Pozostań przy zdrowych zmysłach i zachowaj życiową równowagę.
Kategorie: Wszystkie | a-propos | bwnd | gtd | hugething | kindle | lektury | raptularz | sos | sport | teraz | ztd | zzz
RSS
poniedziałek, 30 stycznia 2012
ACTA Anonimowego Legalisty

ACTA
(photo by: Pierre-Selim)

Legalizm - w postępowaniu obywateli, przejawia się w przestrzeganiu przez nich obowiązującego prawa.

Czas na wyznanie:

- Mam na imię TesTeq i... (westchnienie) jestem legalistą.

Uważam, że przepisy chronią dobro ogółu i obywateli przed tymi, którzy nie mogą oprzeć się pokusie pójścia na nieetyczne skróty. Chcę wierzyć, że wszystkie regulacje temu służą, a każdy przypadek, kiedy tak nie jest, sprawia mi ogromną przykrość.

Przepisy chroniące własność intelektualną mają swój głęboki sens, bowiem osoba tworząca coś, co przydaje się lub sprawia przyjemność innym, powinna mieć prawo do odpowiedniego wynagrodzenia, by mogła kontynuować swoją wspaniałą działalność. Może z tego prawa korzystać lub nie, ale to do twórcy należy wybór, a nie do odbiorcy.

Problem w tym, że wypracowany w XX wieku model ochrony własności intelektualnej nie dość, że wypaczył się i miast przynosić gros zysków twórcom, służy utrzymywaniu marketingowo-prawnej machiny międzynarodowych koncernów, to jeszcze całkowicie zagubił swój sens w nowej sytuacji technologicznej, pozwalającej na łatwe powielanie kopii każdego dzieła w idealnej, nieodróżnialnej od oryginału formie. Każdy bit wygląda tak samo - nie jest ani mniejszy, ani większy, nie jest ani wyraźniejszy, ani bardziej zamazany.

A co z tej ochrony mam ja - Anonimowy Legalista?

Niewielki procent tego, do czego dostęp ma osoba nie zważająca na prawa chroniące własność intelektualną i kopiująca bity według własnych potrzeb i upodobań.

Dlaczego tak jest?

Ponieważ błędnym celem podmiotów, którym twórcy przekazali swoje prawa jest ograniczanie dostępu do twórczości, a nie jej upowszechnianie.

Kiedyś, kiedy w Polsce nie można było jeszcze nabyć legalnego oprogramowania, kupiłem za granicą narzędzia programistyczne, za pomocą których stworzyłem kilka całkiem zyskownych produktów. W międzyczasie międzynarodowe koncerny zadomowiły się w naszym kraju i pojawiła się możliwość uaktualnienia owych narzędzi. I co? I otrzymałem odpowiedź, że owszem, mogę zakupić nową wersję na bardzo dogodnych warunkach w ramach abolicji antypirackiej! Szczęka mi opadła!

Podobne podejście do polskiego rynku stosowała do niedawna firma Apple nie udostępniając swojego sklepu iTunes ze względu na szalejące u nas piractwo. A jak miało nie szaleć, skoro legalna furtka była zamknięta?

Moim zdaniem prędzej czy później dotychczasowy model ochrony własności intelektualnej legnie w gruzach i nie pomogą żadne ACTA, SOPA i PIPA. Jednak to nie obecne protesty "internautów" będą salwą, która obali skostniałe struktury. Rewolucji dokonają legiony twórców nowej generacji, którzy już budują swoje niezależne struktury dystrybucji dzieł w Internecie. Stanie się tak, kiedy odejdą podpory wielkich koncernów - Madonna, Rolling Stones czy U2, a nowe gwiazdy zrozumieją, że nie warto dokarmiać tabunów marketingowców i prawników.

I tego nam wszystkim życzę!

czwartek, 26 stycznia 2012
Gotowana żaba

Gotowana żaba
(photo by: jronaldlee)

To smutne, ale coraz więcej szanowanych i w swoim czasie uwielbianych firm dzieli los przysłowiowej żaby, która siedząc w coraz cieplejszej wodzie i nie zauważając wzrostu temperatury, ginie marnie we wrzątku. Oto kilka przykładów:

  • Kodak - firma-synonim fotografii kieszonkowej i wynalazca fotografii cyfrowej. Bankrutuje, pławiąc się w bajorku fotografii analogowej, której czas już dawno minął. A i kieszonkowe aparaty fotograficzne powoli odchodzą do lamusa zastępowane telefonami komórkowymi wyposażonymi w wystarczająco dobre rejestratory obrazów.
  • RIM - producent profesjonalnych telefonów komórkowych BlackBerry, wyposażonych w bezpieczny dostęp do poczty elektronicznej i Internetu. Ginie w nierównej walce z iPhone'ami i Androidami.
  • Nokia - największy światowy dostawca komórek, twórca pierwszego smartfonu (Nokia Communicator). Poczuwszy gorąc wokół siebie, próbuje jeszcze walczyć, zaprzedając duszę Microsoftowemu diabłu.
  • Poczta Polska - traci rynek na rzecz konkurencji, której opłaca się dolepiać do listów kawałki blachy lub dokładać zeszyty, żeby ominąć przepisy chroniące ledwo dyszącego dinozaura-monopolistę.

Wystarczy samozadowolenie i brak uwagi, żeby gotowana żaba zaczęła tracić zdrowy rozsądek i we wrzątku nie mogła skupić się na opracowaniu skutecznej strategii ratunkowej. A wtedy pozostaje jej tylko gwałtowne machanie kończynami i żałosny skrzek wieńczący dzieło samozagłady.

Pamiętaj!

Nic nie jest dane na zawsze.

Rozglądaj się i mierz temperaturę wody, w której zażywasz kąpieli po sukcesie!

Nie daj się ugotować!

poniedziałek, 23 stycznia 2012
Samolub swojego klienta

Army Mud
(photo by: The U.S. Army)

Jest wiele hipotez tłumaczących rynkowy tryumf Steve'a Jobsa - począwszy od naukowych rozważań uznanych profesorów i doktorów, a skończywszy na doszukiwaniu się wpływu faz Księżyca lub zjawisk nadprzyrodzonych. Skoro inni mogą, to i ja postanowiłem znaleźć dobre wytłumaczenie tego fenomenu. I udało mi się! Steve Jobs jest wzorcowym przykładem wymyślonego właśnie przeze mnie hasła:

Samolub swojego klienta!

Z różnych przekazów wiadomo, że Jobs nie był zbyt miłym gościem, więc trudno podejrzewać go o miłość do każdego klienta kupującego produkowane przez firmę Apple gadżety. Na pewno zależało mu na uwielbieniu dla tych urządzeń, ale nie zamierzał na siłę przypodobywać się ich przyszłym użytkownikom.

Steve Jobs był samolubem i nadawał jabłuszkowym komputerkom taką formę, która jemu najbardziej się podobała. A że nie można mu odmówić dobrego, minimalistycznego gustu, przywiązania do szczegółów i umiejętności znalezienia projektanta (Jonathan Ive), który potrafiłby ucieleśniać te idee, wyroby Apple zyskały kultowy status i odniosły bezprecedensowy sukces rynkowy.

Pamiętajmy, że Steve raczej nie robił tego wszystkiego dla kasy - miał jej wystarczająco dużo nawet wtedy, gdy wyrzucano go z Apple. Robił to dla własnej satysfakcji, dla zaspokojenia swoich twórczych ambicji - tak w zakresie eleganckiego meblowania świata, jak i zmieniania ludzkich postaw oraz reguł, jakimi rządzą się całe gałęzie biznesu.

Był najbardziej krytycznym z klientów Apple - setki projektów poszły do kosza, bo w jego oczach nie były perfekcyjne. I nie miało znaczenia, że ktoś napracował się nad stworzeniem całkiem niezłego prototypu i że włożył w to dzieło całe swoje serce. W innej firmie taki produkt przy dźwięku fanfar byłby wprowadzony na rynek, ale nie w Cupertino, gdzie nieraz przez lata wstrzymywano premiery urządzeń niespełniających wymagań Steve'a.

I w tym tkwi cała tajemnica - największy sukces odnoszą te firmy, których liderzy czują się jednocześnie swoimi własnymi klientami. Tworzą dla siebie, ale swoją osobą reprezentują zainteresowania i pragnienia większego kręgu odbiorców.

Trudno na przykład wyobrazić sobie, żeby podobny sukces odniosła:

  • firma produkująca karmę dla kotów kierowana przez kogoś, kto rzuca kapciami w bezpańskie koty;
  • firma zbrojeniowa kierowana przez kogoś, kto za wszelką cenę w młodości starał się uniknąć służby wojskowej lub przez zawodowego oficera, który przez cały okres służby marzył tylko o tym, żeby przy pierwszej nadarzającej się okazji czmychnąć na emeryturę;
  • firma sprzątająca kierowana przez notorycznego flejtucha i brudasa.

Prędzej czy później szydło wyjdzie z worka i spod maski dyplomatycznej uprzejmości zacznie wyzierać niechęć lub nawet pogarda dla obecnych i przyszłych klientów.

Tak więc zastanów się, jaki swój problem - ale taki, który jest też problemem większej liczby osób - jesteś w stanie kreatywnie rozwiązać i ruszaj do działania. Pamiętaj, że zasada "Samolub swojego klienta!" sprawdziła się już w wielu przypadkach i jest bardzo prawdopodobne, że i tobie pomoże ona osiągnąć sukces w biznesie!

czwartek, 19 stycznia 2012
Świat wybacza wiele

Gregor Schlierenzauer
(photo by: Ggranvik)

Świat wybacza wiele, ale nie wszystko.

Dlatego możesz i powinieneś ruszać do działania mimo, że nie wszystko zostało zapięte na ostatni guzik. W większości przypadków nie wystąpią okoliczności, które pokrzyżują twoje plany.

Ale czym innym jest niezapięty ostatni guzik, a czym innym rozchełstana, brudna koszula.

Czym innym jest świadome zaniechanie przygotowań dotyczących mało istotnego lub mało prawdopodobnego elementu projektu, a czym innym totalne olanie potrzeby przygotowania się do realizacji przedsięwzięcia.

Nie spotkałem jeszcze człowieka czynu, którego nie mierziłaby potrzeba wykonywania zabezpieczających czynności wstępnych przed przystąpieniem do działania. Są oczywiście tacy, którzy poprzestają na niekończącym się opracowywaniu planów awaryjnych i rozpatrywaniu najczarnieszych scenariuszy, ale nie o nich tu mówimy.

Problem z przygotowaniem polega na tym, że w dużej mierze jest to proces bezproduktywny - wykonujesz szereg czynności, które zapewne okażą się niepotrzebne. Tyle, że nie wiadomo, które z nich - okaże się to dopiero po fakcie. Musisz więc pogodzić się z tym, że przygotowanie to zawracanie głowy, ale zawracanie głowy, które zwiększa prawdopodobieństwo uniknięcia katastrofy - takiej, jakiej doświadczył Gregor Schlierenzauer podczas ostatniego konkursu lotów narciarskich, kiedy to - zapinając z niedostateczną uwagą kombinezon - uszkodził zamek i został zdyskwalifikowany. A trzeba było spokojnie, profesjonalnie zrobić to, co należy, a nie pajacować przed kamerą.

Pamiętaj więc - świat wybacza wiele, ale jeszcze więcej tym, którzy należycie się przygotują.

poniedziałek, 16 stycznia 2012
Prawdziwe niebezpieczeństwa

Atak psa
(photo by: insane photoholic)

Prawdziwe niebezpieczeństwa to te, o których nie masz zielonego pojęcia.

Bo znane zagrożenie daje ci możliwość przeciwdziałania:

  • Jeśli wiesz, że za zaułkiem czai się zbir, możesz wybrać inną drogę, albo przygotować się na odparcie jego ataku.
  • Jeśli wiesz, że inna firma pracuje nad urządzeniem, które zagrozi twoim wyrobom, możesz odpowiednio zmodyfikować swoją strategię marketingową i uprzedzić jego zamiary.
  • Jeśli wiesz, że ktoś, kogo uważasz za sojusznika, knuje za twoimi plecami, możesz zmienić zasady gry i uchronić się przed zdradzieckim strzałem w plecy.

Jeśli zaś nie dysponujesz taką wiedzą, jesteś jak dziecię we mgle - bezbronny i podatny na ciosy.

Dlatego jedną z najważniejszych rzeczy w życiu jest ciągłe prowadzenie rozpoznania - zbieranie informacji i wyciąganie z nich wniosków. W ten sposób budujesz wiedzę oraz intuicję pozwalającą ci coraz trafniej uzupełniać luki w tej wiedzy. Zaglądasz za fasadę pozorów i zaczynasz wyraźniej dostrzegać wcześniej nieznane zagrożenia.

Ale nie przerażaj się ich mnogością. One tam były także wtedy, gdy nie zdawałeś sobie sprawy z ich istnienia. Teraz po prostu możesz sprać im pyski zanim wyszczerzą kły!

poniedziałek, 09 stycznia 2012
Sztuka skutecznej zemsty

Dog And Baby
(photo by: zipckr)

Nie jesteśmy idealni. Otaczający nas ludzie też nie. Niektórzy z nich tak zaleźli nam za skórę, że naszym największym pragnieniem jest odpłacenie im z nawiązką. Chcemy zemsty do kwadratu!

Zaczynamy więc knuć, kopać doły, krzyżować im plany i siać wrogą propagandę. W zapamiętaniu zaniedbujemy własne sprawy i wspólnie z naszym wrogiem staczamy się w przepaść.

Tymczasem droga do najskuteczniejszej zemsty nie prowadzi przez nieszczęście, lecz przez szczęście.

Chuck Palahniuk, - autor powieści "Fight Club" i "Survivor" powiedział kiedyś (parafrazując hiszpańską mądrość ludową):

"Szczęście jest najlepszą formą zemsty. Nic tak nie wkurza ludzi, jak obserwowanie czyjegoś cholernie dobrego życia."

Skup się zatem na swoich sprawach, uczyń swój świat barwnym i ekscytującym - wtedy popaprańcom, którzy zrobili ci kiedyś krzywdę, pęknie żyłka ze złości. Ot, co!

czwartek, 05 stycznia 2012
Pompujesz?

Pompa
(photo by: DWRose)

Co robisz, kiedy stoisz przy ręcznej pompie i chcesz napić się wody?

  • Pompujesz?
  • Czy raczej mówisz pompie, że zaczniesz machać ręką dopiero wtedy, gdy podstawiony przez ciebie kubek wypełni się już wodą?

Stanowczo zbyt wiele osób stosuje w życiu to drugie podejście.

Mówią:

  • Jeśli zapłacisz mi więcej, to pokażę ci na co mnie stać.
  • Jeśli docenisz, że pojawiłem się w szkole, to rozważę potrzebę odrobienia pracy domowej.
  • Jeśli przyniesiesz mi odkurzacz, to posprzątam w swoim pokoju.

A ty?

Zastanów się - może też oczekujesz nagrody, zanim na nią zasłużysz?

Może też pomstujesz na pompę, z której woda nie chce sama wylecieć?

środa, 04 stycznia 2012
Kalendarz Marcina 2012

Po raz drugi mój czytelnik Marcin przygotował dla nas noworoczny prezent:
KALENDARZ_OSIAGNIEC_2012.PDF

Prezent ten znakomicie koresponduje z moim wpisem 366 kratek motywując do pozytywnego wykorzystania każdego z 366 dni, które kalendarz dał nam do dyspozycji w tym roku.

A zatem z przyjemnością powtarzam: bierzcie i się radujcie, a Marcinowi dziękujcie.

Archiwum

Napisz do mnie na adres:

adres zwrotny autora


Creative Commons License

Ten utwór jest dostępny na
licencji Creative Commons
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne
.