Pozostań przy zdrowych zmysłach i zachowaj życiową równowagę.
Kategorie: Wszystkie | a-propos | bwnd | gtd | hugething | kindle | lektury | raptularz | sos | sport | teraz | ztd | zzz
RSS
czwartek, 28 kwietnia 2011
Galeria Podłazienkowska

Psie kupy i bezmyślne bohomazy na ścianach budynków głęboko urażają moje poczucie estetyki i ładu. Oto jeden z przykładów takiej pseudotwórczości osobników, którzy "chcom, ale nie umiom":

Galeria Podłazienkowska 000

Cieszę się, że chcą, ale czy naprawdę brakuje im odrobiny ambicji, żeby ich dzieło nie było tylko bohomazem, ale wyrażało jakąś myśl - niechby i obrazoburczą lub zdrowo zakręconą. Na szczęście zdarzają się wśród graficiarzy artyści. Ostatnio głośny był zamach firmy Adidas na dzieła umieszczone na płocie toru wyścigów konnych na Służewcu. Ale nie jest to jedyna tego typu galeria w Warszawie. Poniższe malunki można w oryginalne obejrzeć na betonowych słupach podtrzymujących wiadukt Trasy Łazienkowskiej wznoszący się ponad rondem Sedlaczka (skrzyżowanie Rozbrat z Myśliwiecką i Łazienkowską):

Galeria Podłazienkowska 001

Teraz wiadomo, jakim cudem wiadukt wisi nad rondem!

Galeria Podłazienkowska 002

Galeria Podłazienkowska 003

Galeria Podłazienkowska 004

Galeria Podłazienkowska 005

Poranny spacer w tych okolicach może zaiste być inspirujący - należy tylko uważać, żeby w zadumie nie wkroczyć znienacka na jezdnię. Kierowca też może kontemplować sztukę i nie zdążyć zahamować. A tego byśmy nie chcieli, nieprawdaż?

czwartek, 21 kwietnia 2011
(U)mieć czy być?

Wydech
(photo by: *saxon*)

Filozoficzny problem "mieć czy być" roztrząsany jest w niekończących się dysputach przez filozofów, intelektualistów i zwykłych ignorantów. Większość z nich opowiada się za "byciem", ponieważ zwykle niewiele mają. :-) Natomiast ci, co "mają", są przeważnie zadowoleni ze swojego stanu posiadania, choć nierzadko odczuwają pustkę w - zagraconym dobrami doczesnymi - życiu.

Ale nie o tym jest dzisiejszy wpis. Ostatnio zainspirowało mnie do rozmyślań inne pytanie:

Umieć czy być?

Bardzo często spotykam się z postawą, którą nazywam "życiem na ciągłym wdechu". Postawa ta polega na niekończącej się nauce, zgłębianiu kolejnych podręczników i poradników oraz zapisywaniu się na kosztowne kursy. Nie mam nic przeciwko gruntownej wiedzy, która zapewni ci mistrzostwo w tym, co robisz, ale właśnie sformułowanie "w tym, co robisz" jest największym problemem ludzi żyjących na ciągłym wdechu. W ich przypadku wszystko kończy się na zdobywaniu wiedzy, która potem - niewykorzystywana - leży odłogiem. Mówiąc inaczej - nie jest wydychana w postaci owoców ich twórczości.

Jak to ma się do pytania:

Umieć czy być?

Ano tak:

  • Możesz umieć stworzyć blog i zamieszczać w nim wpisy, ale nie czyni cię to blogerem. Blogerem musisz chcieć być - regularnie publikować swoje dzieła i aktywnie reagować na komentarze czytelników.
  • Możesz znać się na sprzęcie do biegania (nawet mieć taki sprzęt) i wiedzieć wszystko na temat optymalnych metod treningu i odżywiania, ale nie czyni cię to biegaczem. Biegaczem musisz chcieć być - kilka razy w tygodniu, niezależnie od tego, czy świeci słońce, czy wieje zimny wiatr wychodzić za drzwi i rytmicznie pokonywać kolejne kilometry.
  • Możesz umieć nastroić gitarę i mieć w głowie tysiące chwytów i partytur, ale nie czyni cię to gitarzystą. Gitarzystą musisz chcieć być - znajdować przyjemność w sączeniu dźwięków - wydawanych przez muskane twoimi palcami struny - do uszu oczarowanych słuchaczek.
  • Możesz znać najwymyślniejsze konstrukcje składniowe najnowocześniejszych języków programowania, ale nie czyni cię to programistą. Programistą musisz chcieć być - spędzać niekończące się godziny przy klawiaturze komputera tworząc oprogramowanie, które zachwyci tysiące użytkowników i uczyni ich życie lepszym lub łatwiejszym.

Zatem na pytanie:

Umieć czy być?

Odpowiadam:

Umieć, aby być dobrym w tym, co robisz.

A wracając do analogii oddechowej:

Wdychać wiedzę po to, żeby móc wydychać stworzone przez siebie dzieła, a nie po to, żeby się nadąć!

poniedziałek, 18 kwietnia 2011
Grażyna i Jarosław na nowej drodze życia

Grunwald
(photo by: News Telegraf)

Co jest lepsze:

  • Uznanie 150 osób, których najwyraźniej nie stać na porządny telewizor i muszą chodzić do teatru?
  • Aplauz milionów widzów podatnych na reklamę proszku do prania i piwa?

To oczywiste, że popularność wśród pochłaniaczy telewizyjnej papki jest znacznie korzystniejsza od intymnego spotkania z wymagającymi najwyższego kunsztu aktorskiego snobami. Tę popularność można przecież wymienić na stosy rozkosznie szeleszczących banknotów, których - w takiej ilości - żaden dyrektor teatru w życiu nie widział na oczy!

Nie rozumiem więc, skąd to oburzenie na Panią Grażynę Szapołowską, która wybrała występ w telewizyjnej "Bitwie na Głosy", a nie zmagania z "Tangiem" Mrożka. Teatr to nie miejsce dla tak pięknej i utalentowanej kobiety.

Co jest lepsze:

  • Poparcie kilkudziesięciu tysięcy Ślązaków i Kaszubów, którzy cenią swoją odrębność narodową?
  • Głosy milionów Polaków, którym wciąż zagrażają odwetowcy z Bonn?

Każdy - na pierwszy rzut oka widzi - że milion to znacznie więcej niż tysiąc, więc i tu dostrzegamy - biało na białym i czarno na czarnym oczywistą oczywistość. Jarosław Kaczyński dobrze pamięta, że jego kolega z rządowych ław powiedział kiedyś, iż Wersal się skończył. A jak się skończył? Każdy, kto liznął choć trochę historii, wie, że niemiecki imperializm podniósł głowę i najechał na Polskę wspólnie z imperializmem sowieckim. Miliony Polaków nie mogą się mylić w swoich podejrzeniach, widząc jak Niemcy i Rosjanie znów spiskują ponad naszymi głowami budując eksterytorialną rurę pod Bałtykiem!

Ale nie o tym chciałem pisać - poniosło mnie nieco i popłynąłem na fali historycznego wzburzenia...

Zarówno Grażyna Szapołowska, jak i Jarosław Kaczyński wybierając jedną opcję, musieli skazać na zagładę wszystkie pozostałe możliwości. Dzięki jednoznacznemu skierowaniu wysiłków mogą działać znacznie skuteczniej, niż gdyby chcieli zadowolić wszystkich.

Czy odniosą sukces? Być może, jednak wierzę, że oprócz skuteczności liczy się także kierunek czynionych przez nas wyborów, że liczy się klasa, a nie tylko kasa i poklask.

Życzę zatem na nowej drodze życia Państwu Grażynie i Jarosławowi, żeby ani bitwa na głosy, ani bitwa z odwetowcami z Bonn nie przyniosły im nieodwracalnych szkód na niwie osobistej i zawodowej - wszak reputację mamy tylko jedną - niezależnie od tego czy o nią dbamy, czy nie.

czwartek, 14 kwietnia 2011
Priorytet działania

Priorytet
(photo by: ogimogi)

Wybór priorytetu nie polega na znalezieniu dobrego pomysłu.

Wybór priorytetu to umiejętność skazania na śmierć 10 tysięcy dobrych pomysłów po to, żeby dać szansę temu jednemu.

Często wahasz się - nie jesteś w stanie dokonać tak masowego mordu. Boisz się konsekwencji - tego, że wśród tych 10 tysięcy skreślonych znajduje się życiowa szansa, którą być może przegapisz.

Być może, ale nie wybierając niczego, zmarnujesz wszystkie 10 001 pomysłów.

Zatem nie żałuj róż, gdy płoną lasy, wybierz swój priorytet i zacznij działać pamiętając, że nie ma róży bez ognia!

poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Upokorzony naród?

Kij
(photo by: ryaninc)

Polacy przykręcili do smoleńskiego kamienia tablicę.

Rosjanie ją odkręcili i przykręcili inną.

Polscy politycy stwierdzili, że czynem tym Rosjanie upokorzyli cały Naród Polski.

A ja twierdzę, że upokorzyć można tylko tych, którzy są słabi, podatni na upokorzenie.

Bo upokorzenie to wybór - podobnie, jak uczucie bycia obrażonym, o czym niedawno pisałem (Nikt nie może cię obrazić).

Upokorzenie to negatywna, pełna wewnętrznego żalu reakcja na czyjeś działanie.

To coś, co wypełnia pustkę w miejscu, gdzie powinno bujnie rozkwitać poczucie własnej wartości.

A zatem - jeśli upokorzony naród, to tylko z własnego wyboru...

czwartek, 07 kwietnia 2011
Wydarzyło się 10 kwietnia

10 kwietnia. Wiosna rozbrzmiewa radosnym śpiewem ptaków. Nic nie zapowiada, że dla tak wielu osób ten dzień będzie początkiem ostatniej ziemskiej drogi.

Najznamienitsi przedstawiciele elit wchodzą właśnie na pokład, żeby odbyć tę szczególną podróż. Niektórzy z pasażerów pojawili się przed czasem, inni - nieco spóźnieni.

Kapitan wie, że nie wszystkie przygotowania do tego wyjątkowego rejsu przebiegły jak należy, ale presja zwierzchników wyklucza jakiekolwiek dyskusje. Wszelka niesubordynacja przekreśliłaby całą jego dotychczasową karierę.

Ostatnie sprawdzenie, czy wszyscy znaleźli się na pokładzie i w drogę. Obsługa zaczyna serwować napoje i poczęstunki. Wszyscy są dobrej myśli - nie zdają sobie sprawy, że już niebawem staną się bohaterami najsłynniejszej katastrofy w dziejach ludzkości - katastrofy, która będzie symbolem braku pokory i bezmyślnej brawury oraz świadectwem bezwzględności natury, która takich grzechów nie wybacza.

Pięć dni później, w nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 roku niezatapialny RMS Titanic uderzy w górę lodową i po kilku godzinach zatonie wraz z większością pasażerów, dla których nie znalazło się miejsce w zbyt małej liczbie szalup ratunkowych.

Świat wokół nas ulega niesamowitym przemianom, ale nasza ludzka natura wciąż pozostaje niezmienna - zawsze jesteśmy gotowi udowodnić, że nauka idzie w las i że pycha nie pozwala nam zmądrzeć po szkodzie...

Titanic
(photo by: jskrybe)

Archiwum

Napisz do mnie na adres:

adres zwrotny autora


Creative Commons License

Ten utwór jest dostępny na
licencji Creative Commons
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne
.