Pozostań przy zdrowych zmysłach i zachowaj życiową równowagę.
Kategorie: Wszystkie | a-propos | bwnd | gtd | hugething | kindle | lektury | raptularz | sos | sport | teraz | ztd | zzz
RSS
poniedziałek, 30 maja 2016
Macierzyństwo i kariera

Maternity
(photo by: Senator Stabenow)

Ten trudny temat nurtuje mnie od dawna: co zrobić, żeby kobiety mogły - bez szkody dla swojej kariery zawodowej - poświęcać się macierzyństwu? Nie ma chyba lepszego momentu, żeby zastanowić się nad tą kwestią, niż okres pomiędzy Dniem Matki a Dniem Dziecka.

Dla większości kobiet macierzyństwo - czyli urodzenie i wychowanie dzieci - staje się na pewnym etapie życia jego esencją. Niepodważalnym priorytetem, największą pasją i najważniejszym elementem codzienności. Dla kochających matek dobro ich dzieci jest zawsze na pierwszym miejscu w natłoku spraw, które mają do załatwienia. I to jest piękne.

Jednocześnie wiele kobiet pragnie rozwijać się także w innych dziedzinach i osiągać sukcesy w swojej pracy zawodowej. Napotykają jednak na barierę, którą uważają za dyskryminację w świecie biznesu opanowanym przez szowinistycznych, samolubnych samców alfa. Powszechny jest postulat mówiący, że na takim samym stanowisku kobieta powinna otrzymywać takie samo wynagrodzenie co mężczyzna.

I ja ten postulat w pełni popieram, o ile efekty pracy kobiety i mężczyzny na tym stanowisku są identyczne.

Tak powinno być!

Jest tylko jedno "ale": czy rzeczywiście kobieta, dla której wspaniałym priorytetem jest macierzyństwo, może w równym stopniu poświęcić się pracy zawodowej, co mężczyzna, którego organizm nie jest zmęczony ciążą, połogiem i nocnymi karmieniami, którego nie absorbuje kolor zawartości pieluch, i który nie musiał na wiele miesięcy rozstać się ze swoją profesją. Kobieta ma usprawiedliwione powody, żeby czasami być mniej dyspozycyjną i mniej wydajną od mężczyzny.

W dzisiejszych czasach im wyższe stanowisko zajmujesz, tym większa jest potrzeba twojego osobistego zaangażowania oraz utrzymywania stałego i niezawodnego kontaktu z klientami i współpracownikami. Sprzątaczka, kasjerka czy salowa (z całym szacunkiem dla tych zawodów) są wynagradzane za sumienność w wykonywaniu swojej pracy. Relacje międzyludzkie nie mają tu tak dużego znaczenia w budowaniu pozycji zawodowej.

Sprawa przedstawia się inaczej w przypadku członkiń zarządów, redaktorek prowadzących w wydawnictwach, czy opiekunek klienta w bankach. Sukces na tych stanowiskach polega na niezawodnym reprezentowaniu interesów pracodawcy wobec osób, z którymi należy nawiązać trwałą nić porozumienia. Zmiana priorytetów życiowych bardzo często powoduje kilkumiesięczną nieobecność członkini zarządu, brak odpowiedzi redaktorki na wysyłane do niej e-maile czy przegapianie ciekawych propozycji inwestycyjnych przez opiekunkę klienta banku.

Czy w takich przypadkach możemy nadal mówić o równoważnych efektach pracy kobiety i nieabsorbowanego obowiązkami rodzinnymi mężczyzny? Niestety nie.

Jako rozwiązanie tego problemu często podaje się postulat reorganizacji pracy firm, wydawnictw, banków itp. tak, żeby stały się przyjaźniejsze dla macierzyństwa. Niestety dzisiejszy świat jest tak urządzony, że na rynku zawsze wygrywa ten, dla kogo to biznes jest priorytetem, a nie pielucha i godziny karmienia rozkosznego maluszka...

Powiem szczerze: nie potrafię znaleźć generalnego rozwiązania tej kwestii.

A ty?

Co o tym sądzisz?

Czy widzisz jakieś konstruktywną, rynkową możliwość pogodzenia macierzyństwa z aspiracjami zawodowymi kobiet bez uszczerbku dla konkurencyjności zatrudniających je firm?

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:42, testeq , a-propos
Link
poniedziałek, 23 maja 2016
Nie wystarczy mieć pistolet!

Pistolet

W wielu filmach z gatunku "zabili go i uciekł" występuje scena, w której "twardziel" zostaje zaskoczony przez "mięczaka". Nie ma znaczenia, który z nich stoi po jasnej stronie mocy, a który po ciemnej. "Mięczak" wydaje się być panem sytuacji, trzyma bowiem przeciwnika na muszce i w każdej chwili może pociągnąć za spust. Mimo to przeważnie przegrywa. "Twardziel" powoli zbliża się do niego i wyjmuje mu z ręki pistolet z magazynkiem wypełnionym ostrą amunicją.

W biznesie jest tak samo.

Bronią, którą masz do dyspozycji, jest zazwyczaj umowa. Oczywiście bez wzajemnego zaufania nie ma prawdziwego biznesu, jednak za naiwność płaci się olbrzymią cenę. Nie tylko finansową, ale także w dziedzinie poczucia własnej wartości. Dlatego w mojej książce Teraz! Jak już dziś zmienić jutro? gorąco namawiam do posługiwania się precyzyjnymi umowami podpisanymi przez wszystkie zainteresowane strony.

Dlaczego?

Ponieważ umowa jest jak parasol - sięgasz po nią wtedy, kiedy pada deszcz, a nie wtedy, kiedy świeci słońce. Nie łudź się, że niebo nad twoją głową będzie zawsze pogodne.

Dobra umowa, na której zapisy wszyscy się zgodzili, jest pistoletem leżącym w szufladzie twojego biurka - twoim zabezpieczeniem, z którego masz obowiązek skorzystać, gdy zauważysz pierwsze oznaki problemów w realizacji porozumienia. Bardzo często trudności te są tylko pozornie obiektywne.

Poszczególne punkty umowy to twoja amunicja - nie wahaj się jej użyć. Nie pozwalaj, żeby były kwestionowane za pomocą argumentów niezwiązanych ze sprawą. Nie dawaj się wpędzać w poczucie winy zarzutami dotyczącymi innych kwestii. Wyraźnie zakomunikuj swojemu partnerowi, że takie rozszerzanie tematu uważasz za niestosowne i nieprofesjonalne. Szanuj siebie i polegaj na swojej umiejętności racjonalnej oceny sytuacji.

Ignoruj też próby szantażu oraz obietnice i groźby dotyczące perspektyw przyszłej współpracy. Nic nie wskazuje przecież na to, że w wyniku twoich ustępstw, twój partner - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - zmieni swoje podejście do prowadzenia biznesu. Wręcz przeciwnie: możesz go utwierdzić w przekonaniu, że umowy umowami, a z tobą może sobie "pogrywać" coraz zuchwalej.

Pamiętaj: nie po to spisaliście umowę, żeby teraz do niej nie zaglądać. Nie po to każdy z was zabrał na tę wspólną przechadzkę parasol, żeby nie rozkładać go, kiedy spadają pierwsze krople nadciągającej ulewy.

Ważne w tym wszystkim jest jedno: żądanie wywiązywania się stron z postanowień podpisanej umowy nie jest ani żadną "zemstą", ani formą ataku. To metoda obrony i merytorycznego powrotu do przyzwoitości we wzajemnych stosunkach. Jeśli druga strona tego nie rozumie, albo nie chce zrozumieć, albo - to najgorszy wariant - z premedytacją udaje, że nie rozumie, to trudno o gorszą prognozę na wspólną, korzystną dla wszystkich przyszłość.

Wniosek stąd płynie taki, że o ile niezwykle ważne jest posiadanie odpowiedniego arsenału argumentów biznesowych, to jeszcze ważniejsza jest odwaga i gotowość do ich użycia. Nie po to, żeby komuś uczynić krzywdę, ale po to, żeby ten ktoś nie sprawił, że stracisz zaufanie i szacunek do samego siebie.

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:48, testeq , a-propos
Link
czwartek, 19 maja 2016
Ta chwila

Moment Enough
(photo by: Lenny K Photography)

Leo Babauta po raz kolejny trafia swoim tekstem w samo sedno. Jestem zwolennikiem smakowania każdej chwili życia wtedy, kiedy ta chwila następuje - czyli Teraz! - więc za zgodą Autora publikuję tłumaczenie jego wpisu This Moment is Enough.



#TaChwilaJestWszystkim


Byłem na pokładzie samolotu, który podchodził do międzylądowania w Portland, gdy nagle widok przepięknego, niesamowicie różowego wschodu słońca ponad błękitno-purpurowymi wierzchołkami gór niemalże zatrzymał bicie mojego serca.

Instynktownie odwróciłem się do Ewy, żeby podzielić się z nią moim zachwytem, ale ona ucięła sobie właśnie drzemkę. Poczułem wówczas ból niespełnienia wynikający z braku możliwości podzielenia się tą chwilą z moją żoną, a jeśli nie z nią, to z kimkolwiek. Wydawało mi się, że piękno bezpowrotnie przecieka przez moje palce.

To było dla mnie bardzo pouczające. W jakiś sposób czułem, że ta chwila sama w sobie nie jest kompletna, jeśli nie mogę się nią z kimś podzielić. Lecz po sekundzie przyszła refleksja: przecież ta chwila jest kompletna - jest wszystkim.

Chwila jest samowystarczalna. Nie musi być pokazywana, fotografowana, udoskonalana albo komentowana. Zapiera dech w piersiach i inspiruje taka, jaką jest.

Nie ja jedyny odczuwam potrzebę utrwalania chwil na zdjęciach i dzielenia się nimi w internecie. W tym właśnie celu stworzono niezwykle popularny serwis Instagram.

Czujemy, że sama chwila nie wystarcza, jeśli o niej nie porozmawiamy, nie podzielimy się nią i nie sprawimy, że zastygnie w nas jak beton. Chwila jest ulotna, a my pragniemy solidności i trwałości, więc brak jej zakotwiczenia może nas przerażać.

To uczucie niewystarczalności jest w naszym życiu dość powszechne:

  • Siedzimy przy stole i jemy, a jednocześnie czujemy, że powinniśmy czytać coś w internecie, sprawdzać pocztę elektroniczną albo pracować. Tak jakby samo jedzenie nam nie wystarczało.
  • Denerwujemy się na ludzi, że nie postępują tak, jak my byśmy tego chcieli. To, jacy są, nam nie wystarcza.
  • Czujemy się zagubieni w życiu, tak jakby samo życie nam już nie wystarczało.
  • Odwlekamy wykonanie tego, co powinniśmy zrobić, dajemy się rozpraszać błahostkom, tak jakby ważna dla nas praca nam nie wystarczała.
  • Zawsze czujemy, że powinniśmy robić coś innego, i nie możemy przez chwilę usiedzieć w spokoju.
  • Opłakujemy ludzi, którzy odeszli, przeszłość, tradycje... ponieważ teraźniejszość wydaje nam się niewystarczająca.
  • Bez przerwy gdybamy, co nas czeka w przyszłości, jakby nie wystarczało nam skupienie się na tym, co stoi tuż przed nami.
  • Cały czas próbujemy doskonalić siebie i otaczających nas ludzi, tak jakby nie wystarczało nam to, jacy już jesteśmy.
  • Odrzucamy rzeczywistość, ludzi i samych siebie, ponieważ nic nie jest w stanie nam wystarczyć.

A gdybyśmy tak zaakceptowali chwilę teraźniejszą wraz ze wszystkim, co się na nią składa, i uznali, że to wystarczy?

A gdybyśmy tak nie potrzebowali niczego więcej?

A gdybyśmy tak pogodzili się z tym, że ta chwila umknie, kiedy się dokona, i dostrzegli ulotność spotkania z nią bez konieczności zapamiętywania tego doświadczenia i dzielenia się nim z kimkolwiek?

A gdybyśmy tak zaczęli mówić TAK, zamiast wszystko odrzucać?

A gdybyśmy tak zaakceptowali to, co złe, w tym, co dobre, porażkę jako możliwy wynik próby, to, co irytujące, w tym, co piękne, strach towarzyszący nadarzającym się okazjom - jako elementy pakietu oferowanego nam przez każdą mijającą chwilę?

A gdybyśmy tak się teraz zatrzymali, rozejrzeli dookoła, popatrzyli w lustro i po prostu docenili, że to wszystko jest wystarczająco doskonałe - takie, jakie jest?



Bardzo potrzebowałem tego artykułu przed przystąpieniem do porządkowania (czytaj: usuwania) setek niepotrzebnych zdjęć, które zrobiłem podczas wyprawy na Dolny Śląsk w poszukiwaniu złotego pociągu.

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:46, testeq , a-propos
Link
poniedziałek, 16 maja 2016
Znalazłem złoty pociąg!

Melduję powrót z wyprawy w poszukiwaniu szczęścia. Wyprawy zakończonej sukcesem! Czyżbym dostrzegał oznaki niedowierzania? Jako stały czytelnik BIZNESU BEZ STRESU zapewne od razu domyślasz się, jak tego dokonałem!

Przecież to proste!

Swoje szczęście każdy ma w sobie! Nie trzeba go nigdzie szukać, ponieważ zawsze jest z nami!

Podczas tej wyprawy dużo zwiedziłem, trochę pobiegałem i popływałem, wdrapałem się na niejedną górę i... znalazłem słynny złoty pociąg! Oto niezbite dowody w postaci dokumentacji fotograficznej:

Najpierw sprawdziłem, jak wygląda osławiony 65. kilometr torów kolejowych w pobliżu Urzędu Skarbowego w Wałbrzychu:

Gold Train: 65. kilometr

Tor jak tor, górka jak górka. Tylko słono płatny parking przy Urzędzie Skarbowym sygnalizuje bogactwo tych okolic. ;-)

Kolejny trop wyglądał tak:

Gold Train: Makieta

Osoba wykonująca tę makietę musiała korzystać z dokładnych wskazówek świadków załadunku i rozładunku złotego pociągu. Przecież nie wymyśliła tego wszystkiego sama!

Ostateczne rozwiązanie zagadki znalazłem w restauracji na Zamku Książ:

Gold Train: Książ

Okazało się, że ten tajemniczy złoty pociąg to tylko długotrwała, przemyślana akcja marketingowa pewnego browaru!

Zdrowie twoje w gardło moje! ;-)

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:30, testeq , a-propos
Link
poniedziałek, 09 maja 2016
Złoty pociąg

Gold Train
(photo by: Giulia Passerini)

Krzysztof Klenczon śpiewał kiedyś słowami Jerzego Kondratowicza tak:

  • Słyszysz? To woła mnie leśny trakt,
    Może gdzieś nowych dróg znajdę ślad.
    Rzeki nurt w słońcu lśni,
    Więc wybacz mi -
    Na mnie czas, jadę już, nie licz dni...

A ja zaśpiewam wam tak:

  • Słyszysz? To woła mnie torów kres,
    Przecież gdzieś złoty ten pociąg jest.
    Kopać będę co sił,
    Więc wybacz mi -
    Na mnie czas, jadę już, nie licz dni...

Gdzie będę szukał swojego szczęścia i co będę robił w tym tygodniu możecie śledzić przede wszystkim na Instagramie (@TesTeq) i czasami na Twitterze (@TesTeq).

Życzcie mi powodzenia!

Napisz do mnie: testeq małpa gazeta kropka pl albo ćwierknij @TesTeq.

Polub moją książkę "Teraz!" na Facebooku!

06:29, testeq , a-propos
Link
Archiwum

Napisz do mnie na adres:

adres zwrotny autora


Creative Commons License

Ten utwór jest dostępny na
licencji Creative Commons
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne
.