wewnętrznej. Ich główna cecha to odpowiedzialność za to, co robią. Chęć dokształcania się. Ale często strach przed samodzielnym podejmowaniem decyzji. Tu pracodawca ma duże pole do popisu.
I to te osoby stanowią fundament każdej firmy, jej image.
Trzeba również wiedzieć, że nic nie jest dane raz na zawsze. Dlatego dobrze jest umieć wyselekcjonować osobę spośród pracowników, która osiadła na laurach i zajęła się obroną uzyskanej pozycji. Wtedy krótka piłka - likwidacja stanowiska i wypowiedzenie bez żadnych sentymentów. Rok później trzeba będzie użyć 4 x bardziej mocnych argumentów.
I na koniec ciekawostka, potwierdzająca tezę, że tylko ok. 3% ludzi chce i ma odwagę zajmować się biznesem.
W końcu ubiegłego roku wyjeżdżałem na dłużej za granicę i postanowiłem skończyć z działalnością gospodarczą. W lipcu wręczyłem wymówienia wszystkim pracownikom i jednocześnie przedstawiłem im ofertę bezpłatnego przejęcia mojej firmy wraz ze zleceniami i całą bazą danych. Miałem czwórkę pracowników (niektórzy byli u mnie 15 lat) i 50 osób zasobów ludzkich. Wszyscy pracownicy potraktowali moją propozycję jako osobisty zamach na ich -- nie wiadomo co? Chciałem im oddać firmę, która dałaby im dochód 4 x większy od ich pensji. Za friko. Po bardzo burzliwym dniu, kiedy mnie odsądzono od wszelkich uczuć ludzkich (ja śmiem im proponować odpowiedzialność za ich własną firmę!) - zrezygnowałem z pomysłu. Znalazłem koleżankę mojej córki, która przejęła po rodzicach biznes i przekazałem jej całość mojej firmy wraz z pracownikami i zasobami ludzkimi. Poprosiłem, żeby pracownikom obcięła na początku uposażenie o 30%, żeby mieć z czego podwyższać, kiedy będzie potrzeba. Zrobiła to i ma ich wszystkich do dyspozycji, ale nie na umowie o prace - jak ja - lecz na zleceniu.
I w ten sposób poznałem cenę odwagi samodzielnej działalności gospodarczej.
-
Gość: Marcin, 84-10-186-210.dynamic.chello.pl
2011/11/21 22:40:28
Przeczytałem wpis, artykuł i komentarze. Powiem tak prowadzę niedużą firmę i się z tym wszystkim w pełni zgadzam. Podział zatrudnionych na pracowników i zasoby ludzkie brutalny ale niestety bardzo trafny.
-
2011/11/22 06:31:08
@orginal_replica: Dziękuję za rewelacyjny komentarz i osobistą przypowieść o przekazywaniu firmy. Ponieważ nie wszyscy czytają komentarze i nie pojawiają się one w kanale RSS, przekuję go w czwartkowy wpis!

@Marcin: Pracownicy i zasoby ludzkie... Zadziwiające jest, że ludzie samodzielnie wybierają, do której z tych grup chcą należeć!
-
2011/11/22 11:12:03
Ponieważ Drogi Tes Tequ odpowiedź rozsadziła ramy normalnego komentarza, postanowiłem odpowiedzieć Ci u siebie. Zapraszam
torlin.wordpress.com/2011/11/22/w-odpowiedzi-tes-teqowi/
-
2011/11/22 13:17:40
Trochę się wychylam przed Gospodarza, ale może będzie mi wybaczone.
Przeczytałem uważnie tekst Torlina i pomyślałem, że jest to bardzo spójny opis zmian teorii organizacji. Brakuje mi trochę informacji o kolejnym zakręcie wziętym z gracją przez teoretyków organizacji - mniej się mówi obecnie o umiejętnościach, znacznie więcej o kompetencjach pracowników. Szkoda tylko, że Torlin nie wpadł na pomysł, że On jak i TesTeq opisują ten sam kawałek tortu (a dokładniej krzywą Gaussa rozkładu kompetencji). Tyle tylko, że duże organizacje gospodarcze dzięki posiadaniu stale działających działów HR starają się z tego kawałka tortu wybrać bakalie i krem; takim małym czy mikroprzedsiębiorcom pozostawiając spieczony spód (drugi koniec krzywej Gaussa). Innymi słowy - my musimy pracować z takim elementem, jaki pozostaje na rynku; niestety słabszym. To, co sobie wybiorą duże organizacje też nie jest jednorodne i klasy Q. Co pół roku jest wszak ocena personelu i zwalnianie kilku % najsłabszych; na to miejsce wchodzą nowi. (Do tego bardzo powszechna praktyka zwalniania starszego pracownika na miesiąc przed wejściem w okres ochronny - ale to jest efekt beznadziejnych wyobrażeń posłów i związkowców.) Duże organizacje dzięki temu, że są duże część zarobków wypłacają w tzw. wyobrażeniach (będzie ładnie wyglądało w CV) zamiast w gotówce. W ubiegłym roku czytałem tekst dotyczący zatrudniania absolwentów Politechniki Częstochowskiej - wymarzone były dwie zagraniczne firmy produkujące układy hamulcowe i poduszki powietrzne. I potem zwierzenia zatrudnionych inżynierów - "dobra pensja na początek - 1300 zł na rękę".
A do mnie czy do TesTeq'a za te pieniądze by nawet nie wysłali aplikacji.
I chyba TesTeq nie pozostał w ubiegłym wieku; musi tylko się męczyć w warunkach, które ów wiek stworzył i które trwają jako rzeczywistość równoległa.
A na koniec ciekawostka skierowana do wszystkich - piłka nożna wszak niweluje podziały.
www.youtube.com/watch?v=Pa5yG1JdvLA&feature=share

-
2011/11/22 18:29:39
Orginal Replika.
Na podstawie tego co napisałeś to mam wrażenie, że zatrudniałeś same zasoby, a do 4 osób miałeś więcej serca pisząc tekst. Jeżeli żaden z 4 pracowników, po wielu latach współpracy, nie chciał przyjąć tak korzystnej oferty, to albo byli skłóceni, albo kompletnie bez ambicji, albo nie interesowały ich sprawy firmy. Twierdzę tak, ponieważ później zgodzili się zostać na gorszych warunkach. Jedyną praktyczną zaletą małych firm jest to że z czasem, gdy się rozwija, zostaje się jej znaczącym współwłaścicielem.

Rozwój współczesnych firm polega na oddawaniu zasobów w outsourcing i koncentrowaniu się na kluczowych kompetencjach, które tworzą pracownicy. W ten sposób np. Naiki rozwinęła się z kilkudziesięcio osobowej firmy produkującej buty do kilkudziesięcio osobowego lidera światowego sprzedającego buty, odzież, zegarki,...

Uważam, że duże firmy są tak samo atrakcyjne jak małe, pod warukniem, że te małe się rozwijają. Przykład, który podałeś to zderzenie dużej firmy, która sie szybko rozwija i małej, która rozwija się wolno.

Krzysztof
-
Gość: pomocnik, gw.puzzleflow.com
2011/11/22 19:55:01
TesTeq, suma wymieniana przez świeżych pracowników bierze się z prostej sytuacji. Sporo ludzi ma do spłacenia kredyt studencki, być może mieszkaniowy no i wypadałoby coś jeść. Gdy skończyli studia lub pożegnali się z poprzednią pracą, w oddziale przyjaznego banku odbył się taki dialog:

- ...
- w niniejszej sytuacji bank jest zmuszony wystawić Bankowy Tytuł Egekucyjny
- co mam zrobić, żebyście nie wyrzucili mnie na bruk?
- proszę przynieść zaświadczenie o zarobkach minimum XXXX brutto

i stąd bierze się usłyszana liczba. Koszty stałe wynoszą właśnie tyle i zarabianie poniżej tej liczby jest tyle samo warte co nie zarabianie wcale.

Kto wpędził mnóstwo ludzi w taki stan to temat na zupełnie inne narzekanie.

Mam za to pytanie do ORIGINAL_REPLICA:

Spośród 54 ludzi w twojej (byłej) firmie wytypowałeś jako pracowników osoby, które, jak się na końcu okazało, zupełnie nie rozumieją zasadności biznesu w którym uczystniczyli. Jak oceniasz: na czym polegał Twój błąd?

-
2011/11/22 23:14:46
@ exporter.pl & pomocnik, gw.puzzleflow.com
Myślę, że nie było błędu po niczyjej stronie. Nie byli skłóceni, nie brakowało im ambicji ani zainteresowania firmą. W nowej świetnie się sprawdzają w dotychczasowej roli. Ja po prostu zaproponowałem im bycie odpowiedzialnym za swój los - i to nie wypaliło. Woleli mniej, ale bez ryzyka. Wypomnieli mi to, ze kilka lat temu sprzedałem samochód (ze stratą), żeby mieć na wypłaty, kiedy kontrahent splajtował. W chwili, kiedy brali wypłatę - pretensji nie było. Przez te lata byli bardzo dobrzy, starali się z całych swoich sił robić wszystko, żeby firma zarabiała. Ale najwygodniej było im pod moim parasolem - bo gdyby coś nie tak, to wiadomo, kto jest winien. Po prostu 97% ludzi boi się zaryzykować, żeby mieć więcej. Jest to sprawa konstrukcji psychicznej, której się nie daje zmienić.
Zasoby - jak to zasoby - przez 20 lat zdążyłem przywyknąć (że mi podprowadzają papier toaletowy, torebki z herbatą, nożyki tapicerskie, wiertarki, "słuchawki" prysznicowe, rzeczy powierzone przez klienta, palety drewniane, wszystko co się błyszczy) i nie walczyłem na oślep - starałem się minimalizować straty i umieszczać "ucha" wśród załogi, żeby wcześnie eliminować złodziei. Trzeba im jednak oddać, że jednego tylko nigdy nie robili - było 5 kabin prysznicowych - przez 5 lat nie skorzystano z żadnej; jak policzę oszczędności na ciepłej wodzie, to jeszcze kilka wiertarek nie zrobiłoby różnicy.
-
2011/11/23 07:25:39
@Torlin: Jak napisałem pod Twoim tekstem, każdy ma swoją optykę wynikającą z doświadczeń życiowych.

@orginal_replica: Wielu kandydatów reaguje alergicznie na propozycję traktowania stosunkowo niskiego uposażenia w okresie próbnym jako inwestycji w przyszłość. Bo praca na etacie ma dawać bezpieczeństwo, a nie być okazją do podejmowania wyzwań.

@exporter.pl: Outsourcing - piękna idea... Czy wiesz, jak się trzeba napracować, żeby Twój podwykonawca zrobił dokładnie to, czego potrzebujesz? I w odpowiedniej jakości? On też niestety zatrudnia zasoby ludzkie...

@pomocnik: Ale jaki związek ma osobisty kredyt pracownika z jego zdolnością do zarabiania pieniędzy dla firmy? To jest właśnie najgorsza optyka, jaką może posługiwać się człowiek myśląc o swojej karierze!

@orginal_replica: Krytykować i recenzować lubi każdy. Wystawić swoje działanie na krytykę - niewielu.
-
2011/11/23 08:35:18
@TesTeq Z jakością w Outsourcingu zapewne masz racje. Ale jest wiele polskich firm dużych i małych co produkuje w Chinach - np Reserved. W tych firmach jakość już została wypracowana wiele lat temu przez odbiorców z USA, Niemiec,... Wiele firm amerykańskich korzysta z programistów w Indiach. Umiejętności pracowników z Azji często przekraczają wymagania jakości i zbliżają się do magii. Dzieci od najmłodszych lat są uczone specjalistycznych, "zachodnich" umiejętności. W stanach coraz bardziej popularny jest outsourcing osobisty w Indiach - załatwianie konkretnej sprawy przez telefon, etc...
Dużą wadą Polaków jest słaba zdolność do współpracy. Prawie zerowy kapitał społeczny. Stąd taki słaby rozwój polskich firm, uczelni. Bo przecież dbanie o umiejętności młodych osób wynika również z ducha współpracy. Ideę współpracy trzeba mieć w wyobraźni. My nawet tego nie dostrzegamy. A przecież dzisiejszy rozwój oparty jest na współpracy i często za darmo (Wikipedia, Linux), a nie żelaznej zasadzie mówiącej, że każde grabie grabią do siebie.

Krzysztof
-
2011/11/23 09:42:59
Eksporterze.pl!
Piszesz: "Dużą wadą Polaków jest słaba zdolność do współpracy". A wynika to z błędnych założeń szkół w Polsce ceniących indywidualizm i nagradzających prace indywidualne (chociażby testy). Trzeba jak najszybciej wprowadzić prace zespołowe i wspólne zdawanie niektórych egzaminów.
-
Gość: Marcin, 81-210-50-218.ip.netia.com.pl
2011/11/23 09:53:52
A jak by te wspólne zdawanie egzaminów wyglądało? Ja pamiętam ze swojej uczelni (Politechnika Warszawska) projekty grupowe gdzie zawsze to wyglądało tak, że jeden robił a reszta piła piwo.
-
2011/11/23 10:08:03
Nie zrozumiałeś mnie. Nie chodzi o wszystkie egzaminy, tylko w pewnych tematach jest dany program badawczy, który uczniowie wspólnie opracowują i wspólnie go bronią.
-
2011/11/23 10:30:03
@exporter.pl: Ciekawe, co by się stało, gdybym zlecił Hindusowi zdalne załatwienie jakiejś sprawy w Urzędzie Skarbowym albo w ZUS-ie. Wolę nie próbować. :-)

@Torlin: Zgadzam się. Szkoły nie uczą pracy zespołowej. Nawet na lekcjach wychowania fizycznego...

@Marcin: Wykładowca jest w stanie w mgnieniu oka ocenić, kto miał jaki wkład w opracowaniu tematu przez zespół. Jeśli tylko by chciał...
-
2011/11/23 11:10:44
@TesTeq Z Polski to jest niemożliwe ze względu na język. Ale gdyby w Polsce mówiono po angielsku to by mogła nas zaskoczyć sprawność z jaką Hindusi załatwiają zawiłe sprawy.

Krzysztof
-
2011/11/23 11:14:23
@ Marcin: "gdzie zawsze to wyglądało tak, że jeden robił a reszta piła piwo". To podobnie wygląda na całym świecie. A po to się to ćwiczy, żeby nauczyć się jak sobie z tym dawać radę.

Krzysztof
-
Gość: LAMbada, user-31-175-170-254.play-internet.pl
2011/11/23 13:06:16
@ exporter.pl
Widze tu zauroczenie książką www.ceneo.pl/1525213
Owszem, to działa, ale od poziomu CEO.
Drobnego, polskiego przedsiębiorcy nie będzie stać na opłacanie Hindusa po 5 -10 $ za godzinę, bo często sam tyle nie zarabia. Do tego język i różnice w mentalności.
W Polsce bardziej ekonomicznie jest zatrudnić asystentkę na pół etatu np matkę z małym dzieckiem, która nie może pracować na cały etat albo odpowiada jej praca 2 x po 2 godziny z przerwą na karmienie. Obie strony odnoszą wtedy korzyść.
-
2011/11/23 15:56:31
@ LAMbada Większość rzeczy opisanych w amerykańskich książkach pasuje do Polski, ponieważ klient i konkurent są międzynarodowi. Nie piszę o kiosku ruchu. Treści w tych książkach wynikają często z bazowej wiedzy wspólnej amerykańskim biznesmenom. My tej bazowej wiedzy, moim zdaniem, nie przegryźliśmy, a często nie znamy. To utrudnia wprowadzanie wiedzy książkowej w życie. Ponad to, u nas jest niewielu dobrych konsultantów. A przedsiębiorca nie ma czasu na wgryzanie się w poszczególne zagadnienia, by samemu głębiej poznać temat. Albo rozwój osobisty, albo prowadzenie firmy. Czas mamy jeden. Stąd naśladowanie po omacku, które na końcu nie daje wyników. Np. odpowiedzialność to jedna z podstawowych spraw, których powinno się uczyć pracowników, w interesie pracownika i właściciela. A kto słyszał o szkoleniu "100% odpowiedzialności".
Jeszcze na temat kiosku ruchu. Kilkanaście lat temu dwóch Kanadyjczyków żąglujących na rynku w Quebecu, założyło Słoneczny Cyrk. Teraz mają stałe cyrki na wszystkich kontynentach w kilkudziesięciu krajach. Nieistotne dla ich biznesu sprawy oddali w outsourcing. Zapraszam w chwili wolnej do tego kolorowego świata magi www.cirquedusoleil.com/ Krzysztof
-
2011/11/23 17:05:16
Moja koleżanka prowadzi firmę księgową Y, której pracownicy siedzą w konkretnych firmach X. Po przyjściu do danej firmy X znajduje człowiek pokój z napisem "Księgowość" i po wejściu rozmawia z kobietą, wygląda to tak, jakby była pracownikiem tej firmy. A tymczasem tak naprawdę jest pracownikiem firmy Y. Outsourcing to nie jest zawsze naprawdę "na zewnątrz".
-
2011/11/24 00:34:13
TesTequ - świetny wpis! Zapisałem go sobie w zakładkach i będę go podsyłał wszystkim moim znajomym sympatyzującym z Oburzonymi. Zgadzam się z nim w pełni, chociaż sam jestem po tej drugiej stronie - jestem pracownikiem. Choć lubię myśleć, że dobrym :)

Zdradzisz czym zajmuje się Twoja firma? Ja bym się po Twoje usługi zgłosił w ciemno!
-
2011/11/24 07:00:51
@exporter.pl: Możliwe, że na miejscu Hindus poradziłby sobie w polskim urzędzie, ale przez telefon wielu rzeczy załatwić się nie da. Chociaż... rząd zapowiedział cyfryzację...

@Torlin: Zgadza się. Moja firma w ten sposób outsource'uje opiekę nad infrastrukturą IT.

@drewniacki: Dziękuję za miłe słowa. Działam w zyskownej niszy branży informatycznej.
-
Gość: Adam2, 77-253-78-70.adsl.inetia.pl
2011/11/24 23:32:08
Po ostatnim wpisie przeczytalem jednak komentarze :) Jak wnioskuje, @Oryginal_replica mial cos w rodzaju firmy remontowo-budowlanej. Jezeli tak, nic dziwnego ze byly same "zasoby". A niby kto mial to robic? Kogo szukal, jak szukal i ile placil? Jak traktowal pracownikow? Tego nie wiem. Jednak chcialbym polemizowac z pewnym oczekiwaniem pracodawcy, ze dla firmy nalezy sie troche "wyrzeczen". Niby dlaczego? Ktos sie umawial na wyrzeczenia? NIe, wlasciciel placi okreslone pieniadze i przynosi je w zebach, pracownik wykonuje zlecone prace zgodnie z umowionym zakresem. Czy wlasciciel dzieli sie zyskiem z pracownikami? Nie, zabiera go dla siebie traktujac go slusznie jako bonus za ryzyko prowadzenia firmy. Wiec oczekiwanie, ze pracownik bedzie sie jakos specjalnie poswiecal gdy jest zle, a gdy dobrze to wlasciciel nie musi sie tez troche poswiecic - jest po prostu szukaniem frajerow i zwykla manipulacja. Po prostu - dostaje sie najczesciej dokladnie to, co samemu sie daje. "Kiwasz" pracownikow - tez zostaniesz wykiwany, chocby dla odreagowania mialby to byc papier toaletowy.
Od razu zaznaczam - pomijam tutaj ewidentna chyba polska ceche - mianowicie zawisc i szkodzenia innym, zamiast zrobienie cos samemu.
-
2011/11/25 07:01:07
@Adam2: W sprawie pewnych wyrzeczeń na rzecz firmy piłka jest krótka - skoro nie umawiałeś się i nie zamierzasz ich ponosić, znajdą się tacy, dla których nie jest to problemem. I nie miej pretensji, że to oni dostaną podwyżkę i premię, a nie Ty. Ty dostaniesz tyle, na ile się umawiałeś i nic więcej. A może nawet mniej...

Oczywiście mówimy o wyrzeczeniach w granicach rozsądku, a nie o niewolnictwie.
-
Gość: dam2, 194.50.123.3*
2011/11/25 08:21:09
@Testeq - jak na bloga o zacięciu "samorozwojowym" prezentujesz zadziwiające myślenie życzeniowe. Nie wiem doprawdy, skąd przekonanie u naszych buraczanych "byznesmenow" o tym, że TYLKO PRACOWNIK ma ponosić jakieś wyrzeczenia. Z definicji - wyrzeczenie to coś, za co nie dostajesz zapłaty w różnej formie(niekoniecznie pieniadze). Słusznie piszesz - umawianie się. Ale taka rozmowa kwalifikacyjna wygląda oficjalnie tak:

Pracownik - chciałbym PRACOWAĆ w waszej firmie
Pracodawca - będziesz za TĄ pracę dostawać tyle i tyle

A w rzeczywistości myślą tak:
Pracownik - mam nadzieję że że dostanę sporo KASY i uda mi się migać od pracy, a jak się coś wyniesie będzie na flaszkę
Pracodawca - będziesz robił WSZYSTKO co ci każe, a kase zobaczysz jak mi się spodoba bo musze sobie kupic nowy wózek, bo za to ze w ogole z toba gadam twoja zona powinna mi zrobic loda

Byc moze brutalnie, ale od samego poczatku obydwie strony nie mowia tak NAPRAWDE czego chca. A potem zdziwienie jednych i drugich - ze pracownik nie chce byc na kazde zawolania, oj,oj - a ja to musze cos robic za te psie pieniadze? - oj,oj.

Przy okazji też do @oryginal_replika - jeżeli coś źle idzie w firmie to ZAWSZE jest to wina szefa. ZAWSZE, bo pewnie nie znajduje ODPOWIEDNIEGO sposobu na zmotywowanie pracowników lub WYDAJE mu się że robi dobrze. Twoja odpowiedź, ze 'NIE BYŁO NICZYJEJ WINY" właśnie dowodzi, ze nawet nie rozumiesz swojej roli, o pytaniu nie wspominając.

I panowie - jeżeli wymagacie wysokiego etosu pracy od pracownika, to sami jako szefowie macie OBOWIĄZEK mieć etos co najmniej tak samo wysoki.

I jeszcze jedno - co myślicie o człowieku, który w pracy się 'poświęca"?:
a) super gość, przy następnym zysku podzielę się z nim
b) ale frajer, można go wydymać zupełnie za darmo - podkręcę mu śrubę, jak coś jeszcze zniego wycisnę będą miał na wyjazd na narty z kochanką

Trudno się do tego przyznać, ale 99% to b), prawda? Czego się wieć dziwicie?
-
2011/11/25 08:39:24
@dam2: Nie wiem, skąd u potencjalnych pracowników przekonanie, że słuszne jest twierdzenie:
Nie wiem doprawdy, skąd przekonanie u naszych buraczanych "byznesmenow" o tym, że TYLKO PRACOWNIK ma ponosić jakieś wyrzeczenia.

Każdy ma prawo do swoich poglądów, uogólnień i chęci do wyrzeczeń. I każdy ponosi za to konsekwencje.

Pytasz: "I jeszcze jedno - co myślicie o człowieku, który w pracy się 'poświęca'?"

Jeśli jego 'poświęcenie' oznacza skuteczność w działaniu, to nieproszony daję mu podwyżkę i premię.
-
Gość: dam2, 194.50.123.3*
2011/11/25 09:20:27
@Testeq - to już raczej nie jest "poświęcenie" ale Twój dobrze pojęty interes. Ale rzadko kto w ten sposób postępuje. Standardem jest coś zupełnie innego, a podejście typu win-win wśród pracodawców jest jak Yeti - każdy słyszał, nikt nie widział.
A twierdzenia opieram na obserwacjach swoich ale też na komentarzu który rozkręcił całą sprawę. Skoro pracodawca nazywa procowników 'hołotą" to czego można się po nim spodziewać? Że potraktuje ich inaczej niż hołotę? Zareczam, że za traktowanie mnie jak hołotę niczego więcej nić okradanie by nie dostał. Gdybym robił inaczej, musiałbym być idiotą, czyż nie?
Skoro tak traktuje, ma co chciał i niech nie narzeka. To są własnie te konsekwencje o których piszesz - ale też ponosi je szef. Bo właśnie za zwiększoną odpowiedzialność i stres jest nazywany właścicielem i moze wykroić dla siebie większy kawałek tortu.
Zadziwia mnie zresztą, że tego nie zauważasz lub nie piszesz przynajmniej. To nie jest tak, że szef może wszystko i nic nie musi, a pracownik odwrotnie - wszystko musi, nic nie może. Własnie takie podejście na wstępie buduje barykadę nie do przejścia.
-
2011/11/25 10:55:23
@dam2: Z tekstu o przywarach pracowniczych wyciągasz bardzo daleko idące wnioski co do moich poglądów na temat pracodawców. Twierdzisz, że moje "podejście typu win-win jest jak Yeti - każdy słyszał, nikt nie widział.". Nie zauważasz, że przekuwając komentarz orginal_replica we wpis usunąłem słowo hołota.

Generalnie masz do mnie pretensję o to, że zatrudniam pracowników i mam odwagę napisać o negatywach, które szkodzą młodym ludziom w osiąganiu sukcesu zawodowego.

Czy sądzisz, że sprawia mi przyjemność zatrudnianie ludzi, którzy już na wstępie uważają mnie za buraczanego biznesmena? Nie sprawia, więc tego nie robię.
-
Gość: dam2, 194.50.123.3*
2011/11/25 11:25:41
@ Testeq - również zauważ, że odnosiłem sie do tekstu @oryginal_replika. A Twoje usunięcie zauważyłem.
Jeżeli mam o coś pretensję, to tylko o jednostronnośc i brak analizy. Sam napisałeś w pierwszym komentzarzu, że "placisz godziwą pensję". A skąd wiesz, ze tak samo myślą pracownicy? Opierasz się na swoim wyobrażeniu, co myśli pracownik. A moze oni inaczej na to patrzą?
Jak napisałes, działasz w IT. Nie wiem czy jesteś faktycznie inżynierem (bo mozesz być managerem). Ale zakładając ze tak, powinieneś wiedzieć, że spodziewane działanie algorytmu ma się nijak do rzeczywistego. Kazdy infromatyk po napisaniu pierwszego programu lub chociażby raportu o tym się dowiaduje na własnej d..e. Ty ( i nie tylko Ty) MASZ NADZIEJĘ ŻE że pracownicy tak myślą. A mogą inaczej. Z postów właścicieli przebija przekonanie, że "robią dobrze" pracownikom. A ja się pytam - skąd wy to wiecie?

Jako ilustację - trochę o mnie. Byłem włascicielem i pracownikiem, znam kazdą stronę tej barykady. Co do zatrudniania i zwalniania - wywaliłem, bo inaczej tego nazwać nie można, rodzonego brata. Macie takie jaja? Uważałem ze słusznie mam pretensje, bo brak zaangażowania, przewałki itp. To samo co piszecie teraz Wy. Ale wiesz Testeq co teraz myślę? Że to była moja wina. Oparłem się na błędnym załozeniu, że to czego ja chcę będzie również "chceniem" pracownika. A tak nie było, chciał czegoś innego. Tylko mnie zabrakło umiejętnosci, żeby to zrozumieć, wykorzystać lub zmienić całą sytuację. To ja, jako szef i właściciel zawaliłem. Co śmieszne, miałem na końcu podobną sytuację jak @oryginal_replika. Też chciałem mu zostawić interes, za darmo, bo też wyjeżdzałem. Nie chciał. Ale miał prawo - każdy ma prawo zdecydować czy chce ryzykować, czy chce w spokoju odbębnić "kierat". Ale ja miałem o to pretensje - niesłusznie.Myliłem się, niestety zrozumiałem dopiero po latach. Ale jakos taka refleksja nad swoimi błędami od @oryginal_replika ani od Ciebie nie wychodzi. Czy kaizen obowiązuje tylko pracowników?

Znam problemy z pracownikami, nie martwcie się. Ale mylicie się myśląc, ze to ich wina. Podobno nie ma złych uczniów, są tylko źli nauczyciele. Ale najwyraźniej obecni tutaj pracodawcy nie lubią o tym pamiętać. Tak na pewno wygodniej, zwalić winę na "zasoby".
A nie rozumiecie, że to właśnie dzieki pracownikom wasi kliencie przynoszą do was pieniądze. Szanujcie więc te swoje "narzędzia" bo bez nich będziecie własnymi rękami drzeć te mury.

Zanim Panowie zaczniecie oskarżać pracowników, zastanówcie się czy sami jesteście bez winy. To nawe chyba biblijna zasada, no nie?
-
2011/11/25 17:12:30
@dam2: Wpisy są jednostronne, ponieważ opisują jedną stronę medalu. BIZNES BEZ STRESU zawierał wiele wpisów dotyczących niewłaściwego postępowania szefów. Zadziwiające, ale nie spotkały się one z tak silnymi kontratakami. Może większość szefów to diabły wcielone, a większość pracowników to aniołki niedocenione? Aż wierzyć mi się nie chce...

Mam nadzieję, że choć jeden młody człowiek czytając te wpisy przejrzy na oczy i zrozumie, że nie można wszystkich swoich niepowodzeń przypisywać niegodziwości świata, że sami swoją postawą mogą przychylać sobie nieba i zdobywać życzliwość szefów. Nie lizusostwem, ale gotowością do bycia niezbędnym.
-
Gość: dam2, 77-253-78-70.adsl.inetia.pl
2011/11/25 19:42:45
@Testeq - nic nie wiem o innych postach, komentuję ten konkretny więc nie uciekaj w bok z argumentami. Pewnie bym tego nie zrobił, bo wcześniej nie czytałem komentarzy ale wrzuciłeś jako post i uznałem że spróbuję coś napisać.
Co do szefów - mam opinię taką, jaką zaprezentowałem. W swoim życiu spotkałem tylko kilka osób, które trzymały odpowiedni dla szefa poziom. Tylko jedna z nich była Polakiem...Mógłbym pisać jeszcze dużo, ale jak widzę chyba niewiele z tego rozumiesz.
Ale ostatni raz spróbuję - Ty i @orginal_replika wcale nie chcecie być szefami. Chcecie być INWESTOREM. Żeby ktoś (pracownik) zdjął z was te wielkie ciężary, które przecież dobrowolnie wzięliście na siebie. Żeby ciężko pracował, starał się być niezbędny - ale po co? Co z tego będzie miał? Tutaj jak widzę wasze poznanie nie sięga. Sięga natomiast megalomania, że sama wasza obecność już wystarczy za nagrodę dla pracownika. Jakby mieli obowiązek się o was troszczyć ... nie mają. Pracownik ma kompletnie gdzieś twoją firmę. Zależy mu na swojej - czyli na sobie samym. Wy jesteście inni? Przestańcie więc odliczać koszty żeby zapłacić większy podatek, bo przecież nasze państwo (wasz szef jakby nie było) tego chce. Idiotyzm? A dlaczego się nie poświęcicie trochę? Nie będziecie trochę bardziej niezbędni i zasłużycie sobie na przychylność szefa? Wpisz sobie teraz te wszystkie głupoty które pisałeś o pracownikach jako argumenty i zrób rachunek sumienia.

Szef jest od tego, żeby zmagać się właśnie z problemami i ludźmi. Niektórzy z nich są właśnie zarządzani przez zadania. Taka karma..

Zamiast bawić się w biznes, graj na giełdzie lub zostań gdzieś udziałowcem. Wtedy nie będziesz musiał zmagać się z "zasobami" bo zrobi to za ciebie właśnie... kto? SZEF.
Muszę też przyznać, ze mnie rozczarowałeś. Jak na osobę która twierdzi że chce się rozwijać - strasznie mało rozumiesz. I co więcej - nawet nie chcesz więcej. Staram się sprowokować cię do myślenia, ale mi się nie udaje. I teraz pytanie - czy to wina ucznia, czy nauczyciela? Sam twierdziłeś, ze ucznia...
Nie ma sensu dłużej tego ciągnąc. Przestaję komentować i czytać, szkoda czasu. Kto coś z tego zrozumiał - to jego. Ale na siłę do myślenia nie da się zmusić. Bo nie tłuczenie tygodniami cytatów daje rozwój, ale właśnie myślenie i działanie.
-
2011/11/26 07:17:51
@dam2: Ciężkie zarzuty, ale jeden szczególnie bolesny. Piszesz:

Jak na osobę która twierdzi że chce się rozwijać - strasznie mało rozumiesz.

Skąd podejrzenie, że chcę się rozwijać? Przecież ja już zjadłem wszystkie rozumy...
-
2011/11/27 15:40:06
@ DAM2 lub ADAM2 - obie wersje występują.
Odpowiedź na całą masę twoich zarzutów jest niezmiernie łatwa - piszesz o buraczanych byznesmenach i nieżle ich charakteryzujesz. Widocznie znasz dogłębnie środowisko, w którym się obracasz. W dodatku nie jestem do końca pewny, czy chodzi o mnie - mój nick wygląda inaczej niż jego zapis w Twoich komentarzach. Jeśli nie jest to wynikiem jakiegoś uszkodzenia mózgu (jakaś choroba na dys- ), to w takim razie jak to nazwać?
Ja się z tym środowiskiem, niestety, nie zetknąłem. Pisałeś o nowych furach, nartach z kochanką. Widocznie znasz takie przykłady, może z autopsji.
Ja natomiast sprzedałem samochód, kiedy plajta kontrahenta zachwiała by terminem wypłaty pensji.
A że użyłem słowa "Hołota" - to i tak delikatne nazwanie złodzieja. Problem w tym, że ukradziony przedmiot ma wartość kilkudziesięciu złotych i nie chce się tym zajmować policja. Natomiast w oczach zleceniodawcy brak 2 rzeczy, których 1000 oddał do pakowania promocyjnego to wielka plama na honorze firmy wykonującej usługę. I najczęściej jest tak, że nawet nie mogę tych rzeczy odkupić za własne pieniądze, bo są to nowe wersje albo wersje promocyjne.
Z tych kilku wpisów wynika, że nie sprawdziłeś się ani jako szef ani jako pracownik, ale masz dużo dobrych rad dla nas. Sorry, wolę posłuchać kogoś choćby z listy WPROST.
No i ostatni wpis - dogłębna analiza charakterologiczna TT i mnie - takiej pewności siebie na podstawie kilkudziesięciu linijek tekstu dawno nie widziałem. Jak to pisał bajkopisarz: czemu dzwon taki głośny? ... resztę sobie wygoogluj.
-
Gość: I am the Specialist, cpc3-brig17-2-0-cust683.3-3.cable.virginmedia.com
2011/12/16 16:21:17
Czlowiek sprzedaje połowe swojego czasu aktywnosci dobowej aby pracowac i dostac wynagrodzenie w postaci pieniedzy. Do zadań szefa / przełożonego należy opracowanie systemu który umożliwi wszystkim bycię szcześliwym: wykonananie zadań oraz rozwój pracownika.

PROSTE!
-
2011/12/17 11:17:31
@Specjalista: Proste i zabawne! :-)

Napisz do mnie na adres:

adres zwrotny autora


Creative Commons License

Ten utwór jest dostępny na
licencji Creative Commons
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne
.