Pozostań przy zdrowych zmysłach i zachowaj życiową równowagę.
Kategorie: Wszystkie | a-propos | bwnd | gtd | hugething | kindle | lektury | raptularz | sos | sport | teraz | ztd | zzz
RSS
czwartek, 31 maja 2012
Wspólny sukces

3 Muszkieterowie Lego
(photo by: pasukaru76)

To nieprawda, że ludzie przede wszystkim knują przeciwko tobie.

Nie jesteś pępkiem świata!

Większość z nich po prostu stara się zabezpieczyć swoje interesy.

Dlatego - jak mówi Zig Ziglar:

"Możesz osiągnąć w życiu wszystko, czego zapragniesz, jeśli tylko zapewnisz innym osiągnięcie tego, czego oni pragną."

Nic dodać, nic ująć...

poniedziałek, 28 maja 2012
Ratujmy artystów!

Gitara
(photo by: Ben Fredericson (xjrlokix))

W czwartek 24 maja 2012 roku miał miejsce w Polsce "Dzień bez sztuki" - protest artystów i muzeów (trochę dziwne połączenie ludzi i instytucji) przeciwko "pomysłowi rządu, by zlikwidować prawa twórców do odliczania 50 proc. kosztów uzyskania przychodu."

Portal kultura.gazeta.pl doniósł, że postulatem artystów (i muzeów) jest też:

Stworzenie systemu, który dawałby ubezpieczenie i emeryturę bez regularnego płacenia składek.

- Większość z artystów nie ma etatów, pracuje na umowy o dzieło i nie stać ich na wykupienie ubezpieczenia czy odkładania na emeryturę - mówią stojący za inicjatywą artyści, m.in. Zbigniew Libera.

- Gdy byłem młody, nie interesowało mnie, czy ktoś mi w przyszłości będzie wypłacał emeryturę, czy mi jej nie będzie wypłacał. Myślałem, że za dziesięć lat nie będę już żył. Skakałem na główkę i nie obchodziło mnie to. Teraz nadal skaczę na główkę, ale myślę sobie: dlaczego by tam nie podłożyć jakiegoś materaca? Artysta w Polsce nie jest nawet średnio sytuowany. Większość z nas żyje poniżej średniej - mówi Libera.

Ludzie!

Ratujmy artystów!

Brońmy ich!

Przed kim? Przed nimi samymi!

W główkach się towarzystwu poprzewracało!

Jak wytłumaczyć fakt, że w Warszawie mnożą się i znakomicie prosperują teatry prywatne? Że grają ambitny, dobry repertuar i nie jęczą, iż podatnicy nie sypią im grosza do kasy?

Jak wytłumaczyć fakt, że dzieła niektórych artystów plastyków są rozchwytywane na świecie?

Jak wytłumaczyć fakt, że do niektórych muzeów trzeba "zdobywać" bilety?

Odpowiedź jest brutalna w swej prostocie:

Nie wystarczy czuć się artystą, żeby nim być.

Nie wystarczy ukończenie szkoły artystycznej, żeby umieć tworzyć dzieła, które ludzie będą chcieli podziwiać.

I nie chodzi tu o komercję - ludzie dobrze widzą, kto tworzy bohomazy, a kto dzieła. Kto lata po scenie z gołym tyłkiem, a kto ma naprawdę coś do powiedzenia.

Bary Nowego Jorku, Los Angeles i Hollywood pełne są potencjalnych odtwórców oskarowych ról...

Prawda jest okrutna, ale czyż sztuka nie polega na mówieniu prawdy? Artysta nie może mówić prawdy, jeśli ona do niego nie dociera.

Polski protest artystów (i muzeów) jest jednym z aspektów szaleństwa, które dotknęło środowiska twórcze.

Drugi aspekt stanowi - moim zdaniem - kwestia tantiem za korzystanie z twórczości. Pomysł ten zakiełkował w głowach twórców wtedy, gdy powstały techniczne możliwości taniego powielania i rozpowszechniania ich dzieł. Zaczęło się od Gutenberga, a teraz możemy powielać praktycznie wszystko i to za darmo (póki co za wyjątkiem rzeźb i budowli).

Czym są tantiemy? Opłatą za możliwość skorzystania (jedno- lub wielokrotnego) z utworu. Ale przecież autor wykonał pracę tylko raz! Zgadza się, lecz opłata za skorzystanie jest znacznie niższa od kosztu stworzenia dzieła. No tak, ale w zależności od wielu czynników (w tym jakości utworu, marketingu i zwykłego szczęścia) tantiemy mogą przynieść śladowy przychód lub wręcz przeciwnie - niewyobrażalne bogactwo. Nie mam nic przeciwko bogactwu, ale ta niewyobrażalność budzi moje wątpliwości. Czy rzeczywiście napisanie jednej przebojowej piosenki powinno przynosić twórcy górę pieniędzy, umożliwiającą całej jego rodzinie dostatnie życie przez następne 500 lat?

Według mnie uczciwy byłby następujący system:

Artysta ma prawo do tantiem do momentu, kiedy jego sumaryczne wynagrodzenie za utwór osiągnie 25-letnią średnią pensję w kraju, którego jest obywatelem.

Po zaistnieniu tego warunku lub po upływie 25 lat utwór przechodziłby do domeny publicznej jako dobro kultury światowej, dostępne za darmo dla każdego.

Co mnie skłoniło do sformułowania takiej - ograniczającej "tantiemizm" - propozycji? Wiadomość o roszczeniach RIAA - zrzeszenia amerykańskich wydawców muzyki - wobec zamkniętego w 2010 roku serwisu LimeWire. Za każde ściągnięcie z tego serwisu jednej z 11 tysięcy zidentyfikowanych piosenek zrzeszenie zażądało takiego odszkodowania, że sumaryczna kwota roszczenia wyniosła 72 biliony dolarów (tak, polskie biliony 10^12, czyli amerykańskie tryliony). Średnio daje to ponad 6 miliardów dolarów za utwór. Komuś naprawdę odbiło! I nie mówcie mi, że to szaleństwo amerykańskich prawników. Ktoś dał im mandat do działania i w ostatecznym rozrachunku byli to artyści.

Piractwo, to kradzież - bez dwóch zdań, ale, Panie Hołdys, czy ktoś tu nie przegina?

poniedziałek, 21 maja 2012
Sylwestrowa kawa

W najnowszym numerze Polityki znalazłem próbkę kawy rozpuszczalnej, na której opakowaniu wydrukowano następującą instrukcję:

Arabica 1

Zgodnie z zaleceniami producenta:

  1. Wsypałem zawartość saszetki do filiżanki.
  2. Zalałem gorącą, ale nie wrzącą wodą.
  3. Włożyłem filiżankę z aromatyczną kawą do opakowania, które szczelnie zamknąłem.
  4. Umieściłem paczuszkę w suchym miejscu.

Przez chwilę zastanawiałem się, kiedy powinienem przystąpić do konsumpcji napoju, ale na szczęście zauważyłem dodatkową instrukcję, która wyjaśniła mi wszystko:

Arabica 2

Napis "Najlepiej spożyć przed końcem 12.2013" jednoznacznie nakazuje mi rozkoszować się tak przygotowaną kawą w Sylwestrowy wieczór 2013 roku, co uczynię z należytą powagą i satysfakcją!

poniedziałek, 14 maja 2012
Hipermarket szczęścia

Media Markt
(photo by: vauvau)

Jedni twierdzą, że nie znoszą zakupów, inni - wprost przeciwnie - że je uwielbiają. A ja jak zwykle mam pokręcony stosunek do tej sprawy. Szczególnie, jeśli chodzi o wizyty w hipermarketach.

Lubię czasami spędzić trochę czasu w wielkiej, wypełnionej ludźmi i towarami hali. Bardziej latem niż zimą, bo wiem, że na olbrzymim, płaskim dachu nie zalega wówczas gruba warstwa ciężkiego, zlodowaciałego śniegu, gotowego za chwilę spaść mi na głowę.

Przechadzam się wówczas po hipermarketowych alejkach niczym po parku lub salach muzealnych i podziwiam rozlokowane kunsztownie na półkach kolorowe towary. Każdy mogę dokładnie obejrzeć i dotknąć - nie tak, jak w przybytkach kultury, gdzie obowiązuje słuszna, chroniąca dobra światowe i narodowe zasada: "RĘCE PRECZ OD EKSPONATÓW!"

To pouczający spacer, ponieważ okazuje się, że na półkach leżą albo takie rzeczy, których wcale nie potrzebuję, albo takie, które już mam. Często nawet nie biorę wózka lub koszyka, bo wiem, że i tak nic do nich nie włożę.

Gdy już się naoglądam, wolnym krokiem zmierzam w kierunku kas, omijam skłębione w kolejkach, spocone tłumy ludzi najwyraźniej robiących zapasy na wypadek wojny atomowej, powodzi lub upadku drugiego meteorytu tunguskiego i z uśmiechem na twarzy wychodzę na rozświetlony słońcem, olbrzymi parking.

I jestem szczęśliwy - nieobciążony rzeczami, niepozbawiony gotówki i wszystko-co-potrzebne-do-życia-mający.

czwartek, 10 maja 2012
Sztuka zapominania

Fade Away
(photo by: Peter Kaminski)

Jednym z fundamentów szczęśliwego życia jest umiejętność puszczania w niepamięć rzeczy nieprzyjemnych i uraz żywionych w stosunku do niektórych osobników zaludniających naszą planetę. Moje zdolności w tym zakresie nie są jeszcze doskonałe, ale udało mi się wypracować sztuczkę umysłową ułatwiającą świadome zapominanie, opierającą się na ułomności mojego umysłu polegającej na nieświadomym zapominaniu.

Brzmi pokrętnie? Być może - ale działa!

Kiedy byłem nastolatkiem, nagle zauważyłem, że mam pamięć dobrą, ale krótką i o niektórych sprawach - na przykład odrobieniu pracy domowej z polskiego - zapominam (do tego momentu łudziłem się, że jestem doskonały :-) ). Z drugiej strony zauważyłem też, że są sprawy (głównie te nieprzyjemne), które bez zaproszenia zadomawiają się na dłużej w mojej głowie.

- To dziwne! - stwierdziłem. - Przecież smutki powinny ulegać zapomnieniu z równym prawdopodobieństwem, co radości!

Nie miałem wówczas zielonego pojęcia o emocjonalnych uwarunkowaniach działania ludzkiego mózgu.

Wymyśliłem więc następujące podejście do dręczących mnie przykrych wspomnień:

"Hej, porażko! Wiem, że TERAZ siedzisz w mojej głowie, ale moja pamięć jest zawodna i jestem pewien, że jutro albo za tydzień nie będzie po tobie ani śladu!

Okazało się, że moje wewnętrzne oficjalne stanowisko przekazane nieprzyjemnej myśli w większości przypadków załatwia sprawę. Mój mózg uznaje wówczas problem za rozwiązany i... pozwala sobie na zapomnienie. Zajęcie świadomego stanowiska zamyka otwartą dotąd pętlę gonitwy myśli i uruchomia nieświadomy proces zaniku informacji uznawanej od tej chwili za nieistotną.

Spróbuj sam!

Twój mózg nie ma własnego rozumu i można go w dobrej wierze skutecznie oszukać!

PS. Kilka lat później rozszerzyłem nieco swoje oświadczenie i obecnie brzmi ono tak:

"Hej, porażko! Dzięki za nauczkę! Wnioski wyciągnąłem. Wiem, że TERAZ siedzisz w mojej głowie, ale moja pamięć jest zawodna i jestem pewien, że jutro albo za tydzień nie będzie po tobie ani śladu!

poniedziałek, 07 maja 2012
Dobrodziej

Little Red & Wolf
(photo by: Yael P)

Jest taki typ menedżera, którego można określić mianem "dobrodzieja".

Jego głównym pragnieniem jest czynienie dobra - powszechnego i bezdyskusyjnego.

Za te wysiłki powinieneś być mu wdzięczny i okazywać tę wdzięczność z gracją.

Jeśli zaś nie podzielasz jego poglądów, poddawany jesteś resocjalizacji.

Bo dobrodziej nie przyjmuje do wiadomości, że może istnieć wiele, nie kolidujących ze sobą, odcieni dobra.

A gdy okazujesz się niewdzięcznym recydywistą, nie poddającym się procesowi resocjalizacji, popadasz w jeszcze większe kłopoty.

Dobrodziej cię nie zwolni. Wręcz przeciwnie - zrobi wszystko, żeby zatrzymać cię w firmie. Dla twojego dobra, oczywiście.

Zintensyfikuje i zróżnicuje serwowaną ci "uzdrawiającą" dietę składającą się z perswazji, kija i marchewki, odrzucenia i przytulenia, szantażu moralnego, kłamstw i intryg oraz każdej metody, która może być pomocna w prostowaniu twojego kręgosłupa. To nie są przelewki - w walce o dobro cel uświęca środki z nawiązką!

Zastanów się, czy warto być uszczęśliwianym na siłę? Czy sprawi ci radość "dobra" rzeczywistość, ulepiona dla ciebie przez dobrodzieja?

Zastanów się i podejmij decyzję.

Archiwum

Napisz do mnie na adres:

adres zwrotny autora


Creative Commons License

Ten utwór jest dostępny na
licencji Creative Commons
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne
.