|
poniedziałek, 13 lutego 2012
Duża rzecz, a cieszy!
Z przyjemnością donoszę, że moja działalność na niwie szerzenia wiedzy na temat bezstresowego, wydajnego działania została dostrzeżona i Arek Hajduk zaprosił mnie do grona mentorów opiekujących się rozwojem młodych ludzi, którzy w ramach akceleratora Huge Thing już niebawem ruszą na podbój świata. To duży zaszczyt i przyjemność znalezienia się w tak zacnym gronie i z tak szlachetną misją do spełnienia. Moją próżność mile połechtał serwis AntyWeb pisząc: Wspomnieliśmy o szkoleniach, ale całość nie miałaby większego sensu, gdyby nie liczna grupa mentorów, która będzie z Huge Thing współpracować (czytaj: prowadzić szkolenia). Znajdą się tam zarówno osoby o ogromnym doświadczeniu biznesowym, które często pozostają jednak za kulisami, jak i twarze medialne, które znacie z pierwszych stron gazet i telewizji. Przykład? Proszę bardzo, listę otwiera sam Tomasz Lis, a dalej wcale nie jest gorzej – Paweł Chudziński, Alex Barrera, Krzysztof Wysocki i wielu innych – także z zagranicy. Już czuję coraz wyższy poziom sodówki buzującej w okolicach mojej głowy... A tak serio - z dużym entuzjazmem oczekuję tego eksperymentu. Liczę, że spotkam młodych ludzi przepełnionych energią, determinacją i wiarą we własny sukces. Taka kombinacja jest warunkiem wstępnym myślenia o zbudowaniu firmy, która pozostawi trwały ślad we wszechświecie. Huge Thing nie obiecuje kokosów - wręcz przeciwnie, żąda wyrzeczeń i poświęcenia. Dzięki temu do Poznania trafią ludzie, którzy są gotowi powstrzymać się od zjedzenia cukierka dziś po to, żeby za kilka lat mieć nowoczesny koncern produkujący słodycze. A co ja na tym zyskam?
czwartek, 09 lutego 2012
Plusy dodatnie
Istnieją dwa podejścia do ulepszania różnych spraw:
Są oczywiście podejścia mieszane, ale zawsze szala przechyla się w jedną lub drugą stronę. Jestem zdecydowanym zwolennikiem dodawania plusów, bowiem uważam, że skupianie się na zapraszaniu do swojego życia rzeczy miłych i pożytecznych znacznie bardziej motywuje do wprowadzania zmian i ich utrwalania niż poświęcanie czasu i uwagi na eliminację tego, co wstydliwe i dołujące. Oto przykłady mojego podejścia:
W innych dziedzinach liczę na twoją własną kreatywność - zamiast myśleć o ujmowaniu minusów skup się na dodawaniu plusów!
poniedziałek, 06 lutego 2012
Lajk albo laik? Oto jest pytanie!
W przypływie szczerości lub rozpaczy, w związku z niegasnącymi protestami przeciwko podpisaniu umowy ACTA, premier Donald Tusk powiedział w piątek, 3 lutego 2012 roku: – Zabrakło raczej wyobraźni i pewnego typu wrażliwości, ale o tym już mówiłem, powołując się także na nasze XX-wieczne przyzwyczajenia w niektórych działaniach. – Ja, może z racji daty urodzenia, podchodziłem do tej kwestii za bardzo XX-wiecznie. (...) Musimy to nadrobić. Prezes Rady Ministrów zapowiedział też, że:
I tu leży pies pogrzebany! Proszę każdego, kto mógłby podsunąć niniejszy tekst Donaldowi Tuskowi lub Michałowi Boniemu, żeby to niezwłocznie zrobił. Tak, jak nie wypada śpiewać "100 lat" na stypie, tak nie wypada proponować użytkownikom Internetu spotkania w realu. Dlaczego mają gdzieś chodzić o 14:00? W czasach powszechnego dostępu do wszechświatowej sieci? Należy wejść do ich świata - nie na chwilę, raz na cztery lata, podczas kampanii wyborczej, ale na stałe. Być tam i toczyć aktywną, ciągłą i szczerą debatę na wszystkie tematy za pomocą modnych w danym momencie portali społecznościowych. Ignorować i tępić chamstwo, ale nie lekceważyć tych, którzy mają coś istotnego do powiedzenia. Nie wypada też zapowiadać przejrzenia ustaw przez rządowych ekspertów. Należy opublikować te dokumenty ze stosownymi objaśnieniami i uważnie przeanalizować, co ludzie o nich sądzą. Oczywiście będzie to wymagało sporo pracy i odsączenia wielu głupstw, które pojawią się w komentarzach, ale to jest podejście, którego oczekuje młode pokolenie składające się z mieszkańców nowej fejsowo-guglowo-tłiterowej krainy. Dlaczego? Dlatego, że nowa, nieznająca świata bez internetu i Wikipedii generacja oczekuje otwartości i szacunku. W wielu dziedzinach mają wiedzę nie gorszą niż "rządowi eksperci" i wkurza ich takie traktowanie. Poza tym nie rozumieją, dlaczego dyskusja o większości spraw musi odbywać się za zamkniętymi, ministerialnymi drzwiami w czasach, gdy oni na bieżąco ogłaszają światu, gdzie są, co właśnie zjedli i wypili, z kim się przespali i co myślą o różnych sprawach. W tym wszystkim nie chodzi o samą umowę ACTA, ale o to, że: Rządzący siedzą na coraz bezludniejszej wyspie, z której odpływają internetem kolejne zastępy rządzonych. Jedynym sposobem dołączenia do nich jest zerwanie kurtyny obrzędowej urzędowości. Nadchodzą czasy rządów, których członków da się lajkować - na przykład dlatego, że nie są internetowymi laikami!
czwartek, 02 lutego 2012
Dualizm komunikacyjny
"Skuteczne zebrania zmniejszają liczbę maili, które trzeba wysłać. Skuteczne maile zmniejszają liczbę zebrań, które trzeba odbyć." - David Allen Truizm? Zapewne. Praktycznie cała metodyka GTD (Getting Things Done) Davida Allena jest jednym wielkim truizmem. Tylko dlaczego ludzie tak często kręcą się w kółko, zamiast posługiwać się zdrowym rozsądkiem opisywanym przez te truizmy? Pamiętaj więc, żeby spotkania, które organizujesz miały jasny cel i porządek, były zgodnie z nimi prowadzone i kończyły się zapisanymi ustaleniami polegającymi na przydzieleniu poszczególnym osobom konkretnych zadań. Dzięki temu nie trzeba będzie korespondować, żeby uściślać i wyjaśniać sobie, co właściwie zostało uzgodnione. Gdy zaś piszesz list elektroniczny - przedstaw sprawę (tylko jedną sprawę w jednym mailu!) prosto, ale wyczerpująco oraz wyraźnie określ, czego w odpowiedzi oczekujesz od odbiorcy - jedynie zapoznania się z informacją, odpowiedzi czy ściśle sprecyzowanego działania. Dzięki temu nie trzeba będzie organizować spotkania, żeby uściślać i wyjaśniać sobie, o co właściwie chodziło w mailu. Te dwie proste wskazówki pozwolą twojej organizacji wyprzedzić o lata świetlne konkurencję, która gada, żeby gadać i pisze, żeby pisać - zamiast gadać i pisać, żeby było zrobione.
poniedziałek, 30 stycznia 2012
ACTA Anonimowego Legalisty
Legalizm - w postępowaniu obywateli, przejawia się w przestrzeganiu przez nich obowiązującego prawa. Czas na wyznanie: - Mam na imię TesTeq i... (westchnienie) jestem legalistą. Uważam, że przepisy chronią dobro ogółu i obywateli przed tymi, którzy nie mogą oprzeć się pokusie pójścia na nieetyczne skróty. Chcę wierzyć, że wszystkie regulacje temu służą, a każdy przypadek, kiedy tak nie jest, sprawia mi ogromną przykrość. Przepisy chroniące własność intelektualną mają swój głęboki sens, bowiem osoba tworząca coś, co przydaje się lub sprawia przyjemność innym, powinna mieć prawo do odpowiedniego wynagrodzenia, by mogła kontynuować swoją wspaniałą działalność. Może z tego prawa korzystać lub nie, ale to do twórcy należy wybór, a nie do odbiorcy. Problem w tym, że wypracowany w XX wieku model ochrony własności intelektualnej nie dość, że wypaczył się i miast przynosić gros zysków twórcom, służy utrzymywaniu marketingowo-prawnej machiny międzynarodowych koncernów, to jeszcze całkowicie zagubił swój sens w nowej sytuacji technologicznej, pozwalającej na łatwe powielanie kopii każdego dzieła w idealnej, nieodróżnialnej od oryginału formie. Każdy bit wygląda tak samo - nie jest ani mniejszy, ani większy, nie jest ani wyraźniejszy, ani bardziej zamazany. A co z tej ochrony mam ja - Anonimowy Legalista? Niewielki procent tego, do czego dostęp ma osoba nie zważająca na prawa chroniące własność intelektualną i kopiująca bity według własnych potrzeb i upodobań. Dlaczego tak jest? Ponieważ błędnym celem podmiotów, którym twórcy przekazali swoje prawa jest ograniczanie dostępu do twórczości, a nie jej upowszechnianie. Kiedyś, kiedy w Polsce nie można było jeszcze nabyć legalnego oprogramowania, kupiłem za granicą narzędzia programistyczne, za pomocą których stworzyłem kilka całkiem zyskownych produktów. W międzyczasie międzynarodowe koncerny zadomowiły się w naszym kraju i pojawiła się możliwość uaktualnienia owych narzędzi. I co? I otrzymałem odpowiedź, że owszem, mogę zakupić nową wersję na bardzo dogodnych warunkach w ramach abolicji antypirackiej! Szczęka mi opadła! Podobne podejście do polskiego rynku stosowała do niedawna firma Apple nie udostępniając swojego sklepu iTunes ze względu na szalejące u nas piractwo. A jak miało nie szaleć, skoro legalna furtka była zamknięta? Moim zdaniem prędzej czy później dotychczasowy model ochrony własności intelektualnej legnie w gruzach i nie pomogą żadne ACTA, SOPA i PIPA. Jednak to nie obecne protesty "internautów" będą salwą, która obali skostniałe struktury. Rewolucji dokonają legiony twórców nowej generacji, którzy już budują swoje niezależne struktury dystrybucji dzieł w Internecie. Stanie się tak, kiedy odejdą podpory wielkich koncernów - Madonna, Rolling Stones czy U2, a nowe gwiazdy zrozumieją, że nie warto dokarmiać tabunów marketingowców i prawników. I tego nam wszystkim życzę!
czwartek, 26 stycznia 2012
Gotowana żaba
To smutne, ale coraz więcej szanowanych i w swoim czasie uwielbianych firm dzieli los przysłowiowej żaby, która siedząc w coraz cieplejszej wodzie i nie zauważając wzrostu temperatury, ginie marnie we wrzątku. Oto kilka przykładów:
Wystarczy samozadowolenie i brak uwagi, żeby gotowana żaba zaczęła tracić zdrowy rozsądek i we wrzątku nie mogła skupić się na opracowaniu skutecznej strategii ratunkowej. A wtedy pozostaje jej tylko gwałtowne machanie kończynami i żałosny skrzek wieńczący dzieło samozagłady. Pamiętaj! Nic nie jest dane na zawsze. Rozglądaj się i mierz temperaturę wody, w której zażywasz kąpieli po sukcesie! Nie daj się ugotować!
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Samolub swojego klienta
Jest wiele hipotez tłumaczących rynkowy tryumf Steve'a Jobsa - począwszy od naukowych rozważań uznanych profesorów i doktorów, a skończywszy na doszukiwaniu się wpływu faz Księżyca lub zjawisk nadprzyrodzonych. Skoro inni mogą, to i ja postanowiłem znaleźć dobre wytłumaczenie tego fenomenu. I udało mi się! Steve Jobs jest wzorcowym przykładem wymyślonego właśnie przeze mnie hasła: Samolub swojego klienta! Z różnych przekazów wiadomo, że Jobs nie był zbyt miłym gościem, więc trudno podejrzewać go o miłość do każdego klienta kupującego produkowane przez firmę Apple gadżety. Na pewno zależało mu na uwielbieniu dla tych urządzeń, ale nie zamierzał na siłę przypodobywać się ich przyszłym użytkownikom. Steve Jobs był samolubem i nadawał jabłuszkowym komputerkom taką formę, która jemu najbardziej się podobała. A że nie można mu odmówić dobrego, minimalistycznego gustu, przywiązania do szczegółów i umiejętności znalezienia projektanta (Jonathan Ive), który potrafiłby ucieleśniać te idee, wyroby Apple zyskały kultowy status i odniosły bezprecedensowy sukces rynkowy. Pamiętajmy, że Steve raczej nie robił tego wszystkiego dla kasy - miał jej wystarczająco dużo nawet wtedy, gdy wyrzucano go z Apple. Robił to dla własnej satysfakcji, dla zaspokojenia swoich twórczych ambicji - tak w zakresie eleganckiego meblowania świata, jak i zmieniania ludzkich postaw oraz reguł, jakimi rządzą się całe gałęzie biznesu. Był najbardziej krytycznym z klientów Apple - setki projektów poszły do kosza, bo w jego oczach nie były perfekcyjne. I nie miało znaczenia, że ktoś napracował się nad stworzeniem całkiem niezłego prototypu i że włożył w to dzieło całe swoje serce. W innej firmie taki produkt przy dźwięku fanfar byłby wprowadzony na rynek, ale nie w Cupertino, gdzie nieraz przez lata wstrzymywano premiery urządzeń niespełniających wymagań Steve'a. I w tym tkwi cała tajemnica - największy sukces odnoszą te firmy, których liderzy czują się jednocześnie swoimi własnymi klientami. Tworzą dla siebie, ale swoją osobą reprezentują zainteresowania i pragnienia większego kręgu odbiorców. Trudno na przykład wyobrazić sobie, żeby podobny sukces odniosła:
Prędzej czy później szydło wyjdzie z worka i spod maski dyplomatycznej uprzejmości zacznie wyzierać niechęć lub nawet pogarda dla obecnych i przyszłych klientów. Tak więc zastanów się, jaki swój problem - ale taki, który jest też problemem większej liczby osób - jesteś w stanie kreatywnie rozwiązać i ruszaj do działania. Pamiętaj, że zasada "Samolub swojego klienta!" sprawdziła się już w wielu przypadkach i jest bardzo prawdopodobne, że i tobie pomoże ona osiągnąć sukces w biznesie!
czwartek, 19 stycznia 2012
Świat wybacza wiele
Świat wybacza wiele, ale nie wszystko. Dlatego możesz i powinieneś ruszać do działania mimo, że nie wszystko zostało zapięte na ostatni guzik. W większości przypadków nie wystąpią okoliczności, które pokrzyżują twoje plany. Ale czym innym jest niezapięty ostatni guzik, a czym innym rozchełstana, brudna koszula. Czym innym jest świadome zaniechanie przygotowań dotyczących mało istotnego lub mało prawdopodobnego elementu projektu, a czym innym totalne olanie potrzeby przygotowania się do realizacji przedsięwzięcia. Nie spotkałem jeszcze człowieka czynu, którego nie mierziłaby potrzeba wykonywania zabezpieczających czynności wstępnych przed przystąpieniem do działania. Są oczywiście tacy, którzy poprzestają na niekończącym się opracowywaniu planów awaryjnych i rozpatrywaniu najczarnieszych scenariuszy, ale nie o nich tu mówimy. Problem z przygotowaniem polega na tym, że w dużej mierze jest to proces bezproduktywny - wykonujesz szereg czynności, które zapewne okażą się niepotrzebne. Tyle, że nie wiadomo, które z nich - okaże się to dopiero po fakcie. Musisz więc pogodzić się z tym, że przygotowanie to zawracanie głowy, ale zawracanie głowy, które zwiększa prawdopodobieństwo uniknięcia katastrofy - takiej, jakiej doświadczył Gregor Schlierenzauer podczas ostatniego konkursu lotów narciarskich, kiedy to - zapinając z niedostateczną uwagą kombinezon - uszkodził zamek i został zdyskwalifikowany. A trzeba było spokojnie, profesjonalnie zrobić to, co należy, a nie pajacować przed kamerą. Pamiętaj więc - świat wybacza wiele, ale jeszcze więcej tym, którzy należycie się przygotują.
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Prawdziwe niebezpieczeństwa
Prawdziwe niebezpieczeństwa to te, o których nie masz zielonego pojęcia. Bo znane zagrożenie daje ci możliwość przeciwdziałania:
Jeśli zaś nie dysponujesz taką wiedzą, jesteś jak dziecię we mgle - bezbronny i podatny na ciosy. Dlatego jedną z najważniejszych rzeczy w życiu jest ciągłe prowadzenie rozpoznania - zbieranie informacji i wyciąganie z nich wniosków. W ten sposób budujesz wiedzę oraz intuicję pozwalającą ci coraz trafniej uzupełniać luki w tej wiedzy. Zaglądasz za fasadę pozorów i zaczynasz wyraźniej dostrzegać wcześniej nieznane zagrożenia. Ale nie przerażaj się ich mnogością. One tam były także wtedy, gdy nie zdawałeś sobie sprawy z ich istnienia. Teraz po prostu możesz sprać im pyski zanim wyszczerzą kły!
czwartek, 12 stycznia 2012
Co to jest?
W metodyce GTD (Getting Things Done Davida Allena) każdą sprawę, która dotrze na twoją orbitę (znajdzie się w jednej z twoich skrzynek spraw przychodzących), masz obowiązek potraktować standardowym pytaniem: Co to jest? "Cóż za banalne pytanie!" - wykrzyknie w tym miejscu wszystkowiedzący mądrala. Otóż, Panie Mądralo, większość ludzi zbyt rzadko zadaje sobie to pytanie, przez co popadają w kłopoty - a to z powodu lekceważenia spraw ważnych, a to z powodu przytłoczenia liczbą nieistotnych błahostek. Bo pytanie "Co to jest?" nie służy do przytoczenia słownikowej definicji danego zjawiska, ale do określenia twojego osobistego stosunku do tej sprawy. W gruncie rzeczy chodzi o odpowiedź na pytanie: Czym to coś jest dla mnie?
Często odpowiedź na to fundamentalne pytanie jest banalna, ale są sprawy, w przypadku których zajęcie uczciwego stanowiska wymaga wiele odwagi. Miej zatem odwagę zastanawiać się nad swoimi sprawami, bo uciekając od pytania "Co to jest?" uciekasz od swojego życia! |
Ostatnie wpisy
Napisz do mnie na adres:
Ten utwór jest dostępny na | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||