Pozostań przy zdrowych zmysłach i zachowaj życiową równowagę.
Kategorie: Wszystkie | a-propos | bwnd | gtd | hugething | kindle | lektury | raptularz | sos | sport | teraz | ztd | zzz
RSS
piątek, 30 kwietnia 2010
Historia cywilizacji

Caveman
(photo by: Lord Jim)

Oto historia cywilizacji w dwóch dowcipach.

Pierwszy dowcip, jaki kiedykolwiek opowiedziano, brzmiał tak:

  • Jaskiniowiec 1: "Ugh!!"
  • Jaskiniowiec 2: "Arrgh!!"
  • Jaskiniowiec 1: "Ugh!!"
  • Jaskiniowiec 1 i 2: "Hahahahahahaha!"

Natomiast dowcip ostatni:

  • Wenn ist das Nunstruck git und Slotermeyer?
  • Ja!...
  • Beiherhund das Oder die Flipperwaldt gersput!
środa, 28 kwietnia 2010
Najlepsze zabezpieczenie

Feeling safe
(photo by: gerriet)

Jak wiele czasu i wysiłku w ramach każdego przedsięwzięcia inwestujesz w:

  • przygotowywanie wymówek;
  • tworzenie zabezpieczeń "na wypadek";
  • szukanie podstaw do zaprzeczenia, że "posiadałeś jakąkolwiek wiedzę na temat";
  • chronienie swojego tyłka na wypadek, gdyby "coś poszło nie tak, jak trzeba"?

W pewnym momencie wysiłek ten będzie tak wielki, że twoja praca nie wyda żadnego owocu.

I to będzie najlepszym zabezpieczeniem przed jakąkolwiek krytyką i porażką.

Tylko... Czy o to, tak naprawdę, ci chodzi?

Na podstawie Deniability.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010
Emerytura Pawlaka

Piramida
(photo by: fdecomite)

Waldemar Pawlak wpadł w zeszłym tygodniu do saloniku, w którym zgodnie zasiadało emerytalne towarzystwo wzajemnej adoracji i - za przeproszeniem - puścił bąka. Zaproponował bowiem ultralibaralny, minimalistyczny system ubezpieczeń emerytalnych polegający na tym, że każdy zatrudniony, niezależnie od zarobków, płaci składkę 120 złotych miesięcznie, a po przejściu na emeryturę otrzymuje 1200 złotych miesięcznie (kwotę wystarczającą do godnego przeżycia) - także niezależnie od dawnych zarobków. Dodatkowo, na własną rękę mógłby oszczędzać w bankach i funduszach, jednak państwo nie miałoby nic do tego. Podobno tego typu mechanizm z powodzeniem działa w Kanadzie i Szwecji.

Zastanówmy się najpierw, czy od strony matematycznej zaproponowany przez Waldemara Pawlaka system miałby szansę działać. Przyjmijmy, że:

  • młody człowiek po studiach zaczyna pracę nie później niż w wieku 25 lat;
  • prawo do emerytury nabywa się po osiągnięciu 65 roku życia;
  • średnia długość życia wynosi 75 lat;
  • zbierane pieniądze są inwestowane i osiągają roczną stopę zwrotu 5% ponad inflację.

Zatem przyszły emeryt przez 40 lat będzie wpłacał po 120 złotych miesięcznie (1440 złotych rocznie) i powinien zgromadzić tyle środków, żeby potem przez średnio 10 lat otrzymywać po 1200 złotych miesięcznie (czyli 14400 złotych rocznie). Oto wyliczenie (dla uproszczenia zakładam kapitalizację odsetek na koniec roku i zaokrąglam wyniki do pełnych złotych):

  • 26 rok życia - na koncie 1440 złotych (wpłacone w pierwszym roku);
  • 27 rok życia - na koncie 1440*1.05 złotych (wpłacone w pierwszym roku z odsetkami) + 1440 złotych (wpłacone w drugim roku) = 1512 + 1440 = 2952 złotych;
  • 28 rok życia - na koncie 2952*1.05 złotych + 1440 złotych = 3100 + 1440 = 4540 złotych;
  • 29 rok życia - na koncie 4540*1.05 złotych + 1440 złotych = 4767 + 1440 = 6207 złotych;
  • 30 rok życia - na koncie 6207*1.05 złotych + 1440 złotych = 6517 + 1440 = 7957 złotych;
  • 35 rok życia - na koncie 18113 złotych;
  • 40 rok życia - na koncie 31074 złotych;
  • 45 rok życia - na koncie 47617 złotych;
  • 50 rok życia - na koncie 68730 złotych;
  • 55 rok życia - na koncie 95675 złotych;
  • 60 rok życia - na koncie 130066 złotych;
  • 65 rok życia - na koncie 173956 złotych;
  • 66 rok życia - na koncie (173956 - 14400) * 1,05 złotych (pierwszy rok wypłaty, odsetki od reszty) = 159556 + 1,05 = 167534;
  • 70 rok życia - na koncie 138471 złotych;
  • 75 rok życia - na koncie 93181 złotych;
  • 80 rok życia - na koncie 35378 złotych;
  • 82 rok życia - na koncie 8008 złotych;

Jak widać, przy założonych parametrach i bardzo konserwatywnym podejściu do naliczania odsetek, system się domyka. Można sprawdzić, że dzieje się tak nawet przy rocznej stopie zwrotu 4% ponad inflację. A przecież system będą zasilać także ci, którzy zaczynają pracę przed 25 rokiem życia!

No ale emerytalne towarzystwo wzajemnej adoracji wie lepiej - oto kilka cytatów z pierwszej strony piątkowej (2010-04-23) Gazety Wyborczej okraszonych moimi komentarzami:

- To nieodpowiedzialne słowa, głupota - mówi Jeremi Mordasewicz, członek rady nadzorczej ZUS. - Nikt nie robi referendów w sprawie wysokości podatków, składek, opłat. Każdy powie, że mają być jak najmniejsze.

Punkt siedzenia wyznacza punkt widzenia pana członka rady nadzorczej ZUS. Jednak z tym referendum nie mogę mu odmówić racji - nie warto tracić pieniędzy - należy bez zbędnych pytań, odważnie wprowadzić nowy system.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek z PKPP Lewiatan, członkini Rady Gospodarczej przy premierze, uważa, że system kanadyjski nie ma u nas szans. Bo rodacy nie umieją inwestować i nie mają nawyku odkładania pieniędzy na przyszłość.

Bo to, proszę pani, w ogóle jest głupie i przypadkowe społeczeństwo w tej Polsce...

Wiktor Wojciechowski, ekonomista fundacji FOR, mówi, że gdyby obniżono składkę emerytalną do 100 zł miesięcznie dla mężczyzny zarabiającego średnią krajową, to po 40 latach pracy zgromadzone składki wystarczyłyby na wypłatę 265 zł brutto emerytury! To ponad 400 zł mniej, niż wynosi obecnie gwarantowana ustawowo emerytura minimalna (706 zł).

Ja na miejscu ekonomisty fundacji FOR powiedziałbym mocniej: "Te marne 120 złotych od łebka przecież nie wystarczą na utrzymanie ZUS-u, a co dopiero na wypłatę emerytur!" A może właśnie chodzi o to, żeby już nie utrzymywać ZUS-u?

- Aby dostawać 1200 zł, mężczyzna musiałby pracować przez 60-70 lat. A kto będzie tyle pracował? - pyta Mordasewicz. - To wprowadzanie opinii publicznej w błąd, często politycy mówią o czymś, na czym się nie znają.

Okazuje się, że nie tylko politycy "mówią o czymś, na czym się nie znają."

Podsumowując - zastanówcie się drodzy czytelnicy, co według was ma sens, a co nie. Ja w każdym razie nie liczę na żadne pieniądze z ZUS-u i każdemu radzę przyjęcie podobnego założenia. A jeśli coś kiedyś skapnie, to jeszcze lepiej, nieprawdaż?

czwartek, 22 kwietnia 2010
BMW TesTeqa

BMW
(photo by: The Aga)

Zachęcony przez jednego z komentatorów chciałbym dziś zaprezentować BMW TesTeqa czyli mój Blogowy Minimalistyczny Warsztat twórczy. Inaczej mówiąc skromny zestaw narzędzi, dzięki którym powstają wpisy zamieszczane w BIZNESIE BEZ STRESU.

Na początku mojej blogowej kariery korzystałem z edytora Microsoft Word, a plik zawierający wszystkie teksty nosiłem ze sobą na karcie pamięci SD. Na szczęście codziennie tworzyłem kopie zapasowe, więc nie poniosłem żadnych strat, kiedy okazało się, że karty pamięci mają czasami... słabą pamięć.

Ponad rok temu całkowicie zmieniłem wyposażenie warsztatu i przeniosłem go w obłoki.

Może to dziwne, ale centralnym narzędziem mojego BMW uczyniłem konto pocztowe GMail. Każdy pomysł na wpis, szkic wpisu i gotowy wpis przechowuję w postaci "wersji roboczej" listu do nikogo. Rozwiązanie to ma następujące zalety:

  1. Mogę łatwo gromadzić pomysły na wpisy logując się na to konto lub wysyłając list z innego konta.
  2. Mogę łatwo przeszukiwać wpisy korzystając z mechanizmów GMail.
  3. Mogę łatwo pisać i korygować teksty oraz sprawdzać ich poprawność za pomocą podstawowego słownika ortograficznego udostępnianego przez Google oraz za pomocą słowników wbudowanych w nowoczesne przeglądarki internetowe.

Wpisy formatuję ręcznie za pomocą znaczników html, dzięki czemu całkowicie panuję nad wyglądem każdej notki.

W tym roku zacząłem okraszać swoje teksty odpowiednimi ilustracjami. Czasami są to obrazki mojego autorstwa, ale znacznie częściej korzystam z olbrzymich zasobów serwisu Flickr. Wybieram te fotografie, które są opublikowane na licencji Creative Commons - uznanie autorstwa. W tym miejscu ujawnia się dodatkowa zaleta GMaila - wybrane ilustracje mogę załączać do przygotowywanych wpisów jako... załączniki.

Gdy tekst jest gotowy do publikacji, kopiuję jego treść do bloxa, umieszczam towarzyszącą mu ilustrację w zasobach blogu i publikuję zgodnie z przyjętym harmonogramem. W GMailu oznaczam przeniesiony do bloxa wpis etykietą biz-blox-done.

I to wszystko. Oprócz błękitnego nieba. :-)

środa, 21 kwietnia 2010
Komu twój jeden procent?

Old woman
(photo by: Eggybird)

Mam szczęście być w gronie tych osób, które nie mają moralnego prawa narzekać na swój los. Co roku moje zeznanie podatkowe określa znaczącą kwotę, którą jestem zobowiązany wpłacić na konto urzędu skarbowego, jednak od pewnego czasu mam prawo wskazać, na jaką organizację pożytku publicznego ma zostać przekazany jeden procent mojej daniny. Ten jeden procent nie jest już tak pokaźny, ale - jak mówi przysłowie - ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka. Spotykam się czasem z pytaniem, na co przeznaczyć ten jeden procent swojego podatku. Oto moja odpowiedź:

Rozejrzyj się wokoło.

Poszukaj wokół siebie ludzi, którzy ujęli w organizacyjne ramy swoją potrzebę niesienia pomocy innym. Rozejrzyj się po sąsiedztwie, popytaj rodzinę, popatrz uważnie, co znajduje się w domach, które mijasz idąc lub jadąc do pracy. A potem, gdy zauważysz jakąś organizację pożytku publicznego, wstąp do niej, spotkaj się z pracującymi tam ludźmi, poczuj, czy ich zaangażowanie jest autentyczne i czy identyfikujesz się z realizowanymi przez nich celami. Jeśli tak - to nie będziesz miał już dylematu, na co przeznaczyć swój jeden procent. W przeciwnym przypadku - szukaj dalej.

Oczywiście moja odpowiedź nie dotyczy tego, co zrobisz ze swoimi pieniędzmi w tym roku. Zostało zbyt mało czasu na takie "śledztwo". Masz zatem rok na zapoznanie się z tym, co dobrego dzieje się wokół ciebie - tuż za rogiem lub po przeciwnej stronie ulicy i - być może - zaangażowanie się w tę działalność.

Warto zapuścić nieco korzeni w miejscu, w którym mieszkasz, a nie tylko traktować je jak hotelowy pokój na godziny.

Warto poznać ludzi, którym nie jest wszystko jedno i którym możemy pomóc.

poniedziałek, 19 kwietnia 2010
To wystarczy

Water and rocks
(photo by: Christian Revival Network)

  • Nie możesz zmienić całego swojego życia - możesz tylko zmienić to, co zrobisz za chwilę.
  • Nie możesz zmienić charakteru swojego związku z ukochaną osobą - możesz tylko zmienić swoje zachowanie podczas najbliższej rozmowy.
  • Nie możesz zmienić swojej pracy - możesz tylko zmienić swoje następne zadanie.
  • Nie możesz zmienić składu swojego ciała - możesz tylko wybrać inny najbliższy posiłek.
  • Nie możesz zmienić swojej kondycji - możesz tylko zacząć się ruszać.
  • Nie możesz usunąć wszystkich zbędnych rzeczy ze swojego życia - możesz tylko pozbyć się jednej z nich, właśnie teraz.
  • Nie możesz od ręki spłacić wszystkich kredytów, które zaciągnąłeś - możesz tylko dokonać wpłaty kolejnej raty lub powstrzymać się od kupienia jeszcze jednej niepotrzebnej rzeczy.
  • Nie możesz zmienić przeszłości lub określić przyszłości - możesz tylko zdecydować, czym zajmiesz się w tej chwili.
  • Nie możesz zmienić wszystkiego - możesz tylko zmienić jedną, małą rzecz.

I to wystarczy...

Na podstawie the only thing you can change.

środa, 14 kwietnia 2010
Bezpieczeństwo kosztuje

Air Force One
(photo by: WI Guard Pics)

Bezpieczeństwo kosztuje. Przede wszystkim w sensie materialnym. Słuszny postulat, żeby najważniejsze osoby w państwie nie podróżowały razem jednym samolotem przekłada się bezpośrednio na brzęczące złotówki, które każdy podatnik musi wysupłać z kieszeni. A stąd już niedaleka droga do populistycznych haseł, które ma w zanadrzu każda opozycja, że władza wozi swoje tyłki w luksusowych, przestronnych kabinach samolotów, kiedy my musimy tłoczyć się w przepełnionych autobusach. I tak mija rok za rokiem i budzimy się z ręką w nocniku, gdy coś spadnie albo wydarzy się inne nieszczęście.

I nie ma co gadać po próżnicy o procedurach, o tym, że Prezydent nie może z Premierem, a generał z generałem, kiedy zawsze znajdą się tacy, którzy skrupulatnie rozliczą użycie o jednego samolotu za dużo.

Po wypadku polskiego prezydenckiego samolotu w amerykańskiej prasie pojawiły się pełne niedowierzania komentarze dotyczące braku lub nieprzestrzegania procedur dotyczących wspólnych podróży wysokich urzędników państwowych. Tyle, że w Stanach Zjednoczonych:

  • Prezydent ma do dyspozycji dwa samoloty Boeing VC-25 (zmodyfikowana wersja Jumbo Jeta Boeing 747-200B), z których każdy kosztował 325 milionów dolarów i których roczne utrzymanie pożera podobną sumę. Zakupy produktów żywnościowych na potrzeby Air Force One odbywają się incognito, w losowo wybranych sklepach, żeby zmniejszyć ryzyko zatrucia (How Air Force One Works). Przed samolotem prezydenckim do celu podróży dociera inny samolot - towarowy C141 Starlifter, którego zadaniem jest dostarczenie na miejsce opancerzonych samochodów wchodzących w skład kolumny prezydenckiej.
  • Wiceprezydent ma do dyspozycji jeden z czterech Boeingów C-32A (zmodyfikowana wersja Boeinga 757-200), z których każdy kosztował 65 milionów dolarów.

Oprócz kosztów materialnych, bezpieczeństwo wymaga także wysiłku, dyscypliny i czasu. To nie przypadek, że mimo wyposażenia każdego samochodu w pasy wciąż wiele osób ginie w wypadkach lub odnosi ciężkie obrażenia z powodu ich niezapięcia. To nie przypadek, że zdarza się tak wiele wypadków z powodu rozwinięcia nadmiernej prędkości - brak czasu skłania kierowców do podejmowania nieuzasadnionego ryzyka.

Reasumując - uważam, że wypadek pod Smoleńskiem powinien z jednej strony być impulsem do odpowiedniego ponadpartyjnego zadbania o bezpieczeństwo osób, które sami wybraliśmy na najwyższe urzędy w państwie, a z drugiej strony skłonić każdego z nas do refleksji, czy ryzyko, które podejmujemy na co dzień jest naprawdę uzasadnione, czy przybycie do celu podróży kilkanaście minut wcześniej jest ważniejsze od naszego życia i zdrowia.

wtorek, 13 kwietnia 2010
Szczęście

Happiness
(photo by: AMagill)

Usłyszałem ostatnio, że:

Szczęście to stopniowe obniżanie swoich wymagań, aspiracji i oczekiwań... aż nie zostanie z nich nic.

Myślę, że autor tej złotej myśli pomylił szczęście z abnegacją.

Niewątpliwie rezygnacja z walki o to, co nieistotne, z chęci zmieniania tego, czego zmienić się nie da i z pogoni za rzeczami, które tak naprawdę nie są nam potrzebne prowadzi do szczęścia, ale nie oznacza to, że powineneś rezygnować ze wszystkiego.

Skup się na swojej pasji i nie marnuj czasu i wysiłku na naprawianie całego świata. W ten sposób - ogniskując swoją energię - masz większą szansę zaznać szczęścia spełnienia i pozostawić po sobie trwały, pozytywny ślad na ziemi.

poniedziałek, 12 kwietnia 2010
Życie

Lifetime
(photo by: wwarby)

Życie jest krótkie.

Gdy masz naście lat, tego nie widzisz, ale przychodzi taki moment w życiu, że zaczynasz to dostrzegać.

Życie może być też piękne, jeśli tylko nie będziesz go marnował na byle co.

Zrób dziś coś dobrego - chociaż jedną rzecz.

I jutro też.

I każdego następnego dnia.

Spróbuj, a przekonasz się, że to wcale nie jest takie trudne.

Każdy dobry uczynek czyni świat lepszym.

Zrób dziś coś dobrego.

piątek, 09 kwietnia 2010
Śmierć zinterpretowana

Śmierć
(photo by: DerrickT)

Telewizja pokazała, a uczeni podchwycili,
Że jednemu psu gdzieś w Azji można przyszyć łeb od świni.

Tak kiedyś proroczo śpiewał Jacek Kleyff, ale nie o psie z głową świni taktuje ten wpis.

Trzy dni temu telewizja opowiedziała mi tragiczną historię człowieka, który był leczony w szpitalu i został z tego szpitala wypisany. Następnie stanął przed komisją lekarską KRUS-u lub ZUS-u i komisja ta orzekła, że jest zdrowy i zdolny do pracy. Niestety po dwóch tygodniach niewłaściwie zdiagnozowana choroba podjęła kontratak i doprowadziła do śmierci swojej ofiary. Wówczas to komisja lekarska wydała nowe orzeczenie i stwierdziła, że zmarły nie jest już zdolny do pracy. Trudno odmówić logiki takiemu postanowieniu.

W całej tej historii najbardziej kuriozalna wydała mi się wypowiedź przedstawicielki KRUS-u lub ZUS-u:

"Fakt zgonu uznaliśmy za pogorszenie stanu zdrowia."

W gruncie rzeczy bardzo podoba mi się taka, jakby zaczerpnięta z montypythonowskiego skeczu o martwej papudze, interpretacja. Dzięki niej przestałem bać się śmierci - wszak będzie to tylko pogorszenie stanu mojego zdrowia. Niewykluczone nawet, że jest na to jakieś lekarstwo...,

czwartek, 01 kwietnia 2010
Nauka programowania w 21 dni

Programming in 21 days

Dla nieposiadających języka angielskiego - tłumaczenie:

  1. Dni 1 - 10. Zapoznaj się ze zmiennymi, stałymi, tablicami, łańcuchami, wyrażeniami, składnią instrukcji, funkcjami,...
  2. Dni 11 - 21. Zapoznaj się z budową programu, wskaźnikami, referencjami, klasami, obiektami, dziedziczeniem, polimorfizmem,...
  3. Dni 21 - 697. W wolnym czasie pobaw się programowaniem. Eksperymentuj i z popełnianych błędów wyciągaj wnioski na przyszłość.
  4. Dni 698 - 3648. Nawiązuj kontakty z innymi programistami. Realizuj z nimi wspólne projekty. Ucz się od nich.
  5. Dni 3649 - 7781. Zapoznaj się z wyższą fizyką teoretyczną i sformułuj spójną teorię grawitacji kwantowej.
  6. Dni 7782 - 14611. Zapoznaj się z biochemią, biologią molekularną, genetyką,...
  7. Dzień 14611. Użyj swojej wiedzy z zakresu biologii do przyrządzenia eliksiru młodości.
  8. Dzień 14611. Użyj swojej wiedzy z zakresu fizyki do budowy kondensatora strumienia i wróć do dnia 21.
  9. Dzień 21. Zastąp sobą swoją młodszą instancję.

Na podstawie How to Teach Yourself Programming.

Archiwum

Napisz do mnie na adres:

adres zwrotny autora


Creative Commons License

Ten utwór jest dostępny na
licencji Creative Commons
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne
.