Pozostań przy zdrowych zmysłach i zachowaj życiową równowagę.
Kategorie: Wszystkie | a-propos | bwnd | gtd | hugething | kindle | lektury | raptularz | sos | sport | teraz | ztd | zzz
RSS
środa, 29 lutego 2012
Zapytałbym...

"Zapytałbym, co jest grane i bym się dowiedział, ale po co mi to wiedzieć..." - Robbie Stewart (ojciec Miley Stewart) w jednym z odcinków serialu "Hannah Montana"

poniedziałek, 27 lutego 2012
PO zebraniu, a nie PODCZAS

Boring Meeting
(photo by: pawrsccouk)

Na temat zebrań biznesowych, narad, nasiadówek, posiedzeń i komitetów można pisać bez końca. O ich bezproduktywności i stratach czasu, jakie powodują. Jest ich zbyt wiele, zwołuje się je zbyt często, a ich rezultaty są przeważnie - mówiąc delikatnie - niemierzalne.

Dlatego, tak wielkie znaczenie mają:

  • umiejętność sprawnego komunikowania się za pomocą poczty elektronicznej, o czym już nieraz pisałem (na przykład we wpisie Dualizm komunikacyjny);
  • umiejętność i odwaga samodzielnego podejmowania decyzji poza zebraniami, o czym traktuje darmowa książka "Przeczytaj to przed następnym zebraniem: Standard Nowoczesnych Zebrań narzędziem sukcesu twojej organizacji" (opisana przeze mnie we wpisie Przeczytaj to przed następnym zebraniem);
  • umiejętność należytego przygotowania i poprowadzenia zebrania, o czym też już nieraz pisałem (na przykład we wpisach Produktywne spotkania – 9 wskazówek i Skuteczne zebrania).

Wszyscy eksperci podkreślają, że przygotowanie i rozesłanie programu zebrania jest warunkiem koniecznym jego skuteczności. Nie stanowi gwarancji, ale dowodzi, że choć jedna osoba zastanowiła się, czemu ma być poświęcony wspólnie spędzony czas.

Dziś mam dla ciebie jedną, niezwykle istotną radę dotyczącą zawartości programu zebrania:

Punkty programu zebrania powinny dotyczyć tego, co stanie się PO zebraniu, a nie PODCZAS zebrania.

Powtarzam:

Punkty programu zebrania powinny dotyczyć tego, co stanie się PO zebraniu, a nie PODCZAS zebrania.

Na przykład:

  • TAK: "Podjęcie decyzji w sprawie uruchomienia Projektu X."
  • NIE: "Omówienie sprawy uruchomienia Projektu X."

Albo:

  • TAK: "Wybór lokalizacji nowego zakładu produkcyjnego."
  • NIE: "Dyskusja na temat lokalizacji nowego zakładu produkcyjnego."

Dostrzegasz różnicę?

Po zebraniu uczestnicy powinni wiedzieć, co robić, a nie - co robili!

poniedziałek, 20 lutego 2012
Jak uniknąć nokautu podczas rozmowy rekrutacyjnej?

Nokaut
(photo by: Official U.S. Navy Imagery)

Niezwykle rzadko zdarza się, że jesteś jedynym kandydatem do zatrudnienia na oferowanym przez daną firmę stanowisku. Nie dziw się zatem, że głównym zadaniem gospodarza rozmowy jest znalezienie argumentu, który zdyskwalifikuje cię w wyścigu do posady. Uważasz, że to nieludzkie? W pewnym sensie tak, ale pamiętaj, że nadrzędnym celem spotkania jest sprawne obsadzenie wakatu, a nie - godny komedii romantycznej - happy end dla każdego.

Jeśli twoja wiedza lub postawa zaczynają budzić wątpliwości, obowiązkiem menedżera prowadzącego rekrutację jest wyprowadzenie rozstrzygającego ciosu - czyli zadanie bardzo trudnego pytania. Wyciąganie do ciebie pomocnej ręki to w tym momencie czysta strata czasu. Bardzo trudne pytanie pozwala wydobyć twoje - być może ukryte dotąd - ponadprzeciętne kwalifikacje lub za pomocą nokautu natychmiast zakończyć pojedynek.

Pamiętaj, że zatrudnienie niewłaściwej osoby gwarantuje pracodawcy kilka miesięcy złudzeń, polegających na wybaczaniu ewidentnych potknięć nowicjusza na danym stanowisku, a potem wiele miesięcy bólu i cierpienia - wynikających z tego, że nowicjusz przestał być już nowicjuszem, ale nadal ma skłonność do potykania się i obarcza za to winą wszystkich, tylko nie siebie.

Co zatem możesz zrobić, żeby nie dopuścić do nokautu podczas rekrutacji?

Okazuje się, że metoda jest stosunkowo prosta i składa się z trzech elementów:

  1. Przygotuj się. Wyślij swoje CV tylko tam, gdzie naprawdę chcesz pracować. Pamiętaj, że w tym przypadku ilość nie przechodzi w jakość i nie warto słać zgłoszeń byle gdzie.
  2. Przygotuj się. Spisz sytuacje, które w przeszłości wymagały od ciebie samodzielnego rozwiązywania problemów, podejmowania decyzji i skutecznego działania. Takie historie fascynują dobrych pracodawców najbardziej.
  3. Przygotuj się. Zbierz informacje o swoim przyszłym miejscu pracy - o obszarze działalności, strukturze, sukcesach i problemach oraz pomyśl, jaki mógłby być twój wkład w realizację zadań stojących przed tą organizacją.

99% kandydatów nie rusza nawet małym palcem, żeby dowiedzieć się, co robi firma, do której wysyłają swoje standardowe CV, a potem - szczęśliwym trafem - idą na rozmowę kwalifikacyjną. A przemyślenie odpowiedzi na pytanie "Dlaczego to właśnie mnie ten pracodawca powinien zatrudnić?" to już kosmos wykraczający poza orbitę przeciętności tak daleko, że obszary te nie zostały jeszcze spenetrowane nawet przez najnowocześniejsze radioteleskopy.

A wystarczy tylko pół godziny, internet i jedna kartka z notatkami.

Przygotuj się, a wyjdziesz zwycięsko ze swojej następnej rozmowy rekrutacyjnej, bo nikt nawet nie pomyśli o tym, żeby cię nokautować!

A jeśli nawet spróbuje, to twoja garda będzie znajdowała się na wysokości zapewniającej skuteczne zatrzymanie ciosu.

czwartek, 16 lutego 2012
Recepta na zespół

Prescription
(photo by: p.Gordon)

Miałem ostatnio przyjemność odbyć niezwykle pouczającą rozmowę z lekarzem - ordynatorem oddziału szpitalnego - powiedzmy, że nazywał się on doktor Hałzowski z racji jego kompetencji merytorycznych, które wzbudziły moje szczere uznanie.

Zdarzyło mi się odebrać z owego szpitala pacjenta i odwieźć go do domu (podróż samochodem trwała godzinę). Gdy w pobliskiej aptece usiłowałem zrealizować wystawioną przez szpitalnego lekarza receptę - powiedzmy, że nazywał się on doktor Abacki - okazało się, że zawiera ona istotną nieprawidłowość. Po potwierdzeniu tej informacji w innej aptece wróciłem do szpitala - kolejna godzina jazdy samochodem. Ponieważ południe już minęło, doktor Abacki oddalił się tymczasem z miejsca pracy na zasłużony odpoczynek. Na szczęście udało mi się uzyskać dostęp do ordynatora Hałzowskiego i zamienić z nim kilka słów:

- Dzień dobry, panie ordynatorze. Pan doktor Abacki wystawiając tę receptę popełnił niewielki błąd, który nie pozwala jej zrealizować. Czy mógłby Pan pomóc w tej sprawie?

- Jaki błąd?

- Przepisy mówią, że ten lek musi być wypisywany na oddzielnej recepcie.

- A, rzeczywiście. Ale ja nie będę wystawiał recept za swoich lekarzy. Mam inne zajęcia. Jeśli go nie ma, to może pan poczekać do jutra. Albo może Pan spytać doktor Babacką, która jest jeszcze na oddziale, czy zgodzi się wystawić panu poprawną receptę.

- Ja rozumiem, panie ordynatorze, że ma pan inne zadania, ale to chyba jest oddział szpitalny, a nie prywatna praktyka pana doktora Abackiego?

- Jeśli tak, to może pan iść ze skargą do dyrekcji. Albo zaczekać na doktor Babacką - może zgodzi się wystawić panu receptę. Albo czekać do jutra na doktora Abackiego.

Tu ordynator Hałzowski zdecydowanym zwrotem w tył zakończył negocjacje pozostawiając mnie z trzema opcjami do wyboru.

Na szczęście pani doktor Babacka okazała się uczynną, czarującą lekarką i bez problemu wystawiła nową, prawidłową receptę, za co jestem jej bardzo wdzięczny.

Nie w tym jednak tkwi istota tego wpisu. Ogólniejsze pytanie brzmi:

Jak kierownik zespołu powinien zareagować na bezdyskusyjną reklamację dotyczącą pracy jednego z jego podwładnych?

Moim zdaniem jedynym wyjściem z tej sytuacji jest przedstawienie klientowi bezwarunkowej ścieżki naprawienia błędu - szczególnie w przypadkach oczywistych. Uzależnianie losu sprawy od woli innego podwładnego jest rozbijaniem atomu - pracownicy-elektrony przestają być związani z zespołem poczuciem wspólnej odpowiedzialności za wykonywaną pracę.

A jak ta kwestia wygląda w twojej firmie?

czwartek, 09 lutego 2012
Plusy dodatnie

Plus Minus
(photo by: cogdogblog)

Istnieją dwa podejścia do ulepszania różnych spraw:

  1. Dodawanie plusów. Podejście to polega na powiększaniu lub wprowadzaniu pozytywnych aspektów danej sprawy, dzięki czemu negatywy stają się tylko nieistotnym, łatwym do zagłuszenia szumem.
  2. Ujmowanie minusów. Podejście to polega na redukcji lub usuwaniu negatywnych aspektów danej sprawy, przez co pozytywy zaczynają przebijać się na pierwszy plan.

Są oczywiście podejścia mieszane, ale zawsze szala przechyla się w jedną lub drugą stronę.

Jestem zdecydowanym zwolennikiem dodawania plusów, bowiem uważam, że skupianie się na zapraszaniu do swojego życia rzeczy miłych i pożytecznych znacznie bardziej motywuje do wprowadzania zmian i ich utrwalania niż poświęcanie czasu i uwagi na eliminację tego, co wstydliwe i dołujące.

Oto przykłady mojego podejścia:

  • Stosuję dietę polegającą na jedzeniu smacznych potraw, które powszechnie uznawane są za zdrowe - nie skupiam się na eliminowaniu tego, co niezdrowe.
  • Pracując zanurzam się całkowicie w bieżącym zadaniu - nie skupiam się na usuwaniu ze swojego otoczenia tego, co potencjalnie mogłoby mnie rozproszyć.
  • Prowadząc samochód staram się jechać zdecydowanie, ale spokojnie i przewidywalnie - nie skupiam się na drobnych błędach pozostałych kierowców lub niewłaściwym oznakowaniu drogi.

W innych dziedzinach liczę na twoją własną kreatywność - zamiast myśleć o ujmowaniu minusów skup się na dodawaniu plusów!

poniedziałek, 06 lutego 2012
Lajk albo laik? Oto jest pytanie!

Facebook Like
(photo by: Sean MacEntee)

W przypływie szczerości lub rozpaczy, w związku z niegasnącymi protestami przeciwko podpisaniu umowy ACTA, premier Donald Tusk powiedział w piątek, 3 lutego 2012 roku:

– Zabrakło raczej wyobraźni i pewnego typu wrażliwości, ale o tym już mówiłem, powołując się także na nasze XX-wieczne przyzwyczajenia w niektórych działaniach.

– Ja, może z racji daty urodzenia, podchodziłem do tej kwestii za bardzo XX-wiecznie. (...) Musimy to nadrobić.

Prezes Rady Ministrów zapowiedział też, że:

  • rząd ma zamiar przejrzeć wszystkie ustawy dotyczące praw autorskich, pośrednio w ogóle dotyczące wolności w internecie, dostępu do informacji, by zmieniać je w kierunku „wolnościowym, proobywatelskim”;
  • osobiście spotka się z internautami podczas otwartego spotkania. Debata będzie transmitowana przez internet i za pomocą mediów tradycyjnych. Spotkanie z internautami ma rozpocząć się o godzinie 14.00. Szczegółowe informacje mają zostać podane na stronie internetowej Kancelarii Premiera.

I tu leży pies pogrzebany!

Proszę każdego, kto mógłby podsunąć niniejszy tekst Donaldowi Tuskowi lub Michałowi Boniemu, żeby to niezwłocznie zrobił.

Tak, jak nie wypada śpiewać "100 lat" na stypie, tak nie wypada proponować użytkownikom Internetu spotkania w realu. Dlaczego mają gdzieś chodzić o 14:00? W czasach powszechnego dostępu do wszechświatowej sieci? Należy wejść do ich świata - nie na chwilę, raz na cztery lata, podczas kampanii wyborczej, ale na stałe. Być tam i toczyć aktywną, ciągłą i szczerą debatę na wszystkie tematy za pomocą modnych w danym momencie portali społecznościowych. Ignorować i tępić chamstwo, ale nie lekceważyć tych, którzy mają coś istotnego do powiedzenia.

Nie wypada też zapowiadać przejrzenia ustaw przez rządowych ekspertów. Należy opublikować te dokumenty ze stosownymi objaśnieniami i uważnie przeanalizować, co ludzie o nich sądzą. Oczywiście będzie to wymagało sporo pracy i odsączenia wielu głupstw, które pojawią się w komentarzach, ale to jest podejście, którego oczekuje młode pokolenie składające się z mieszkańców nowej fejsowo-guglowo-tłiterowej krainy.

Dlaczego?

Dlatego, że nowa, nieznająca świata bez internetu i Wikipedii generacja oczekuje otwartości i szacunku. W wielu dziedzinach mają wiedzę nie gorszą niż "rządowi eksperci" i wkurza ich takie traktowanie. Poza tym nie rozumieją, dlaczego dyskusja o większości spraw musi odbywać się za zamkniętymi, ministerialnymi drzwiami w czasach, gdy oni na bieżąco ogłaszają światu, gdzie są, co właśnie zjedli i wypili, z kim się przespali i co myślą o różnych sprawach.

W tym wszystkim nie chodzi o samą umowę ACTA, ale o to, że:

Rządzący siedzą na coraz bezludniejszej wyspie, z której odpływają internetem kolejne zastępy rządzonych.

Jedynym sposobem dołączenia do nich jest zerwanie kurtyny obrzędowej urzędowości.

Nadchodzą czasy rządów, których członków da się lajkować - na przykład dlatego, że nie są internetowymi laikami!

Archiwum

Napisz do mnie na adres:

adres zwrotny autora


Creative Commons License

Ten utwór jest dostępny na
licencji Creative Commons
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne
.