Pozostań przy zdrowych zmysłach i zachowaj życiową równowagę.
Kategorie: Wszystkie | a-propos | bwnd | gtd | hugething | kindle | lektury | raptularz | sos | sport | teraz | ztd | zzz
RSS
czwartek, 04 sierpnia 2016
Reinkarnacja

Reinkarnacja
(photo by: Keoni Cabral)

To chyba nieuniknione, że na końcu życiowej drogi wydaje nam się, że mogliśmy coś zrobić lepiej.

Ale według mnie to nieprawda.

Nie mogliśmy.

Dlaczego?

Bo gdybyśmy mogli, to byśmy zrobili!

Dlatego BIZNES BEZ STRESU przez 10 lat swojego życia nie mógł być ani lepszy, ani gorszy.

Dziś, 4 sierpnia 2016 roku przypada ostatni dzień tej biznesowo-bezstresowej dekady.

Dekady, którą rozpocząłem 5 sierpnia 2006 roku wpisem Masz rację, a kończę tą właśnie Reinkarnacją.

"Cooo? Jaką reinkarnacją?" - słyszę zdumiony czytelniczy chór.

Od poniedziałku BIZNES BEZ STRESU się zmienia i przenosi pod adres BiznesBezStresu.pl!

Ponownie będzie można komentować oraz krytykować moje pomysły i fascynacje, dyskutować o nich, chwalić mnie, a nawet rozmawiać ze mną w cztery oczy!

Oprócz tego zamierzam uporządkować i przenieść w nowe miejsce wszystkie wpisy z pierwszej dekady BIZNESU BEZ STRESU. Dlaczego nie skopiuję ich bezpośrednio - jeden do jednego? Ponieważ zdaję sobie sprawę, że znalezienie czegokolwiek w tej 2077-elementowej mozaice tekstów jest bardzo trudne. Nieraz próbowałem, więc znam ten ból. ;-)

Warto tę stertę skarbów posegregować i poukładać tematycznie, ponieważ przez dziesięć lat napisałem mnóstwo artykułów, które wcale nie straciły na aktualności. Szkoda by było, gdyby odeszły w zapomnienie, zamiast służyć dobrą radą potrzebującym.

Zatem... zapraszam w poniedziałek, 8 sierpnia 2016 roku do nowego BIZNESU BEZ STRESU!

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:26, testeq , a-propos
Link
poniedziałek, 01 sierpnia 2016
Niemiłość

Mili Ludzie
(photo by: Rolands Lakis)

Przez świat przetacza się fala "niemiłości".

Dawniej dobre wychowanie nakazywało ludziom obytym i wykształconym odnosić się do siebie z szacunkiem. Konsekwencją niemiłego zachowania były publiczne przeprosiny lub pojedynek. Tak nakazywał kodeks honorowy.

Optymistom wydawało się, że powszechny dostęp do wiedzy i wolność słowa wzniosą rodzaj ludzki na wyższy poziom rozwoju. Tymczasem okazało się, że te cywilizacyjne zdobycze wzmocnione przez nowoczesną technologię obnażyły w pełnej krasie dzikość homo sapiens.

W imię walki z polityczną poprawnością, wyposażeni w środki masowego, globalnego i anonimowego rażenia, ludzie postanowili być dla siebie niemili. I wcale się z tym nie kryją. Chełpią się swoimi chamskimi odzywkami i żałosnymi insynuacjami.

Dawną wskazówkę:

  • "Jeśli nie masz nic miłego do powiedzenia, nie mów nic."

zastąpiła nowa praktyka:

  • "Jeśli nie masz nic do powiedzenia, powiedz coś niemiłego."

I tak sobie zatruwamy minuty i godziny naszego życia. Czas, którego każdy z nas ma do dyspozycji tylko ograniczoną ilość. Czas, który może być albo dobry, albo zły, ale więcej go nie będzie.

Dlatego nie psuj bez potrzeby samopoczucia innym ludziom!

Miło jest być miłym człowiekiem!

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:40, testeq , a-propos
Link
czwartek, 28 lipca 2016
Kto ci przerywa?

Portrait Interrupt
(photo by: Kyle LeBoeuf)

Oto typowe scenariusze:

  • Dzwoni twoja komórka. Odrywasz się od pracy i rozpoczynasz rozmowę.
  • Do twojego pokoju wchodzi kolega. Odrywasz się od pracy i wdajesz w niezobowiązującą pogawędkę.
  • Program pocztowy sygnalizuje nadejście maila. Odrywasz się od pracy i sprawdzasz, o co chodzi.
  • Odrywasz się od pracy, żeby spojrzeć, co się dzieje na Facebooku lub Twitterze.

Różne scenariusze, ale jeden fragment się powtarza: odrywasz się od pracy.

Bo prawda jest taka, że nikt nie jest w stanie ci przerwać. Chyba że użyje fizycznej przemocy. We wszystkich pozostałych przypadkach, to ty decydujesz, czy chcesz zareagować na bodziec. Dzwonek komórki, wejście kogoś do pokoju, nowy mail czy wewnętrzna potrzeba sprawdzenia, co w mediach społecznościowych piszczy, są tylko bodźcami, które zazwyczaj możesz zignorować. Naprawdę! Możesz je zignorować, jeśli robisz coś ważniejszego. Coś, co przybliża cię do twojego upragnionego celu.

Pamiętaj:

Tylko ty możesz sobie przerwać! Nikt inny nie ma takiej władzy, jeśli mu jej nie dasz!

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:50, testeq , a-propos
Link
czwartek, 21 lipca 2016
Syndrom zgrabnej sterty papierów

Zgrabna Sterta Papierów

Tak! Niestrudzenie namawiam wszystkich do porządkowania swojego otoczenia, usuwania rzeczy niepotrzebnych, a dla tych potrzebnych znajdowania należnego im, godnego miejsca. Jest tylko jedno ale...

Porządkowanie nie może stać się istotą twojego życia, jeśli nie jest ono pracą, którą wykonujesz zawodowo.

Tymczasem porządkowanie bardzo często zastępuje właściwe działanie - to jeden ze sztandarowych sposobów odwlekania przez udawanie, że się jest zajętym.

Pomyśl o tym, jeśli jesteś prezesem, dyrektorem albo kierownikiem, a twoim głównym zajęciem jest przeprowadzanie niekończących się reorganizacji.

Pomyśl o tym, jeśli jesteś kierownikiem projektu, a twoim głównym zajęciem jest uaktualnianie tabelek, harmonogramów i wykresów oraz dbanie o to, żeby segregatory z dokumentacją miały właściwe kolory.

Pomyśl o tym, jeśli jesteś programistą, a twoim głównym zajęciem jest formatowanie kodu i korekta stylistyczna obszernych komentarzy, którymi ten kod opatrzyłeś.

Pomyśl o tym, jeśli na twoim biurku rośnie sterta nieprzeczytanych listów, pism i dokumentów, a twoim głównym zajęciem jest dbanie o to, żeby ta sterta się nie przewracała i miała zgrabny, strzelisty kształt.

Te wszystkie przypadki są objawem syndromu zgrabnej sterty papierów, na który cierpisz. Ale nie martw się, z tego można się wyleczyć. Musisz tylko zdobyć się na pierwszy krok:

Przestań zaprzeczać, że cierpisz na syndrom zgrabnej sterty papierów!

Przestań się oszukiwać, że działanie polega na "byciu zajętym". Nie! Działanie polega na wyznaczaniu sobie, swojemu zespołowi i swojej organizacji celów i ich osiąganiu. Porządek w tym pomaga, ale nie może być celem samym w sobie!

Czy jesteś gotowy podjąć to wyzwanie?

Czy jesteś gotowy do walki z syndromem zgrabnej sterty papierów, który pożera twoją energię i sprawia, że stoisz w miejscu, zamiast dziarsko osiągać kolejne sukcesy?

Spróbuj! Wierzę, że ci się uda!

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:52, testeq , a-propos
Link
poniedziałek, 18 lipca 2016
Liczba mnoga od "anegdota"

Mini Jesus On Water
(photo by: Anders Printz)

W audycji radiowej na temat pasażerskich przewozów kolejowych usłyszałem dwie wypowiedzi:

Przedstawicielka kolei: "Na podstawie danych o sprzedaży biletów i analizy przepływu strumieni pasażerów stwierdzamy, że ludzie wolą podróżować w dzień. Na podróże kuszetkami lub wagonami sypialnymi decydują się tylko na najdłuższych trasach - na przykład z Rzeszowa do Szczecina."

Dziennikarz: "Potrzeba więcej nocnych połączeń. Byłem niedawno na dworcu kolejowym i widziałem, że w nocy jest tam dużo ludzi."

W rewelacyjnej książce Marka Horstmana "The Effective Manager" znalazłem wspaniały cytat odnoszący się do powyższych wypowiedzi:

Liczbą mnogą od "anegdota" nie są "dane".

Cóż to oznacza?

Chodzi o to, że pojedyncze obserwacje (czyli właśnie "anegdoty z życia") nie mogą służyć do interpretacji rzeczywistości, wyciągania uzasadnionych wniosków i podejmowania racjonalnych decyzji. Do każdego zagadnienia należy podchodzić z należnym mu szacunkiem i wolą zebrania odpowiedniej liczby miarodajnych danych.

Niestety większość poradników dotyczących rozwoju osobistego, gospodarowania czasem albo zarządzania budżetem domowym grzeszy właśnie takim anegdotycznym podejściem. Autor opisuje swoje własne sukcesy i porażki, by na ich podstawie udzielać porad, co robić, żeby życie było lekkie, łatwe i przyjemne.

Anegdoty są potrzebne, ale nie do tego, żeby wyciągać z nich ogólne wnioski. Właściwa kolejność analizy i opisu rzeczywistości jest następująca:

  1. Zebranie danych o zjawisku na podstawie naukowo uzasadnionej procedury.
  2. Stworzenie i opisanie modelu zjawiska, który odpowiada zebranym danym.
  3. Zilustrowanie zjawiska "anegdotą z życia" (niekoniecznie swojego).
  4. Wyciągnięcie wniosków i przedstawienie racjonalnego sposobu reagowania na analizowane zjawisko.

Pamiętaj: jedno zdarzenie reguły nie czyni!

I tego sobie - jako autorowi książek - i tobie - jako ich czytelnikowi - życzę z całego serca.

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:48, testeq , a-propos
Link
czwartek, 14 lipca 2016
Nie lekceważ słonia!

Distant Elephant
(photo by: shankar s.)

Widzisz słonia?

Tam, daleko?

Nieduży jest. Mniejszy od kota. Prawie taki mały jak mysz.

Ale nie daj się zwieść pozorom.

Z daleka wszystko wydaje się małe. Ale im bardziej się zbliża, tym realniejszym staje się zagrożeniem.

Tak samo jest z problemami. Gdy są daleko, wcale nie są mniejsze, tylko sprawiają takie niepozorne wrażenie.

Dlatego zajmij się nimi, zanim w niepohamowanym pędzie skierują się w twoją stronę i... cię stratują.

Nie lekceważ słonia tylko z tego powodu, że jest daleko...

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:18, testeq , a-propos
Link
poniedziałek, 11 lipca 2016
Zmniejszanie niewiedzy o niewiedzy

Night Vision
(photo by: Program Executive Office Soldier)

Po czwartkowym wpisie "Fortepian" jedna z Czytelniczek podzieliła się ze mną wątpliwościami, co powinna robić ze swoją niewiedzą o własnej niewiedzy.

Czy świadomość tego, że istnieją potencjalnie groźne obszary rzeczywistości, o których nie ma zielonego pojęcia, powinna ją frustrować i skłaniać do zamartwiania się?

Czy z faktu, że więcej jest rzeczy, których nie wie, niż tych, które wie, wynika, iż powinna o nich wszystkich myśleć i natychmiast zostać przytłoczona ogromem wszechświata?

Czy jedyną rzeczą, którą może zrobić, jest przysłowiowe "usiąść i zapłakać"?

Otóż nie!

Po pierwsze zajmij się tylko tym, co dotyczy twoich zamierzeń i na co możesz mieć realny wpływ. Ta część twojej niewiedzy o niewiedzy jest stosunkowo niewielka. Wydaje się olbrzymia, ale tylko dlatego, że jest nieznana. Strach ma wielkie oczy!

Zamartwianie się nie jest żadnym rozwiązaniem, ponieważ... niczego nie rozwiązuje. Nic nie zmienia, oprócz pogarszania twojej motywacji do działania.

Co zatem zrobić ze swoją niewiedzą o własnej niewiedzy?

  1. Pierwszy krok polega na myślowej spekulacji. W każdym obszarze swojego działania musisz się zastanowić, gdzie może "tkwić haczyk". Wszystkich haczyków nie odkryjesz, ale zbyt często ludzie w ogóle nie podejmują prób ich namierzenia. Moja mama, kupując fortepian, słusznie założyła, że powinna zasięgnąć opinii eksperta. Umknął jej jednak fragment niewiedzy obejmujący potencjalne związki eksperta ze sprzedającym. Czy mogła to przewidzieć? Mogła, ale nie było to oczywiste. Dlatego dołóż wszelkich starań, żeby znaleźć jakiekolwiek obszary swojej niewiedzy, ale nie frustruj się, jeśli mimo twoich wysiłków niektóre z nich pozostaną poza zasięgiem twojego radaru.
  2. Drugi krok polega na zmniejszeniu wpływu odkrytego obszaru niewiedzy na własne działania. W przypadku zakupu fortepianu, moja mama mogła zwrócić się do innego eksperta, żeby dokonał niezależnego sprawdzenia instrumentu. Mogła też tego nie robić, akceptując istnienie pewnego poziomu ryzyka. Być może koszt dodatkowej ekspertyzy przewyższałby wartość całej transakcji. Najważniejsze, żebyś miał świadomość tego, że robisz wszystko, co w twojej mocy, aby zapobiec niemiłym, kosztownym niespodziankom.

Świetny przykład przeanalizowania obszaru własnej niewiedzy i zastosowania środka zaradczego pokazano w firmie "Negocjator". Główny bohater nie może zaufać nikomu ze swojego środowiska, żąda więc włączenia do akcji negocjatora pochodzącego całkowicie spoza "układu". Osoby najprawdopodobniej nieuwikłanej w lokalne rozgrywki.

Oczywiście nigdy nie będziesz miał żadnej gwarancji, że zidentyfikowałeś wszystkie obszary swojej niewiedzy i skutecznie zapobiegłeś czającym się w nich niebezpieczeństwom. Nie o to jednak chodzi. Ważne jest to, że podjąłeś trud zastanowienia się i zrobiłeś w tym względzie tyle, ile się dało.

To nie jest wybór pomiędzy nic-nie-robieniem a zrobieniem wszystkiego. Namawiam cię do zrobienia CZEGOKOLWIEK. Chwila namysłu sprawi, że twoje osiągnięcia będą znacznie większe od rezultatów działania 95% przedstawicieli rodzaju ludzkiego!

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:46, testeq , a-propos
Link
poniedziałek, 04 lipca 2016
Obiektywizm

2 + 2 = 5 groszy

"Obiektywizm nie jest wyciąganiem średniej z prawdy i kłamstwa." - Janina Paradowska, królowa polskiego dziennikarstwa politycznego

Ten cytat pojawił się we wspominkowej audycji radiowej i uderzył mnie niczym obuchem w głowę.

Przecież to takie proste! Jeśli jedna strona sporu mówi, że 2+2=4, a druga strona twierdzi, że 2+2=5, to obserwator nie powinien kiwać głową ze zrozumieniem i uznawać, iż każdy ma trochę racji, więc cztery i pół będzie dobrym kompromisem. To bzdura!

Dlaczego zatem godzimy się na bezczelne kłamstwa? Z wygody? Ze strachu? Dlatego, że absorbuje nas naprawianie świata w innej dziedzinie?

Problem polega na tym, że kłamstwo stało się akceptowalnym środkiem walki politycznej. Ma podobno krótkie nogi, ale mimo to jest w stanie doraźnie wpływać na poglądy wyborców i zmieniać wyniki głosowań. Dziadek Tuska z Wehrmachtu, urojone miliony funtów Nigel Farage’a na opiekę zdrowotną w Anglii po Brexicie czy sztuczna mgła w Smoleńsku są tego oczywistymi przykładami.

Dlatego nie puszczaj mimo uszu bzdur i przekłamań. Demaskuj je! Staraj się nie ośmieszać publicznie ich głosiciela, ale daj mu wyraźnie do zrozumienia, że wiesz, jaka jest prawda i nie zawahasz się jej użyć!

Pamiętaj: 2+2=4 i żadne zaklęcia albo wola polityczna tego nie zmienią!

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:18, testeq , a-propos
Link
czwartek, 30 czerwca 2016
Nie ufasz mi?

Trust Cat
(photo by: Mark Jones)

Uwielbiam "Rybkę zwaną Wandą".

Podczas montażu każdego filmu reżyserzy zwykle rezygnują z szeregu nakręconych scen, ponieważ byłyby one tylko gustownymi ornamentami niewzbogacającymi głównego wątku opowieści. Na przykład do "Rybki... " nie został włączony następujący dialog:



Wanda: Nie ufasz mi?

Otto: Nie.

Wanda: Och, cóż za "miłe" oświadczenie z rana! Bardzo, bardzo "miłe"!

Otto: Hej, to nic osobistego. Nie ufam nikomu i nie chcę, żeby ktokolwiek mnie obdarzał zaufaniem. Nie poradziłbym sobie z tym. Czy wiesz, dlaczego tak wiele związków się rozpada? Przez zaufanie! Zaufanie! Ludzie nie mogą znieść tej presji. Znika spontaniczność...



Ta sarkastyczna i gorzka w swojej wymowie scena nie daje mi spokoju. Z jednej strony to wspaniałe, gdy masz w swoim otoczeniu ludzi, którym ufasz. Ale z drugiej strony takie pragnienie rozbudza twoje oczekiwania wobec rzeczywistości. Przestajesz być wdzięczny za to, co masz, i wystawiasz się na ciosy, kiedy ludzi cię zawodzą.

Może rzeczywiście lepiej nie ufać nikomu? W takim sensie, w jakim robi to Otto: po prostu jako standardowe podejście do bliźnich, a nie coś dramatycznie osobistego?

Jeden z ludzi sukcesu powiedział mi ostatnio, że nie ufa nikomu i wcale mu to nie przeszkadza w efektywnej współpracy z podwładnymi, klientami i konkurentami. Twierdzi, że jego pole działania jest w ten sposób oczyszczone z nieuzasadnionych oczekiwań rodzących niepotrzebne emocje.

A ty? Co o tym sądzisz?

Czy jesteś wystarczająco silny, żeby nikomu nie ufać?

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:48, testeq , a-propos
Link
poniedziałek, 27 czerwca 2016
Najpierw TY!

Oxygen Mask
(photo by: Mark Hillary)

Przed każdym lotem załoga samolotu przypomina pasażerom zasady bezpieczeństwa, których powinni przestrzegać podczas podróży. Dla własnego dobra.

Jedna z tych zasad dotyczy postępowania w przypadku dekompresji kabiny. Z sufitu wypadają wówczas maski tlenowe, które trzeba szybko założyć, żeby nie stracić przytomności. Najważniejsze w tej procedurze jest skupienie się na obsłudze swojej maski. Dopiero później można i należy się zainteresować swoimi dziećmi i sąsiadami.

Ten "egoizm" jest logiczny i skuteczny. Jeśli bowiem najpierw zaczniesz się zajmować innymi, sam stracisz przytomność i nie pomożesz ani im, ani sobie.

To samo podejście powinieneś zastosować w stosunku do zasypującej cię codziennie góry e-maili.

Zauważ, że większość z nich nie dotyczy twoich spraw. Twoich, to znaczy takich, które są związane z zakresem twoich obowiązków i realizacją twoich planów i marzeń. Nie mówię tylko o spamie i reklamach. Dostajesz mnóstwo maili, których celem jest nakłonienie cię do wykonania za kogoś pracy. Albo do wyciągnięcia kogoś z opresji. Jednym słowem - do zrealizowania czyichś zamierzeń, a nie twoich. Czasami wasze interesy są zbieżne, ale bardzo często ktoś bezczelnie korzysta z twojej uprzejmości, żeby upiec swoją pieczeń.

Jak sobie z tym poradzić?

Po pierwsze: nie obrażaj się na tych wszystkich spryciarzy, którzy chcą ci wcisnąć własne problemy. Uznaj, że mają prawo do podejmowania takich prób.

Po drugie: zastanów się, o co tobie naprawdę chodzi. Co jest dla ciebie ważne i co chcesz osiągnąć?

Po trzecie: ze szczególną uwagą zacznij się zajmować e-mailami, które dotyczą twoich spraw, a dopiero potem całą resztą.

Dlaczego?

Dlatego, że tylko wtedy, gdy ty sam nie masz kłopotów, możesz skutecznie pomagać innym!

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:50, testeq , a-propos
Link
poniedziałek, 20 czerwca 2016
Czasowniki niepokonane

Cat Attack
(photo by: Vee Satayamas)

W języku polskim wyróżniamy:

  • czasowniki niedokonane, które mówią o tym, że coś się działo, dzieje lub będzie się działo, ale nie wiadomo, czy się zakończyło lub czy się kiedyś zakończy (na przykład "pisałem", "piszę", "będę pisał");
  • czasowniki dokonane, które informują o tym, że dana czynność została lub zostanie zakończona (na przykład "napisałem", "napiszę").

Językoznawcy mówią, że jest to aspekt czasownika, który sygnalizuje relację między momentem mówienia a momentem zakończenia tego, o czym jest mowa.

Dzięki wspaniałej literówce popełnionej przez użytkownika Twittera o identyfikatorze @ZbigSiedlewski, mam przyjemność ogłosić wprowadzenie do języka polskiego trzeciego aspektu czasowników. Od dziś, oprócz czasowników niedokonanych i dokonanych, możemy stosować czasowniki niepokonane!

Czasowniki niepokonane są konstrukcją językową sygnalizującą, że wypowiadający je człowiek ma niezłomną determinację, żeby czynność niedokonaną przemienić w pozytywnie dokonaną. Na przykład wersja niepokonana czasownika "pisać/napisać" może brzmieć tak: "piszę, żeby napisać!". Inne przykłady to: "uczę się, żeby umieć!", "pracuję, żeby było zrobione!". Takie sformułowanie swoich zamiarów wyraża zupełnie inną postawę od jakże częstego podejścia polegającego na akcentowaniu własnego wysiłku, a nie pozytywnego efektu będącego jego wynikiem.

Od dziś stosuj czasowniki niepokonane, żeby osiągać to, czego pragniesz, a nie tylko przygotowywać sobie alibi na wypadek niepowodzenia.

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:48, testeq , a-propos
Link
czwartek, 09 czerwca 2016
Łap kolejkę, nim odjedzie

Peron
(photo by: Jun Seita)

Siedziałem onegdaj na ławce na peronie i czekałem na podmiejską kolejkę, która miała mnie gdzieś tam, gdzieś tam zawieźć. Pociągi zatrzymywały się, wypełniały pasażerami i odjeżdżały w różnych kierunkach.

Wreszcie podjechał ten "mój". Wstałem z ławki, podszedłem do otwartych drzwi i już po chwili mknąłem w pożądanym kierunku.

Być może w tym momencie poziom twojego zniecierpliwienia przekracza już stan alarmowy i myślisz sobie: "Co to za kolejowe banały zamiast BIZNESU BEZ STRESU?"

Masz rację!

To banał.

Ale banał zatrważająco powszechny.

Na peronach swojego życia siedzą miliony sfrustrowanych ludzi, którzy z uporem maniaka przegapiają zatrzymujące się przed nimi okazje. I wciąż narzekają na dotykającą ich niesprawiedliwość losu. A mogliby przecież choć raz podnieść swoje cztery litery i wsiąść do pociągu, który zapraszająco otwiera przed nimi drzwi.

A ty?

Czy wytrwale siedzisz, patrzysz i "masz za złe", czy raczej łapiesz "swoją" kolejkę, nim odjedzie?

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:47, testeq , a-propos
Link
poniedziałek, 06 czerwca 2016
Krzywe lustra

Mirrors
(photo by: ine poppe)

Nie próbuj szukać swojego prawdziwego odbicia w opiniach, które wypowiadają na twój temat bliźni.

Dlaczego?

Ponieważ niezależnie od tego, czy są twoimi wrogami, czy przyjaciółmi, czy kieruje nimi zawiść, czy miłość, są tylko krzywymi zwierciadłami. Lustrami powyginanymi przez doświadczenia życiowe. Ich doświadczenia, które z pewnością są inne od twoich. Bo nie dość, że każdy z nas startuje z inną pulą genów determinującą predyspozycje psychiczne i fizyczne, to na dodatek wychowujemy się w innych środowiskach, żyjemy wśród innych ludzi i podążamy własnymi, unikalnymi ścieżkami.

Dlatego słuchaj uważnie, co ludzie mają ci do powiedzenia. Koryguj swoją wiedzę na podstawie faktów, które ci przedstawiają. Bierz pod uwagę ich opinie, ale nigdy nie traktuj ich punktu widzenia jako prawdy absolutnej. Szczególnie wtedy, kiedy z niezmąconą żadnymi wątpliwościami pewnością siebie mówią ci, kim ty jesteś.

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:48, testeq , a-propos
Link
czwartek, 02 czerwca 2016
Zawsze-nigdy, wszędzie-nigdzie, wszyscy-nikt

Everyone
(photo by: Matt Paish)

Jednym z moich wrogów numer jeden...

No nie, wróg numer jeden może być tylko jeden!

Brak logiki jest moim wrogiem numer jeden! ;-)

Tak więc, poza brakiem logiki, jednym z moich głównych wrogów są nieuprawnione uogólnienia. Najbardziej martwi mnie to, że tak łatwo dajemy się na nie nabierać i tak często je sami stosujemy!

  • Zawsze się spóźniasz.
  • Nigdy po sobie nie sprzątasz.
  • Wszędzie kradną, to i ja mogę.
  • Nigdzie nie ma lepszej atmosfery niż w naszej firmie.
  • Wszyscy Szkoci to sknery
  • Nikt mnie nie lubi.

Zdecydowana większość takich uogólnień jest nieprawdziwa.

  • Osobie, która się notorycznie spóźnia, zapewne nieraz zdarzyło się przyjść punktualnie.
  • Bałaganiarz też czasami potrafi się ogarnąć.
  • Nie wszędzie ludzie kradną.
  • Być może są firmy, gdzie jest jeszcze fajniej niż u nas.
  • Zapewne niejeden Szkot okazał zadziwiającą hojność.
  • Rozejrzyj się dokładnie dookoła siebie. Czy naprawdę nikt cię nie lubi? Czy taka ocena nie jest krzywdząca dla kogoś, komu na tobie zależy, tylko ty tego nie dostrzegasz?

Zatem:

Zawsze i wszędzie pamiętaj, że nigdy i nigdzie wszyscy nie są tacy sami i nikt nie zasługuje na bezpodstawną, krzywdzącą ocenę wynikającą z zaszufladkowania go do wymyślonej naprędce kategorii.

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:50, testeq , a-propos
Link
poniedziałek, 30 maja 2016
Macierzyństwo i kariera

Maternity
(photo by: Senator Stabenow)

Ten trudny temat nurtuje mnie od dawna: co zrobić, żeby kobiety mogły - bez szkody dla swojej kariery zawodowej - poświęcać się macierzyństwu? Nie ma chyba lepszego momentu, żeby zastanowić się nad tą kwestią, niż okres pomiędzy Dniem Matki a Dniem Dziecka.

Dla większości kobiet macierzyństwo - czyli urodzenie i wychowanie dzieci - staje się na pewnym etapie życia jego esencją. Niepodważalnym priorytetem, największą pasją i najważniejszym elementem codzienności. Dla kochających matek dobro ich dzieci jest zawsze na pierwszym miejscu w natłoku spraw, które mają do załatwienia. I to jest piękne.

Jednocześnie wiele kobiet pragnie rozwijać się także w innych dziedzinach i osiągać sukcesy w swojej pracy zawodowej. Napotykają jednak na barierę, którą uważają za dyskryminację w świecie biznesu opanowanym przez szowinistycznych, samolubnych samców alfa. Powszechny jest postulat mówiący, że na takim samym stanowisku kobieta powinna otrzymywać takie samo wynagrodzenie co mężczyzna.

I ja ten postulat w pełni popieram, o ile efekty pracy kobiety i mężczyzny na tym stanowisku są identyczne.

Tak powinno być!

Jest tylko jedno "ale": czy rzeczywiście kobieta, dla której wspaniałym priorytetem jest macierzyństwo, może w równym stopniu poświęcić się pracy zawodowej, co mężczyzna, którego organizm nie jest zmęczony ciążą, połogiem i nocnymi karmieniami, którego nie absorbuje kolor zawartości pieluch, i który nie musiał na wiele miesięcy rozstać się ze swoją profesją. Kobieta ma usprawiedliwione powody, żeby czasami być mniej dyspozycyjną i mniej wydajną od mężczyzny.

W dzisiejszych czasach im wyższe stanowisko zajmujesz, tym większa jest potrzeba twojego osobistego zaangażowania oraz utrzymywania stałego i niezawodnego kontaktu z klientami i współpracownikami. Sprzątaczka, kasjerka czy salowa (z całym szacunkiem dla tych zawodów) są wynagradzane za sumienność w wykonywaniu swojej pracy. Relacje międzyludzkie nie mają tu tak dużego znaczenia w budowaniu pozycji zawodowej.

Sprawa przedstawia się inaczej w przypadku członkiń zarządów, redaktorek prowadzących w wydawnictwach, czy opiekunek klienta w bankach. Sukces na tych stanowiskach polega na niezawodnym reprezentowaniu interesów pracodawcy wobec osób, z którymi należy nawiązać trwałą nić porozumienia. Zmiana priorytetów życiowych bardzo często powoduje kilkumiesięczną nieobecność członkini zarządu, brak odpowiedzi redaktorki na wysyłane do niej e-maile czy przegapianie ciekawych propozycji inwestycyjnych przez opiekunkę klienta banku.

Czy w takich przypadkach możemy nadal mówić o równoważnych efektach pracy kobiety i nieabsorbowanego obowiązkami rodzinnymi mężczyzny? Niestety nie.

Jako rozwiązanie tego problemu często podaje się postulat reorganizacji pracy firm, wydawnictw, banków itp. tak, żeby stały się przyjaźniejsze dla macierzyństwa. Niestety dzisiejszy świat jest tak urządzony, że na rynku zawsze wygrywa ten, dla kogo to biznes jest priorytetem, a nie pielucha i godziny karmienia rozkosznego maluszka...

Powiem szczerze: nie potrafię znaleźć generalnego rozwiązania tej kwestii.

A ty?

Co o tym sądzisz?

Czy widzisz jakieś konstruktywną, rynkową możliwość pogodzenia macierzyństwa z aspiracjami zawodowymi kobiet bez uszczerbku dla konkurencyjności zatrudniających je firm?

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:42, testeq , a-propos
Link
poniedziałek, 23 maja 2016
Nie wystarczy mieć pistolet!

Pistolet

W wielu filmach z gatunku "zabili go i uciekł" występuje scena, w której "twardziel" zostaje zaskoczony przez "mięczaka". Nie ma znaczenia, który z nich stoi po jasnej stronie mocy, a który po ciemnej. "Mięczak" wydaje się być panem sytuacji, trzyma bowiem przeciwnika na muszce i w każdej chwili może pociągnąć za spust. Mimo to przeważnie przegrywa. "Twardziel" powoli zbliża się do niego i wyjmuje mu z ręki pistolet z magazynkiem wypełnionym ostrą amunicją.

W biznesie jest tak samo.

Bronią, którą masz do dyspozycji, jest zazwyczaj umowa. Oczywiście bez wzajemnego zaufania nie ma prawdziwego biznesu, jednak za naiwność płaci się olbrzymią cenę. Nie tylko finansową, ale także w dziedzinie poczucia własnej wartości. Dlatego w mojej książce Teraz! Jak już dziś zmienić jutro? gorąco namawiam do posługiwania się precyzyjnymi umowami podpisanymi przez wszystkie zainteresowane strony.

Dlaczego?

Ponieważ umowa jest jak parasol - sięgasz po nią wtedy, kiedy pada deszcz, a nie wtedy, kiedy świeci słońce. Nie łudź się, że niebo nad twoją głową będzie zawsze pogodne.

Dobra umowa, na której zapisy wszyscy się zgodzili, jest pistoletem leżącym w szufladzie twojego biurka - twoim zabezpieczeniem, z którego masz obowiązek skorzystać, gdy zauważysz pierwsze oznaki problemów w realizacji porozumienia. Bardzo często trudności te są tylko pozornie obiektywne.

Poszczególne punkty umowy to twoja amunicja - nie wahaj się jej użyć. Nie pozwalaj, żeby były kwestionowane za pomocą argumentów niezwiązanych ze sprawą. Nie dawaj się wpędzać w poczucie winy zarzutami dotyczącymi innych kwestii. Wyraźnie zakomunikuj swojemu partnerowi, że takie rozszerzanie tematu uważasz za niestosowne i nieprofesjonalne. Szanuj siebie i polegaj na swojej umiejętności racjonalnej oceny sytuacji.

Ignoruj też próby szantażu oraz obietnice i groźby dotyczące perspektyw przyszłej współpracy. Nic nie wskazuje przecież na to, że w wyniku twoich ustępstw, twój partner - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - zmieni swoje podejście do prowadzenia biznesu. Wręcz przeciwnie: możesz go utwierdzić w przekonaniu, że umowy umowami, a z tobą może sobie "pogrywać" coraz zuchwalej.

Pamiętaj: nie po to spisaliście umowę, żeby teraz do niej nie zaglądać. Nie po to każdy z was zabrał na tę wspólną przechadzkę parasol, żeby nie rozkładać go, kiedy spadają pierwsze krople nadciągającej ulewy.

Ważne w tym wszystkim jest jedno: żądanie wywiązywania się stron z postanowień podpisanej umowy nie jest ani żadną "zemstą", ani formą ataku. To metoda obrony i merytorycznego powrotu do przyzwoitości we wzajemnych stosunkach. Jeśli druga strona tego nie rozumie, albo nie chce zrozumieć, albo - to najgorszy wariant - z premedytacją udaje, że nie rozumie, to trudno o gorszą prognozę na wspólną, korzystną dla wszystkich przyszłość.

Wniosek stąd płynie taki, że o ile niezwykle ważne jest posiadanie odpowiedniego arsenału argumentów biznesowych, to jeszcze ważniejsza jest odwaga i gotowość do ich użycia. Nie po to, żeby komuś uczynić krzywdę, ale po to, żeby ten ktoś nie sprawił, że stracisz zaufanie i szacunek do samego siebie.

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:48, testeq , a-propos
Link
czwartek, 19 maja 2016
Ta chwila

Moment Enough
(photo by: Lenny K Photography)

Leo Babauta po raz kolejny trafia swoim tekstem w samo sedno. Jestem zwolennikiem smakowania każdej chwili życia wtedy, kiedy ta chwila następuje - czyli Teraz! - więc za zgodą Autora publikuję tłumaczenie jego wpisu This Moment is Enough.



#TaChwilaJestWszystkim


Byłem na pokładzie samolotu, który podchodził do międzylądowania w Portland, gdy nagle widok przepięknego, niesamowicie różowego wschodu słońca ponad błękitno-purpurowymi wierzchołkami gór niemalże zatrzymał bicie mojego serca.

Instynktownie odwróciłem się do Ewy, żeby podzielić się z nią moim zachwytem, ale ona ucięła sobie właśnie drzemkę. Poczułem wówczas ból niespełnienia wynikający z braku możliwości podzielenia się tą chwilą z moją żoną, a jeśli nie z nią, to z kimkolwiek. Wydawało mi się, że piękno bezpowrotnie przecieka przez moje palce.

To było dla mnie bardzo pouczające. W jakiś sposób czułem, że ta chwila sama w sobie nie jest kompletna, jeśli nie mogę się nią z kimś podzielić. Lecz po sekundzie przyszła refleksja: przecież ta chwila jest kompletna - jest wszystkim.

Chwila jest samowystarczalna. Nie musi być pokazywana, fotografowana, udoskonalana albo komentowana. Zapiera dech w piersiach i inspiruje taka, jaką jest.

Nie ja jedyny odczuwam potrzebę utrwalania chwil na zdjęciach i dzielenia się nimi w internecie. W tym właśnie celu stworzono niezwykle popularny serwis Instagram.

Czujemy, że sama chwila nie wystarcza, jeśli o niej nie porozmawiamy, nie podzielimy się nią i nie sprawimy, że zastygnie w nas jak beton. Chwila jest ulotna, a my pragniemy solidności i trwałości, więc brak jej zakotwiczenia może nas przerażać.

To uczucie niewystarczalności jest w naszym życiu dość powszechne:

  • Siedzimy przy stole i jemy, a jednocześnie czujemy, że powinniśmy czytać coś w internecie, sprawdzać pocztę elektroniczną albo pracować. Tak jakby samo jedzenie nam nie wystarczało.
  • Denerwujemy się na ludzi, że nie postępują tak, jak my byśmy tego chcieli. To, jacy są, nam nie wystarcza.
  • Czujemy się zagubieni w życiu, tak jakby samo życie nam już nie wystarczało.
  • Odwlekamy wykonanie tego, co powinniśmy zrobić, dajemy się rozpraszać błahostkom, tak jakby ważna dla nas praca nam nie wystarczała.
  • Zawsze czujemy, że powinniśmy robić coś innego, i nie możemy przez chwilę usiedzieć w spokoju.
  • Opłakujemy ludzi, którzy odeszli, przeszłość, tradycje... ponieważ teraźniejszość wydaje nam się niewystarczająca.
  • Bez przerwy gdybamy, co nas czeka w przyszłości, jakby nie wystarczało nam skupienie się na tym, co stoi tuż przed nami.
  • Cały czas próbujemy doskonalić siebie i otaczających nas ludzi, tak jakby nie wystarczało nam to, jacy już jesteśmy.
  • Odrzucamy rzeczywistość, ludzi i samych siebie, ponieważ nic nie jest w stanie nam wystarczyć.

A gdybyśmy tak zaakceptowali chwilę teraźniejszą wraz ze wszystkim, co się na nią składa, i uznali, że to wystarczy?

A gdybyśmy tak nie potrzebowali niczego więcej?

A gdybyśmy tak pogodzili się z tym, że ta chwila umknie, kiedy się dokona, i dostrzegli ulotność spotkania z nią bez konieczności zapamiętywania tego doświadczenia i dzielenia się nim z kimkolwiek?

A gdybyśmy tak zaczęli mówić TAK, zamiast wszystko odrzucać?

A gdybyśmy tak zaakceptowali to, co złe, w tym, co dobre, porażkę jako możliwy wynik próby, to, co irytujące, w tym, co piękne, strach towarzyszący nadarzającym się okazjom - jako elementy pakietu oferowanego nam przez każdą mijającą chwilę?

A gdybyśmy tak się teraz zatrzymali, rozejrzeli dookoła, popatrzyli w lustro i po prostu docenili, że to wszystko jest wystarczająco doskonałe - takie, jakie jest?



Bardzo potrzebowałem tego artykułu przed przystąpieniem do porządkowania (czytaj: usuwania) setek niepotrzebnych zdjęć, które zrobiłem podczas wyprawy na Dolny Śląsk w poszukiwaniu złotego pociągu.

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:46, testeq , a-propos
Link
poniedziałek, 16 maja 2016
Znalazłem złoty pociąg!

Melduję powrót z wyprawy w poszukiwaniu szczęścia. Wyprawy zakończonej sukcesem! Czyżbym dostrzegał oznaki niedowierzania? Jako stały czytelnik BIZNESU BEZ STRESU zapewne od razu domyślasz się, jak tego dokonałem!

Przecież to proste!

Swoje szczęście każdy ma w sobie! Nie trzeba go nigdzie szukać, ponieważ zawsze jest z nami!

Podczas tej wyprawy dużo zwiedziłem, trochę pobiegałem i popływałem, wdrapałem się na niejedną górę i... znalazłem słynny złoty pociąg! Oto niezbite dowody w postaci dokumentacji fotograficznej:

Najpierw sprawdziłem, jak wygląda osławiony 65. kilometr torów kolejowych w pobliżu Urzędu Skarbowego w Wałbrzychu:

Gold Train: 65. kilometr

Tor jak tor, górka jak górka. Tylko słono płatny parking przy Urzędzie Skarbowym sygnalizuje bogactwo tych okolic. ;-)

Kolejny trop wyglądał tak:

Gold Train: Makieta

Osoba wykonująca tę makietę musiała korzystać z dokładnych wskazówek świadków załadunku i rozładunku złotego pociągu. Przecież nie wymyśliła tego wszystkiego sama!

Ostateczne rozwiązanie zagadki znalazłem w restauracji na Zamku Książ:

Gold Train: Książ

Okazało się, że ten tajemniczy złoty pociąg to tylko długotrwała, przemyślana akcja marketingowa pewnego browaru!

Zdrowie twoje w gardło moje! ;-)

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:30, testeq , a-propos
Link
poniedziałek, 09 maja 2016
Złoty pociąg

Gold Train
(photo by: Giulia Passerini)

Krzysztof Klenczon śpiewał kiedyś słowami Jerzego Kondratowicza tak:

  • Słyszysz? To woła mnie leśny trakt,
    Może gdzieś nowych dróg znajdę ślad.
    Rzeki nurt w słońcu lśni,
    Więc wybacz mi -
    Na mnie czas, jadę już, nie licz dni...

A ja zaśpiewam wam tak:

  • Słyszysz? To woła mnie torów kres,
    Przecież gdzieś złoty ten pociąg jest.
    Kopać będę co sił,
    Więc wybacz mi -
    Na mnie czas, jadę już, nie licz dni...

Gdzie będę szukał swojego szczęścia i co będę robił w tym tygodniu możecie śledzić przede wszystkim na Instagramie (@TesTeq) i czasami na Twitterze (@TesTeq).

Życzcie mi powodzenia!

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:29, testeq , a-propos
Link
poniedziałek, 25 kwietnia 2016
SPiER: jak się lenić i odnieść sukces w korpo

Lazy Lion
(photo by: Tobias Haase)

Ze względu na charakter tego wpisu już na wstępie informuję, że:

  1. Metoda SPiER jest nieetyczna. Nie usprawiedliwiaj swojego lenistwa żadnymi czynnikami zewnętrznymi. Twoje lenistwo jest twoje i tylko twoje. Stanowi wyraz postawy życiowej, którą pielęgnujesz w swoim sercu i umyśle.
  2. Jeśli nie lubisz swojego szefa, swoich kolegów albo swojej firmy, zmień pracę.
  3. Metoda SPiER jest skuteczna tylko w dużych organizacjach stosujących zasadę obsadzania stanowisk kierowniczych ludźmi niekompetentnymi.
  4. Córki, synowie, małżonkowie oraz inni członkowie rodzin, a także bliscy znajomi Właściciela, Prezesa i Członków Zarządu nie muszą stosować metody SPiER. Przywilej lenistwa prowadzącego do awansu przysługuje im z urzędu, zgodnie z odwiecznymi prawami natury oraz folwarcznym obyczajem i etyką.

Jeśli jesteś zwykłym, szeregowym pracownikiem korporacji lub urzędu, zapewne zauważyłeś, że im lepiej pracujesz, tym więcej zadań dostajesz do wykonania. Im bardziej się urabiasz po łokcie, tym więcej masz do zrobienia. Im jesteś wydajniejszy, tym bardziej musisz się spieszyć. A w tym samym czasie inni awansują, mimo że nie są tak zaharowani jak ty.

Jak to możliwe?

Otóż stosują oni metodę SPiER - Szyfrowanie Pracy i Efektowna Reanimacja.

Skąd się bierze niezwykła skuteczność metody SPiER? Na czym polegają jej dwa kluczowe elementy, które pozwalają leżeć w pracy do góry brzuchem albo siedzieć na fejsbuczku, albo romansować na potęgę i jednocześnie wspinać się po korporacyjnej drabinie sukcesu?

Oto cała tajemnica:

  1. SP - Szyfrowanie Pracy to proceder oparty na podstawowej zasadzie znanej każdemu kryptologowi. Nie musisz być jednak kryptologiem, żeby ją zrozumieć i z łatwością zastosować. Otóż zasada ta mówi, że zaszyfrowanie i odszyfrowanie danych powinno być łatwe dla ich właściciela, a niewiarygodnie trudne dla wścibskiego przeciwnika.
    Jak to się ma do twojej pracy?
    Otóż w przypadku każdego otrzymanego zadania znajdź w nim (lub wymyśl) element, który wymaga współpracy kolegi z twojego zespołu lub osób z innego działu firmy. Najlepiej jakieś dodatkowe "niezbędne" dane albo "kluczowe" podzadanie do wykonania. Następnie skomplikuj szczegółowość tych "niezbędnych" danych lub tego "kluczowego" podzadania tak, żeby kolega lub inny dział miał jak najwięcej pracy i kłopotu z udzieleniem ci "wsparcia".
    Delegowanie tych prac skrupulatnie dokumentuj, żebyś mógł skutecznie zwalać winę za opóźnienia na innych. Gdy oni będą się zmagali z zaszyfrowanym przez ciebie problemem, ty będziesz mógł się oddać słodkiemu lenistwu, jednocześnie nabierając sił do wkroczenia do akcji w ramach drugiego elementu metody SPiER.
  2. ER - Efektowna Reanimacja to proceder będący nieuniknioną konsekwencją stosowania przez ciebie SP - Szyfrowania Pracy oraz ogólnej niewydolności wszystkich organizacji kierowanych przez niekompetentnych szefów. W takich okolicznościach, na kilka dni przed terminem każde przedsięwzięcie zamiast zbliżać się do szczęśliwego finału, staje na krawędzi przepaści, a organizacja na skraju ostatecznej zapaści.
    I wtedy pojawiasz się ty. Pełen energii i zapału zbawca, który swoją gotowością do poświęceń motywuje pozostałych pracowników do przeprowadzenia skutecznej reanimacji i osiągnięcia wyznaczonego celu. Po tygodniach leniuchowania jesteś wypoczęty i gotowy do działania nawet przez 24 godziny na dobę. Oczywiście mówię tu o ostatniej dobie przed terminem - nie wychylaj się wcześniej, bo się zmęczysz. Przez te 24 godziny musi cię być WIDAĆ. Wszędzie. To jest moment, w którym zostajesz autorem sukcesu, ratujesz swojemu szefowi tyłek i zbierasz cenne punkty do awansu.
    Później, gdy zapadniesz w kolejny letarg, nie zapominaj o okresowym wybudzaniu się, żeby przypominać wszystkim o twoim paśmie sukcesów, o tych wszystkich ER - Efektownych Reanimacjach, które skutecznie przeprowadziłeś.

Pamiętaj tylko o jednym: metoda SPiER nie jest dla mięczaków. Musisz być silny psychicznie, cyniczny i pozbawiony skrupułów. I oczywiście możesz ją stosować tylko w organizacjach, których los nie obchodzi ani ciebie, ani twoich szefów.

Znacznie przyjemniej pracuje się w firmach, które mają jasny cel swojego działania, cel zgodny z twoimi przekonaniami, cel wyrażany przez kompetentnych szefów i podzielany przez pozostałych członków zespołu.

Myślisz, że to niemożliwe? Możliwe, możliwe. Musisz tylko chcieć znaleźć taką oazę inspiracji, a potem wspierać ją swoimi talentami. Wtedy poczujesz, że i ty możesz zmieniać świat na lepsze. A świat to zauważy i w twoimi życiu nagle zaczną się pojawiać nieoczekiwane, pozytywne zmiany, których żaden bezczelny cynik nigdy nie doświadczy.

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:48, testeq , a-propos
Link
czwartek, 14 kwietnia 2016
Skuteczna prośba o akceptację

A plus B plus
(photo by: Jurgen Appelo)

Większość dokonań ludzkości powstaje w wyniku pracy zespołowej. Zadania dzielimy według kompetencji i możliwości wykonawczych poszczególnych realizatorów przedsięwzięcia. W związku z tym często zachodzi konieczność skonsultowania pewnych koncepcji z inną osobą lub uzyskiwania od niej akceptacji konkretnych rozwiązań projektowych. Nierzadko jest to długi i bolesny proces beznadziejnego oczekiwania na odpowiedź lub decyzję - czy to z powodu przepracowania, czy strachu przed odpowiedzialnością, czy zwykłego roztargnienia.

Jak temu zapobiec?

Stosując metodę od dawna wykorzystywaną przez banki i inne instytucje świadczące usługi na podstawie regulaminów, które są załącznikami do zawieranych z klientami umów.

Gdy bank, dostawca energii lub operator telekomunikacyjny zamierza coś zmienić w regulaminie, przesyła ci list z propozycją tej zmiany i informacją, że jeżeli się na nią nie zgadzasz, możesz w terminie 14 dni odstąpić od umowy świadczenia danej usługi. W przeciwnym przypadku - to znaczy, jeśli nie zrobisz nic - zmiana automatycznie wchodzi w życie w proponowanym brzmieniu.

Ty też możesz stosować tę metodę, żeby skutecznie uzyskiwać informację zwrotną od swoich współpracowników. Na przykład tak:

Jarku,
W załączeniu przesyłam Ci projekt naszej nowej strony internetowej, którą zamierzamy uruchomić w najbliższą środę (2016-04-20).
Jeżeli do poniedziałku nie zgłosisz żadnych uwag, dam zielony sygnał działowi IT i zostanie ona wdrożona w proponowanym kształcie.
Pozdrawiam,
Krzysztof

Określając, co się stanie, gdy nie otrzymasz odpowiedzi, jednocześnie mobilizujesz adresata do zastanowienia się nad problemem i definiujesz swoje zachowanie w przypadku braku informacji zwrotnej.

Proste!

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:48, testeq , a-propos
Link
poniedziałek, 11 kwietnia 2016
Jak blisko śmierć...

TIR grozy

Jak blisko śmierć musi przejść obok nas,
By człowiek zrozumiał swój los?

To pytanie zadał Andrzej Bianusz w polskim tłumaczeniu tekstu słynnego przeboju Boba Dylana "Blowin' in the Wind".

Ja też sobie je ostatnio zadałem, gdy o sekundę spóźniłem się na spotkanie z łamiącym wszelkie przepisy i zdrowy rozsądek, rozpędzonym tirem. Na animacji, którą widzisz powyżej, jadę zielonym samochodem po swoim pasie, a czerwony tir mknie na wprost, nie zważając, że jego pas ruchu się w tym miejscu kończy. Gdybym był odrobinę szybszy, zostałbym staranowany albo zrolowany pod jego naczepą...

Na szczęście tak się nie stało i bezpiecznie wróciłem do domu. A tam odkryłem niezwykły, szokujący, brytyjski serial "Black Mirror", który podrzuca do przemyślenia dylematy etyczne związane z kierunkiem rozwoju naszej cywilizacji.

Odcinek "Be Right Back" prowokuje do rozważań, co by było, gdyby zaoferowano usługę kontaktu ze zmarłymi osobami. A właściwie nie ze zmarłymi osobami, ale z ich symulatorami stworzonymi na podstawie wszystkich materiałów, które te osoby zamieściły w internecie. Na ile odtworzony sposób wyrażania się i tembr głosu dawałaby wrażenie obecności tych, którzy odeszli na zawsze? Na ile rozmowa z nimi pomagałaby ukoić żal po stracie ukochanych i odczuwać ich wsparcie w trudnych chwilach?

Fascynujące, nieprawdaż?

A puenta? Puenta tego wpisu jest taka, że gdyby tirami kierowały komputery, a nie ludzie, to mniejsze byłoby prawdopodobieństwo, że moje życie zawisłoby na włosku. Dlaczego? Bo choć czasami maszyna może ulec uszkodzeniu, to przynajmniej nie jest głąbem z kompleksami!

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:25, testeq , a-propos
Link
poniedziałek, 04 kwietnia 2016
Marsjanie i nadludzie

Marsjanie
(photo by: rickpilot_2000)

"Przestaliśmy rozmawiać z ludźmi" - tak Platforma Obywatelska zdiagnozowała swoją porażkę w wyborach parlamentarnych. Kurczę blade! A w tym rządzie i tej partii to kto był? Marsjanie? Totalny odlot międzyplanetarny!

Obecny prezydent oparł swoją kampanię wyborczą na spotkaniach ze zwykłymi ludźmi. Głównym przesłaniem medialnym rządu Prawa i Sprawiedliwości jest "rozmowa ze zwykłymi ludźmi" i rozwiązywanie ich problemów. Dobra zmiana sprawiła więc, że Marsjanie przeszli do opozycji, a władzę przejęli nadludzie.

Bo czyż mówiąc "porozmawiam z tobą, zwykły człowieku", nie sugerują oni, że sami są niezwykli? Czy nie stawiają się na piedestale?

Tymczasem każdy z nas jest na swój sposób niezwykły, a wielu mogłoby łatwo wykazać swoją wyższość nad osobami, które dziwnym zbiegiem okoliczności zostały wybrane lub mianowane na różne stanowiska. Ale nie to jest najważniejsze.

Problem w tym, że ci Marsjanie i nadludzie nie przyjmują do wiadomości tego, iż w państwie demokratycznym są tylko pracownikami zatrudnionymi przeze mnie, przez ciebie i przez wszystkich obywateli do administrowania naszym wspólnym majątkiem i naszymi sprawami. To - z całym szacunkiem dla tego zawodu - tylko zwykli administratorzy, z którymi podpisaliśmy umowy o pracę na czas określony.

Drodzy administratorzy! Nie wyjeżdżajcie mi tu z gadkami o rozmawianiu ze zwykłymi ludźmi, tylko bierzcie się do roboty, za którą wam płacę! Dbajcie o to, żebym miał dobry zwrot z kapitału, który wam powierzam w postaci podatków!

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:32, testeq , a-propos
Link
czwartek, 31 marca 2016
Mały kamyk, duży ból

33. Maraton Warszawski 2011
(photo by: Pani TesTeqowa)

Maraton.

Całkiem dobrze ci się biegnie.

Słoneczko świeci, lekki wiatr chłodzi twoją twarz, wokół roześmiane towarzystwo zgodnie przemierza kolejne kilometry.

Nagle czujesz, że w lewym bucie coś zaczyna cię uwierać. Może jakiś kamyk do niego wskoczył, a może podwinęła ci się skarpetka? Nie zatrzymujesz się jednak i nie sprawdzasz, co się stało, bo nie chcesz na to tracić czasu. Zaczynasz tylko nieco inaczej stawiać stopę , żeby mniej odczuwać tę drobną niewygodę.

Po dwóch kilometrach twoje lewe kolano delikatnie daje ci do zrozumienia, że nie podoba mu się ten nowy sposób biegania. Dlaczego przy każdym kroku musi chronić twoją stopę, przyjmując nienaturalną pozycję? Buntuje się i zaczyna boleć. Przechylając się więc nieco w prawo, odciążasz je, ale nie zwalniasz tempa, żeby nie uciekły ci cenne sekundy...

Mijają kolejne kilometry i powoli twoje prawe biodro zaczyna ci przypominać o swoim istnieniu. W dodatku łapie cię bolesny skurcz łydki, który uniemożliwia dalszy bieg. Usiłujesz jeszcze ją rozciągnąć i rozmasować, ale to koniec. Siadasz załamany na krawężniku, zdejmujesz lewy but i widzisz, jak wypada z niego malutki kamyk - przyczyna całego nieszczęścia...

Ten wpis nie jest o bieganiu. Dotyczy on błędu, który powtarzamy przez całe życie z niezwykłą konsekwencją i samozaparciem.

Zamiast zająć się pierwotną przyczynę choroby, leczymy jej objawy. Zamiast zająć się kamykami inicjującymi lawiny, zajmujemy się doraźnym minimalizowaniem skutków ich zejścia.

Na przykład w pracy: jesteś szefem, ale gdy ktoś nie wykonana zleconego zadania, wyznaczasz inną osobą, żeby zajęła się narastającym problemem. To z kolei powoduje opóźnienia w pozostałych przedsięwzięciach i coraz większe niedomagania całego organizmu firmowego.

Dlatego pamiętaj:

Zabij potwora, zanim urośnie!

Gdy tylko poczujesz, że coś cię uwiera w bucie, zatrzymaj się, znajdź przyczyną bólu i ją usuń.

Gdy ktoś nie wykonana zadania, ustal, dlaczego tak się stało. Może rzeczywiście potrzebuje pomocy, a może jest po prostu zaciętym trybem, który trzeba wymienić dla dobra całego organizmu. Nie omijaj problemu, ale go rozwiąż tam, gdzie powstał.

Gdy konkurent wdziera się na twój rynek, nie lekceważ go, gdy jest jeszcze mały. Zastanów się, dlaczego udaje mu się odbierać ci klientów i skoryguj swoją ofertę, póki cię na to stać.

Pamiętaj:

Zabij potwora, zanim urośnie!

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:48, testeq , a-propos
Link
poniedziałek, 21 marca 2016
Bez porażki

Experiment Laboratory
(photo by: National Eye Institute)

Z okazji nadejścia wiosny mam dla ciebie niezwykły prezent.

Wpis, który odmieni twoje życie!

Wpis, który sprawi, że już nigdy nie poniesiesz porażki!

Sądzę, że to mój najważniejszy tekst od czasu napisania książki Teraz! Jak już dziś zmienić jutro?, a może nawet i od początku istnienia BIZNESU BEZ STRESU.

Do tej pory w twoim życiu było tak: podejmowałaś jakieś działanie i albo się udawało, albo nie. Albo odnosiłaś sukces, albo ponosiłaś porażkę.

Czas to zmienić! Od dziś zacznij myśleć tak, jak najznamienitsze umysły każdej epoki. Tak jak myśleli Albert Einstein, Maria Skłodowska-Curie, Thomas Edison i Steve Jobs.

W każdej sytuacji stosuj metodę eksperymentalną, która jest jedną z podstawowych metod badań naukowych. Na czym ona polega? To proste! Składa się z czterech kroków:

  1. Określ zjawisko, które będziesz badała.
  2. Zidentyfikuj warunki, za pomocą których chcesz wpłynąć na to zjawisko.
  3. Wywołaj zmiany tych warunków.
  4. Stwierdź, jak te zmiany wpłynęły na badane zjawisko.

Brzmi to trochę zawile, więc zaraz podam ci obrazowy przykład, ale najpierw zauważ, że nie ma tu mowy o porażce. Eksperyment zawsze się kończy sukcesem, którym jest dokonana obserwacja. Chyba że coś wybuchnie... ;-)

A oto obiecany przykład zastosowania metody eksperymentalnej:

  1. Jesteś studentką i badasz zjawisko "egzamin ze statystyki".
  2. Nie masz wpływu na to, gdzie i kiedy się odbędzie. Możesz jednak zbadać, jak na twoją ocenę wpłynie ilość czasu poświęcona na naukę.
  3. Przed pierwszym terminem uczysz się przez jedną godzinę, a przed drugim - przez trzy dni po osiem godzin.
  4. W wyniku pierwszej fazy eksperymentu stwierdzasz, że jedna godzina nauki zapewniła ci jedynie prawo do powtórzenia egzaminu ;-). Przeprowadzasz więc drugą fazę, modyfikując warunek, za pomocą którego starasz się wpłynąć na zjawisko. Większa liczba godzin poświęconych na przygotowania pozwala ci osiągnąć oczekiwany wynik.

Metoda eksperymentalna sprawdza się w każdym przedsięwzięciu. W domu, w pracy, w urzędzie, u lekarza i podczas urlopu. Zamiast narzekać na los i czuć gorycz porażki, rejestrujesz wynik eksperymentu i powtarzasz go, modyfikując warunki, na które masz wpływ. Może się okazać, że oczekiwany przez ciebie rezultat jest sprzeczny z prawami natury - wówczas sukces eksperymentu polega na tym,... że sobie to uświadomisz.

Pamiętaj: eksperymentatorzy z definicji nie ponoszą porażek. Rezultaty odbiegające od oczekiwań są dla nich sukcesem wzbogacającym ich wiedzę i weryfikującym prawdziwość postawionej hipotezy.

Nie zapominaj też o tym, co powiedział kiedyś sam Albert Einstein:

"Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów."

Życzę ci zatem racjonalnego i pozbawionego niezdrowych emocji eksperymentowania! Na wiosnę, w lecie, jesienią i w zimie.

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:32, testeq , a-propos
Link
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 50
Archiwum

Napisz do mnie na adres:

adres zwrotny autora


Creative Commons License

Ten utwór jest dostępny na
licencji Creative Commons
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne
.